Ryf Mew to w Polsce miejsce wyjątkowe – podłużna płycizna, miejscami wydłużona wyspa, biegnąca przez środek morza na obszarze Zatoki Puckiej. Łączy Kuźnicę z Rewą. Jeśli przyjdzie nam ochota, możemy tam latem, niczym biblijny Mojżesz, przejść przez morze niemal suchą stopą.

Miejsce to od setek lat jest niezwykłe także z powodu wyjątkowych walorów przyrodniczych. Zajmuje centralną część Zatoki Puckiej, która wyróżnia się spośród polskich obszarów morskich największą bioróżnorodnością. Występuje tu  najbogatsza morska roślinność, znaczne ilości ryb słodko- i słonowodnych, a do tego skorupiaki i małże. Ryf Mew  jest naturalnym  siedliskiem wielu gatunków ptaków: kormorana, lodówki, czernicy, perkoza dwuczubego, głowienki, ogorzałki, szlachara, nurogęsi, bielaczka, bąka, błotniaka zbożowego, błotniaka stawowego, kropiatki, zielonki, żurawia, rybitwy rzecznej, uszatki błotnej i zimorodka. Jest to również dobre miejsce dla ssaków morskich.

Czasem podpływają tu rybacy, rozkładający na podwodnych stokach wzdłuż płycizny swoje sieci. Po wojnie Ludowe Wojsko Polskie miało tutaj poligon wojskowy. Jednostki militarne wycofały się – na szczęście dla tutejszej przyrody, choć zapewne nie ze względu na nią. Ryf Mew zgłoszony został przez Polskę do unijnej sieci Natura 2000. Od kilku lat jest to miejsce chronione dwoma dyrektywami: ptasią i siedliskową.

Wydawać by się mogło, że już żadne oddziały nie powinny tędy maszerować. A jednak… Ale wróćmy do przyczyn i początków tej zbiorowej wyprawy. Przed dziewięcioma laty grupa kilku zdobywców wybrała to miejsce na wspólny wypad. Byli to pionierzy „Rajdu Śledzia”. Zapoczątkowana w ten sposób tradycja rozwinęła się. Prawdopodobnie z roku na rok było coraz fajniej. I pewnie byli tacy, co wspominali: „A pamiętacie – zaczęło się od kilku osób”. W tym roku pod koniec lipca już około stu uczestników „Rajdu Śledzia” przemaszerowało tym skrawkiem Polski, płosząc i depcząc, co się da.

Ekolodzy protestowali przeciw organizowaniu tej imprezy. Przedstawiciel WWF-u obrazowo przedstawił ten rajd: „dla zwierząt to tak jak marsz po kanapie w Twoim domu”. Dodajmy – marsz nieproszonych gości w butach. Nie podziałało to na wyobraźnię radosnych rajdowiczów. Na portalach internetowych Trójmiasta rozgorzała wielka dyskusja. Pod adresem ekologów posypały się niewybredne epitety. Merytoryczne argumenty ze strony obrońców Ryfu Mew nie przekonywały rozochoconych piechurów.

Gromki głos ludu dla wysokich urzędników okazał się głosem przewodnim. Dyrektor gdańskiego Urzędu Morskiego udzielił rajdowi entuzjastycznego poparcia i objął go swoim patronatem. A przecież obowiązkiem tegoż Urzędu jest m.in. przestrzeganie dyrektyw unijnych z zakresu ochrony przyrody, zwłaszcza morskiej. Na obszarach należących do Natury 2000 nie można naruszać siedlisk przyrodniczych i w jakikolwiek sposób pogarszać ich stanu.

Niektórzy się nie odezwali, a powinni. Myślę o Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Gdańsku. Pracownicy tej instytucji mają odpowiednią wiedzę i kompetencje, aby zabrać głos w tej sprawie. Trudno uwierzyć, żeby o niej nie słyszeli.

Tegoroczny rajd najprawdopodobniej był udany. Rytuał „chrzczenia” czy też „bierzmowania” nowych uczestników odbył się zapewne zwyczajowo – z obowiązkowym śledzikiem, popijanym typowo marynarskim napojem, gdzieś na środku zatoki. Można się spodziewać, że w przyszłym roku nie mniej będzie uciechy.
Telewizja TVN pokazała w swoim dzienniku tysiące ptaków nad mielizną w Zatoce Puckiej. To jest miejsce ich życia, dla nich najbardziej odpowiednie, lecz już zbyt małe w obliczu rosnącej liczby wesołych turystów. Ryf Mew wciąż jeszcze jest enklawą dzikiego życia, ale jak długo nią pozostanie? „Rajd Śledzia” staje się coraz popularnejszy. Również samo miejsce zaczyna budzić coraz większe zainteresowanie. Przybywają tu nowi zdobywcy – amatorzy surfingu. A mielizna nie jest wielka. Czy ludzie chcą się tam tłoczyć jak śledzie w beczce?

Dobrze znany jest nam widok polskich plaż w popularnych nadmorskich miejscowościach. Niemal całe wybrzeże polskiego Bałtyku w okresie wakacji jest zdominowane przez miliony osobników gatunku ludzkiego. Czy nie można choćby kilku miejsc uchronić przed takim zaludnianiem?

Ryf Mew to potencjalne siedlisko dla fok. Nie tak dawno, bo na początku XX w., żyły tu ich setki. Zostały wybite przez rybaków. Mogłyby jednak powrócić, gdyż warunki do życia miałyby doskonałe. Może więc zostawmy ten wyjątkowy kawałek Polski „braciom mniejszym”?

Radosław Gawlik, Zieloni 2004

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj