W Światowym Dniu Wody naukowcy, ekolodzy i praktycy zastanawiają się, co można zrobić dla poprawy stanu wód, zmniejszenia zużycia wody i ograniczenia jej zanieczyszczeń. Potrzebne są działania globalne i lokalne, ale również takie, które każdy z nas może wykonać na własną rękę.

W tym roku Światowy Dzień Wody obchodzony jest pod hasłem „Natura dla wody”. To wezwanie do poszukiwania efektywnych rozwiązań wykorzystujących naturę i przyrodę do oczyszczania wody, zatrzymywania wód opadowych, roztopowych itp.

Z okazji Światowego Dnia Wody sesję naukowo-techniczną zorganizował Wydział Inżynierii Środowiska i Gospodarki Przestrzennej Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Niezadowalający stan wód

Polska, wchodząc do Unii Europejskiej, zobowiązała się do doprowadzenia polskich wód powierzchniowych do dobrego stanu. Miało się to stać do 2015 r. Deklarowaliśmy, że wszystkie wody będą w stanie dobrym lub bardzo dobrym. Niestety pod koniec 2015 r. okazało się, że jakość 2/3 naszych wód jest nadal niezadowalająca.

Główne przyczyny to zanieczyszczenia pochodzenia rolniczego, szczególnie zwierzęcego. Zanieczyszczenia obszarowe z pól przedostają się do wód w czasie opadów deszczu, roztopów. Ciągle dużo nieczystości spływa do wód powierzchniowych z terenów uprawnych, na których używano nawozów sztucznych: związków azotu i fosforu.

– Te zanieczyszczenia spływają do wód z pominięciem oczyszczalni. Powodują one eutrofizację, czyli przeżyźnienie wód, które skutkuje zakwitem sinic i mętnieniem wód – mówi prof. Ryszard Błażejewski z Pracowni Zaopatrzenia w Wodę i Sanitacji UP w Poznaniu.

Infrastruktura pomocna w oczyszczaniu

Rzeki mają co prawda pewną zdolność samooczyszczania się np. przez napowietrzanie, ale oczyszczają się głównie na terenach górskich. Na terenach nizinnych, bliżej morza, napowietrzanie jest słabsze, więc woda oczyszcza się gorzej.

Człowiek powinien zatem pomóc naturze, wspomagając samooczyszczanie. Służy to tego tzw. błękitno-zielona infrastruktura, czyli różnego rodzaju tereny zieleni, tereny podmokłe, stawy i jeziora, które zatrzymują czystą wodę opadową i nie odprowadzają jej natychmiast kanalizacją deszczową do rzeki. Pomaga to zarówno w zabezpieczeniu terenów miejskich przed powodzią, a także zatrzymuje cenną wodę na terenach zielonych, gdzie bujnie rozwija się zieleń, roślinność wodna, bagienna itp.

Także w budowie kanalizacji zmieniło się myślenie. Dotychczas dążono do jak najszybszego odprowadzenia wód zanieczyszczonych do rzek. Teraz projektując sieci kanalizacyjne myśli się o tym, żeby odprowadzane wody były wcześniej oczyszczane, najpierw biologicznie – przez zieleń, potem mechanicznie, biologiczne i chemicznie – w oczyszczalniach.

Do oczyszczania i zatrzymywania wody służą np. zielone dachy, ażurowe powierzchnie parkingowe i chodnikowe, niecki zalewowe, stawy miejskie, a nawet mokradła miejskie, których się już nie melioruje. Skuteczne są małe, naturalne filtry gruntowo-roślinne – porośnięte odpowiednio dobraną roślinnością np. pałką wodną. Tu dużą rolę mają miasta i gminy, które inwestując mądrze w zieloną infrastrukturę mogą się chronić przez skutkami deszczów nawalnych, wylewów rzek i innych intensywnych zjawisk pogodowych.

Co możesz zrobić dla wody?

– Wody w Polsce same się nie oczyszczą. Nie wystarczą inwestycje rządowe i samorządowe. Potrzebne są działania na szczeblu lokalnym, inicjatywy własne, działania indywidualne – mówi prof. Ryszard Błażejewski. – Zachęcam do dokumentowania zanieczyszczeń rzek (fotografowanie, filmowanie) i wysyłania dokumentacji służbom ochrony środowiska odpowiadającym za wody, organizacjom ekologicznym, a w szczególnych przypadkach także policji.

Dobrą praktyką jest chociażby zwrócenie uwagi sąsiadom, żeby nie myli samochodów na parkingu, bo zanieczyszczona detergentem woda spływa natychmiast do kanalizacji deszczowej, a nią – do rzeki. Można też podjąć się samodzielnie badań czystości wody np. badań przejrzystości.

Prof. Błażejewski zwrócił uwagę, że nawet działania jednej osoby mogą coś zmienić. Podał przykład Jerzego Juszczyńskiego z Poznańskiego Klubu Ekologicznego, który od wielu lat alarmował ws. pogarszającej się czystości Jeziora Strzeszyńskiego. Juszczyński prowadził indywidualne badania przejrzystości, dokumentował je i nagłaśniał – przekazując informacje mediom.

Zdaniem prof. Błażejewskiego działania Juszczyńskiego – które początkowo postrzegano jako „ekologiczne oszołomstwo” – uratowały jezioro. Problem pogarszającej się czystości jeziora został zauważony, a Poznań i sąsiednia gmina Suchy Las podjęły wspólne działania ws. ochrony wód Jeziora Strzeszyńskiego.

Prof. Błażejewski uważa, że polskie społeczeństwo nie potrafi walczyć o środowisko, a działania ekologiczne nie są popularne. W konkursach grantowych w miastach czy gminach wnioski o dotacje składają zwykle organizacje zajmujące się sportem czy kulturą. Niewiele wniosków składanych jest przez organizacje ekologiczne.

Naukowiec zauważył, że np. w niewielkiej podpoznańskiej gminie Dopiewo na 45 zgłoszonych wniosków o dotację połowa była wnioskami na działania sportowe, druga połowa – na działania kulturalne. Na zadania z zakresu ekologii czy ochrony środowiska nie złożono żadnego wniosku.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj