Zmiany mentalne to coś, czego teraz – w dobie kryzysów – bardzo nam potrzeba. Zjawiska, które do tej pory były nam obce, oglądane najwyżej w telewizji, dotknęły i nas. Zmiany klimatyczne, o których niektórzy mówią, że ich nie ma albo że są czymś zupełnie normalnym, wchodzą do nas przez otwarte drzwi i nie pytają, co o nich sądzimy. A za to wszystko odpowiedzialny jest człowiek.

Za realizację od kilkudziesięciu lat bezrefleksyjnej gospodarki liniowej. Za bycie ekspansywnym pożeraczem, a nie gospodarzem. Za nasze polskie „chłop żywemu nie przepuści”. I choć „chłop” kojarzy nam się raczej z terenami wiejskimi, to dziś atakuje on przykładowo centra miast w myśl idei „rewitalizacji po polsku”. Może czas na refleksję? Również tę dotyczącą przestrzeni. Zmianę języka, nomenklatury, nawyków zawodowych w bańce architektury krajobrazu. Czas na zmianę percepcji w projektowaniu, tworzeniu i eksploatacji terenów zieleni. Projektowanie odpowiedzialne, cyrkularne powinno zawitać pod strzechy uczelni wyższych, a myślenie o gospodarce obiegu zamkniętego zamiast o gospodarce liniowej powinno być czymś naturalnym i oczywistym, a nie egzotycznym. Pojęcie „betonozy” trawiącej naszą przestrzeń powinno się zamienić w „zarastanie” przestrzeni miejskiej. Jak już wielokrotnie wspominałem, przyroda, natura to lepsi inżynierowie niż my. Skorzystajmy z tego i uczmy się od niej.

Plastikowe różowe nic za 5 zł

Tysiące kilometrów przemieszcza się „plastikowe różowe nic”, aż trafia w nasze czy naszych dzieci ręce. To „nic” przepłynęło lub przeleciało pół świata, potem przyjechało ciężarówką do sklepu. Zdjęliśmy z niego opakowanie, które poleciało do kosza na śmieci. Nasze „nic” pobyło trochę z nami, potem się pobrudziło i zgodnie z zasadami recyklingu – bo jesteśmy eko – wylądowało w odpowiednim koszu, pojechało na składowisko i tym samym dokonało żywota. Ale w międzyczasie kupiliśmy takich „różowych niców” 5–10, do domu, biura, ogrodu, na budowę, na… cmentarz. Na ogołocony z drzew cmentarz. Plastikowe kwiaty na chińskich granitach, pucowanych na wysoki połysk, przy których rozłożyliśmy kostkę betonową, mają świadczyć o naszej pamięci o bliskich. A z racji tego, że świat pędzi i nie mamy czasu na nic, spełniają one swoją rolę świetnie. Zwykłe by zwiędły, a tak – dzięki plastikowi – nasza pamięć się wydłuża. Jak już się zabrudzą, to lądują na olbrzymiej kupie śmieci tuż za ogrodzeniem cmentarza, przy parkingu. A potem jadą na wysypisko. Świat gospodarki liniowej wkroczył na cmentarze. I tylko boli to, że nikomu nie przeszkadza obraz betonowo-kamiennej pustyni z wysypiskiem śmieci przy wejściu, na której na zawsze umieściliśmy naszych bliskich. Kwiat to symbol przemijania, a cmentarz to miejsce pamięci i refleksji, a nie wyścig zbrojeń o śliczniejszy i bogatszy nagrobek. Cmentarze to nie przestrzenie oparte na ekonomii, to enklawy spokoju i miejsca, które dają ukojenie, jednocześnie będąc ostoją bioróżnorodności.

Myślicie, że w architekturze krajobrazu jest inaczej? Że jesteśmy bardziej „eko” i nie ma u nas „plastikowego różowego nic”?

Deska na taras

Projektant zaczyna myśleć. Myśli, myśli i wymyślił. Powinniśmy, proszę szanownego inwestora, zaprojektować, o tu, taki drewniany taras z drewna egzotycznego, a na nim postawi się dwie duże, piękne, plastikowe donice, można je zamówić tanio na AliExpress. I ta historia zaczyna się tak: Za siedmioma górami, za siedmioma miastami, za siedmioma rzekami… tysiące kilometrów od nas właśnie upada z hukiem duże drzewo. W kraju, który równowagę ekologiczną ma za nic. Drewno trafia do portu i na statek, płynie przez morza i oceany, jedzie przez kraj ciężarówką, tworząc potężny ślad węglowy, i trafia do hurtowni. A potem? Potem to już na taras. Taras, na którym będzie można wypocząć w pięknych okolicznościach przyrody. I ta historia nie ma happy endu i świetlanej przyszłości. To jest to nasze „plastikowe różowe nic”. Czy to w przestrzeni publicznej czy w prywatnej – bezrefleksyjne projektowanie i tworzenie terenów zieleni jest powszechne. I ktoś powie: przecież drewno to materiał najbardziej „eko” do przetwarzania, naturalny. No tak, ale nie to drewno, tylko to nasze, z bliska, nie z lasów deszczowych, płuc świata. To, co robi ten architekt krajobrazu, również nie jest „eko”, to udawane, biofilne projektowanie, w którym nie ma refleksji. Tak rozpoczyna się właśnie proces inwestycyjny w architekturze krajobrazu, proces, kt&...