Wycieczka w odległy, górzysty zakątek kraju, noclegi w dobrym hotelu, wreszcie alkohol lejący się strumieniami – tak wyglądało wyjazdowe posiedzenie sejmowej komisji ochrony środowiska.

Dziennik „Fakt” opisuje dziś w jaki sposób posłowie postanowili połączyć przyjemne z pożytecznym i obradowali, bawiąc się w Bieszczadach. "O współpracy transgranicznej między Słowacją, Ukrainą i Polską w obszarze Międzynarodowego Rezerwatu Biosfery Karpaty Wschodnie " – to temat spotkania pierwsze w tej kadencji Sejmu posiedzenia komisji ochrony środowiska.

Parlamentarzyści polecieli samolotem do Rzeszowa i stamtąd wynajętym busem ruszyli do Ustrzyk. Do swej dyspozycji mieli niemal cały trójgwiazdkowy hotel Lawerta.

„Ale myliłby się ten, kto pomyślałby, że w tak komfortowych warunkach posłowie zakasali rękawy i ostro wzięli się do roboty. Nic z tego. Obrady zaczęli dopiero następnego dnia. Pierwsze zaś popołudnie po przyjeździe spędzili w… hotelowym pubie” – pisze „Fakt”. A tam złocisty płyn lał się strumieniami. I tylko niektórzy, jak przewodniczący komisji Marek Kuchciński z PiS raczyli się winem. Kelnerka przy uwijała się przy nich jak w ukropie.

Jak relacjonuje bulwarówka, alkoholowa biesiada zakąszana mięsiwem i ciastami trwała kilka godzin. Ci posłowie, którzy czuli się słabiej, pokrzepiali się rosołkiem.

źródło: Fakt

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj