Ludwik Węgrzyn

prezes Związku Powiatów Polskich

starosta bocheński



Dla większości z nas rok zakończył się niepostrzeżenie. Ani warunki klimatyczne w naszej szerokości geograficznej, ani szczególne wydarzenia nie wskazywały, iż mamy następny rok z głowy. Jaki on był? Pewnie każdy indywidualnie musi sobie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Dla jednych wspaniały, dla innych taki sobie, a dla niektórych zły. Na pewno dla wszystkich był to kolejny rok przestępny. A więc z założenia trochę inny od normalnych lat.

Bez wątpienia wydarzeniem, które w następnych latach będzie wyróżniać ten rok na tle innych, jest przystąpienie Polski do Unii Europejskiej.

Eurosceptycy, zażarcie walczący z samym pomysłem integracji, z faktem przyjęcia nas do rodziny wspólnych narodów Europy pogodzili się bez nadmiaru teatralnych gestów i haseł typu „ Nicea albo śmierć”. Niektórzy, jak to często bywa, zasiedli nawet na lukratywnych posadach lub uzyskali wcale nie mniej intratne mandaty, pomimo że wcześniej wylali całe morze łez, w których miała utopić się Polska, ostatni bastion wartości i tradycji, pozostawiona na oceanie zachodniej zgnilizny moralnej i drapieżnego, nastawionego wyłącznie na korzyści materialne, rynku. Euroentuzjaści odtrąbili już wyniki tego bez wątpienia ważnego wydarzenia jako pasmo nieustających sukcesów. Sukces jest niewątpliwy, jednak na całe pasmo musimy jeszcze jakiś czas poczekać, a może nie tylko poczekać, ale wręcz zasłużyć sobie na nie systematyczną, wytężoną pracą.

Poza tymi wielkimi wydarzeniami czas spędziliśmy w swojskich klimatach, chociaż w minionym roku pojawiła się pewna zupełnie nowa w sensie krajowym, choć znana wcześniej na świecie instytucja. Instytucja ta, z założenia poważna, a w naszych realiach, pod wpływem osób i wydarzeń zmieniająca się w element folklorystyczno-rozrywkowy, to sejmowe komisje śledcze (w tym miejscu pragnę przeprosić wszystkich etnografów za porównanie do folkloru, a ludzi poważnie zajmujących się show-biznesem za porównanie do rozrywki).

Ten konstytucyjny organ, mający za zadanie wyświetlić niejasne strony działania innych organów państwa, ludzi lub grup (grupy) osób, stał się areną walki politycznej (bez porównania brutalniejszą niż arena walki gladiatorów), a w konsekwencji zamienił się w trampolinę do sukcesów politycznych niektórych jego członków, a nawet całych ugrupowań politycznych. Powoływanie kolejnych komisji zaczyna przypominać sytuację, jaką kończyły się walki na arenach starożytnego Rzymu.

Do wydarzeń, które zwykle uważa się za wyjątkowe, mające charakter skandalu opisywanego na całym świecie jako afery wstrząsające sceną polityczną państw nie tylko w sensie sensacyjno-medialnym, ale także wywołującym falę zmian ustrojowych (a zwłaszcza zmian w przepisach prawnych), przyzwyczailiśmy się, niestety, tak dalece, że wysadzenie z fotela i sfery politycznej (taką mam przynajmniej cichą nadzieję) przewodniczącego parlamentu krajowego jest zjawiskiem, nad którym po kilku dniach przechodzi się w do porządku dziennego. Jedyną falą, jaka powstała, i to wcale nie z tego powodu, było azjatyckie tsunami – które w krajach Azji miało dramatyczne skutki w postaci śmierci stukilkudziesięciu tysięcy ludzi oraz pozbawienie następnych kilkuset tysięcy dachu nad głową i warunków do życia. Pozytywnym skutkiem tsunami był odruch spontanicznej, bezinteresownej pomocy, jaką niosą nie tylko organizacje państwowe czy społeczne, ale także zwykli ludzie. Jest to wielki wyraz człowieczeństwa i miłości do drugiego człowieka, naszego bliźniego.

Początek roku, jak to zwykle bywa, rozpoczęliśmy od balów sylwestrowych i innych uciech, życząc sobie tradycyjnie do siego roku. W polskiej tradycji styczeń, a przynajmniej jego znaczna część, to okres polowań zbiorowych – dla myśliwych zrzeszonych w kołach łowieckich – oraz polowań indywidualnych – dla młodzieńców na balach karnawałowych, pragnących upolować jakąś wielką miłość lub przynajmniej zasobny posag. Nowy, 2005 rok Adam Mickiewicz określiłby jako „dziwny rok”. Po pierwszej dekadzie stycznia śniegu i mrozu było jak na lekarstwo, a słupek rtęci zatrzymał się na poziomie ponad dziesięciu stopni powyżej zera. Cieszą się z tego jedynie drogowcy, których nie ma co zaskoczyć, oraz przedsiębiorstwa energetyki cieplnej, które naliczą nam taką odpłatność za ciepło, jakby były trzaskające mrozy.

W takich warunkach klimatycznych przeprowadzenie wspomnianych polowań z naganką jest trudne, a czasami wręcz niemożliwe. Trudny dojazd, a nawet dojście do ostępów leśnych oraz lekceważący stosunek zwierzyny, która zaszyła się w kniei, zniechęca nawet najbardziej wytrwałych myśliwych.

Rozpoczęło się więc tradycyjne polowanie zastępcze. Tym razem, a może powinno się powiedzieć: znowu, za zwierzynę robi stan urzędniczy. Otóż jedna ze wschodzących sił przywódczych naszego kraju, a zarazem nieomylna w swoich działaniach partia polityczna ogłosiła polowanie z naganką medialną. Urzędy i pracujący w nich ludzie dosyć często pozostawiają wiele do życzenia. Należy i można wymagać od nich, aby w sposób profesjonalny, szybki i bezstronny załatwiali sprawy leżące w ich kompetencjach. Z tym, niestety, nie zawsze jest najlepiej. Wszyscy odpowiedzialni za funkcjonowanie administracji publicznej powinni dołożyć daleko idących starań, aby zmienić istniejący stan rzeczy.

Od wielu lat jestem czynnym urzędnikiem i moje powiatowe spojrzenie zapewne nie będzie obiektywne, lecz lata doświadczeń mówią mi, iż należy głośno i dobitnie powiedzieć o całokształcie funkcjonowania administracji publicznej. Taka jest praca urzędników, jaka jest jakość prawa stanowionego przez polityków lub ich przedstawicieli w Sejmie i rządzie. Z tą jakością już nawet nie jest źle – jest dramatycznie! Z całą stanowczością należy karać, zwalniać i tak dalej tych urzędników, którzy przekraczają obowiązujące prawo, nie stosują go lub je obchodzą. Ale urzędnik nie jest powołany do stanowienia prawa. On ma je tylko stosować.

Jeżeli uchwalony przepis prawa jeszcze przed wejściem w życie posiada klauzulę (najczęściej niepisaną), iż niebawem będzie nowelizowany, bo ustawodawca wytworzył tak zwanego knota, to trudno oczekiwać od urzędnika poważnego traktowania takiego przepisu. Jeżeli przepis prawa nie wytrzymuje roku obowiązywania, to czy można nauczyć się jego stosowania, nie mówiąc o jego wykładni ani linii orzeczniczej stosownych sądów? Stare polskie przysłowie mówi: „kowal zawinił, a cygana powiesili”, i to przysłowie dedykuję wszystkim tym, którzy na plecach urzędników okładanych karami chcą wjechać do nowego Sejmu.