Wyobraźmy sobie rzeczywistość, w której recyklerzy przestają istnieć albo funkcjonują wyłącznie na granicy rentowności. Taki scenariusz nie jest dziś dystopijną wizją przyszłości, lecz coraz bardziej realną perspektywą w Unii Europejskiej i w Polsce, jeśli obecne trendy rynkowe i regulacyjne nie zostaną przełamane. Co będzie, jeżeli się spełni?

Kiedy recykling przestanie działać, nasza gospodarka stanie się liniowa – zbliżona do tej, jaka dominowała w początkach rewolucji przemysłowej. Segregacja u źródła straci sens lub stanie się iluzoryczna. Odpady będą wówczas dzielone na frakcje wysokokaloryczne do RDF-u, strumienie kierowane do spalarni i odpady przeznaczone na składowisko oraz na eksport.

W takiej sytuacji wzrosłaby opłata marszałkowska, a wprowadzający produkty na rynek – nie uzyskując potwierdzenia recyklingu – zmuszeni byliby do uiszczania opłat produktowych. Koszt systemu wzrósłby, ale nie przełożyłby się na realne domykanie obiegów materiałowych.

Co dalej?

Co by było dalej? Przykładowo jedna z największych hut w Polsce, odpowiadająca za ok. 70% krajowej produkcji stali dla budownictwa, motoryzacji i energetyki, aby zaspokoić potrzeby rynku, zaczęłaby importować surowce.

Czyniłaby to, pomimo że rodzimy złom zalegałby na placach i w magazynach, a wraki samochodów piętrzyłyby się na kolejnych hałdach. Z kolei największa huta szkła recyklingowego w Polsce – zdolna wykorzystywać stłuczkę nawet do 50% wsadu – zwiększyłaby zużycie surowców pierwotnych. Import wzrósłby, a wraz z nim zależność od rynków zewnętrznych i osłabienie bezpieczeństwa surowcowego.

W praktyce oznaczałoby to, że państwa ponosiłyby coraz wyższe koszty zagospodarowania odpadów, które nie zostały poddane recyklingowi. Bez silnych recyklerów i stabilnego rynku surowców wtórnych przełożyłoby się to na wyższe opłaty produktowe, rosnące koszty składowania i spalania oraz coraz większe obciążenie budżetów samorządów i konsumentów.

Wzrost kosztów zagospodarowania odpadów to również ryzyko kar za niewywiązywanie się z obowiązków unijnych. Regulacje UE nakładają na państwa członkowskie konkretne wymagania dotyczące zapobiegania powstawaniu odpadów, ponownego użycia i recyklingu. Wyznaczone poziomy dla odpadów rosną w kolejnych latach, a rok 2025 już pokazał, że wiele gmin ma poważne trudności z ich osiągnięciem.

Coraz mniej sensu

Edukacja ekologiczna społeczeństwa opiera się w dużej mierze na prostym przekazie: selektywna zbiórka ma sens, bo umożliwia ponowne wykorzystanie surowców dzięki recyklingowi. Gdy recykling przestaje działać, w systemie powstaje wyłom. W pesymistycznej wizji świata bez recyklingu zalewa nas fala m.in. niewykorzystanych odpadów opakowaniowych, a butelki i puszki z systemu kaucyjnego trafiają jedynie do składowania lub spalenia.

Tymczasem cele unijne są jednoznaczne: do 2035 roku maksymalnie 10% odpadów może trafiać na składowiska, co oznacza konieczność osiągnięcia poziomu recyklingu rzędu 65%. Malejąca liczba składowisk w Europie pozbawionej systemu recyklingu generuje jedynie presję na masowy eksport odpadów poza UE.

Odczuje to środowisko

Brak stabilnego systemu recyklingu nie jest wyłącznie problemem gospodarczym czy regulacyjnym. Jego najbardziej dotkliwe konsekwencje ujawniają się w środowisku – często z opóźnieniem, ale na skalę trudną do odwrócenia. Odpady nie znikają; zmienia się jedynie sposób ich lokowania.

Gdy legalne ścieżki zagospodarowania stają się niedostępne lub zbyt kosztowne, rośnie liczba nielegalnych wysypisk, przypadków „tymczasowego” magazynowania i porzucania odpadów. Skutki są znane: degradacja gleb, zanieczyszczenie wód gruntowych i powierzchniowych oraz emisje substancji toksycznych. Do tego dochodzą częstsze pożary i samozapłony odpadów, wynikające z przepełnionych instalacji i długotrwałego magazynowania frakcji palnych.

Brak infrastruktury do przetwarzania bioodpadów oznacza z kolei wzrost emisji metanu – gazu cieplarnianego o wielokrotnie wyższym potencjale ocieplenia niż CO₂. Brak lokalnych mocy recyklingowych wymusza transport odpadów na coraz większe odległości, zwiększając emisje, koszty logistyczne i ślad środowiskowy całego systemu. Paradoksalnie więc system bez recyklingu staje się jednym z najbardziej emisyjnych elementów gospodarki odpadami. A każda tona odpadu, która nie trafia do recyklingu, oznacza konieczność sięgnięcia po surowce pierwotne – a więc intensyfikację wydobycia, degradację ekosystemów oraz wzrost zużycia energii i wody.

Kryzys paneuropejski

Obecny kryzys sektora recyklingu ma charakter paneuropejski. Włoscy recyklerzy tworzyw sztucznych otwarcie protestują przeciwko sytuacji rynkowej, wskazując na brak konkurencyjności wobec tanich surowców pierwotnych i importowanych recyklatów. W Polsce sektor pozostaje w fazie głębokiej dekoniunktury. Spadek popytu na recyklaty, wysokie koszty energii i pracy, brak mechanizmów stymulujących popyt oraz niepewność legislacyjna sprawiają, że wiele zakładów działa poniżej progu opłacalności. Inwestycje są wstrzymywane, a część firm rozważa ograniczenie lub zakończenie działalności.
Recyklerzy zostali w dużej mierze pozostawieni sami sobie. Małe i średnie przedsiębiorstwa wypadną z rynku, ustępując miejsca dużym, międzynarodowym podmiotom. Pytanie nie brzmi zatem: czy to się stanie, ale czy rzeczywiście takiej Europy – i takiego rynku – chcemy?

KE interweniuje

Wsparcia dla recyklerów można upatrywać w ogłoszonym przez Komisję Europejską 23 grudnia 2025 r. nowym pakiecie środków na rzecz pobudzenia gospodarki o obiegu zamkniętym i wzmocnienia recyklingu tworzyw sztucznych w Europie.

W przedstawionym dwuetapowym podejściu Komisja proponuje akt wykonawczy w celu stworzenia ogólnounijnych kryteriów zniesienia statusu odpadu dla tworzyw sztucznych na podstawie dyrektywy ramowej w sprawie odpadów. W nim zawarte będą m.in.:

• wytyczne, kiedy materiały pochodzące z recyklingu są uznawane za materiały zdatne do ponownego użycia,
• uproszczenie procedur administracyjnych dla podmiotów zajmujących się recyklingiem, w szczególności małych i średnich przedsiębiorstw,
• zapisy mające zapewnić stabilne dostawy wysokiej jakości recyklatów w całej Europie.

Konsultacje aktu trwają do 26 stycznia 2026 r.

Kolejne konsultacje dotyczą zasad obliczania, weryfikacji i raportowania zawartości materiałów pochodzących z recyklingu w jednorazowych plastikowych butelkach na napoje (SUP), w tym zawartości materiałów poddanych recyklingowi chemicznemu. To powrót do możliwości zaliczenia opakowań przetworzonych metodami recyklingu chemicznego do poziomów recyklingu, jednak wiemy, że tak drogie procesy będą dostępne niemal wyłącznie dla dużych rynkowych graczy. Poza tym KE proponuje ściślejszą kontrolę materiałów pochodzących z recyklingu spoza UE poprzez wprowadzenie oddzielnych kodów celnych.
Nowy rok to nowa nadzieja, jednak proponowane rozwiązania (choć idą w dobrym kierunku) wydają się być zbyt odległe, by wspomóc rodzime przedsiębiorstwa.

Katarzyna Błachowicz

ekspert ds. gospodarki odpadami, recyklingu i GOZ-u