Tak uważają pracownicy Wigierskiego Parku Narodowego. W wyniku błędu pracownika Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Suwałkach do Czarnej Hańczy mogło trafić na 2,5 tys. m sześć. ścieków. W ciągu kilku dni z rzeki wyłowiono prawie 250 kg śniętych ryb. Pracownicy Wigierskiego Parku Narodowego oszacowali ich wiek od roku do siedmiu lat.

Do Czarnej Hańczy wpłynęły ścieki komunalne po oczyszczeniu mechanicznym, czyli m.in. zawiesina z WC i zlewów. Według Łukasza Kurzyny, zastępcy prezydenta Suwałk, zawiódł system nadzoru. Pracownik, który był odpowiedzialny za monitorowanie procesu oczyszczania ścieków twierdził początkowo, że przyczyna zdarzenie nie leży po stronie PWiK.

Oczyszczalnie skaziły wodę w rzekach

Winny pracownik

Leszek Arłukowicz, prezes suwalskiego PWiK, chce jak najszybciej zmodyfikować i poprawić monitoring oraz procedury postępowania w sytuacjach awaryjnych. Zapowiada też wyciągnięcie konsekwencji służbowych wobec pracownika, który nie dopełnił swoich obowiązków.

Straty są bardzo duże. Do tej pory pracownicy PWiK i WPN wyłowili z wody ok. 250 kg martwych ryb. Może być ich jednak znacznie więcej, bo – jak twierdzą  urzędnicy Parku – 80 procent padłych ryb zostało w mule i zaroślach. W miarę postępów procesów gnilnych będą one jeszcze przez wiele dni wypływać na powierzchnię rzeki.

Zarybianie przez kilka lat

Miasto już zadeklarowało kompensatę środowiskową dla WPN. Ale zdaniem Polskiego Związku Wędkarskiego, takiej kompensaty nie da się zrobić jednorazowym zarybieniem. By odbudować ichtiofaunę w rzece, trzeba ją systematycznie zarybiać nawet przez kilka lat.

Źródło: www.niebywalesuwalki.pl

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

1 Komentarz

Skomentuj