Elektrownia przy oczyszczalni
Już teraz PWiK w Obornikach wytwarza prąd ze słońca i płynącej rzeką wody. W przyszłości chce produkować go także z biogazu z osadów ściekowych. Obornicka droga do samowystarczalności wiedzie jednak nie tylko przez własne źródła energii, ale też przez energetyczną spółdzielnię, którą już udało się tam powołać. O tych ambitnych osiągnięciach i planach Kamil Paczek porozmawiał z prezesem Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Obornikach, Krzysztofem Nowackim.
Dlaczego zdecydowaliście się założyć spółdzielnię energetyczną?
Z perspektywy samorządu lub spółki komunalnej, jeżeli pojawia się okazja, by obniżyć jakieś koszty, a tym samym zaoszczędzić, to powinniśmy to zrobić. Spółdzielnia energetyczna właśnie na to pozwala – po prostu oszczędzamy w ten sposób na energii.
Przede wszystkim mówimy tu o kosztach związanych z kwotami przesyłowymi ustalanymi przez operatora sieci elektroenergetycznej. Dodatkowo spółki komunalne, które same wytwarzają energię elektryczną i zdecydowały się stworzyć spółdzielnię energetyczną, nie muszą tak bardzo martwić się tym, czy uda im się ją wykorzystać na własny użytek, czy może będą musiały wysłać ją do sieci.
Z jednej strony zatem chcieliśmy oszczędzać, a z drugiej inwestować w kolejne źródła lokalnej energii.
Jakie to źródła?
Obecnie przy oczyszczalni ścieków działają dwie instalacje fotowoltaiczne, które pokrywają około 25% zapotrzebowania energetycznego tego obiektu. Instalację PV posiadamy również przy głównej stacji uzdatniania wody w Obornikach. Jesteśmy także właścicielem małej elektrowni wodnej. W tym roku, dzięki środkom pozyskanym z programu FEnIKS, planujemy dodatkowo rozbudować instalację fotowoltaiczną na stacji uzdatniania wody w Obornikach, wraz z magazynami energii.
Mniejsze instalacje fotowoltaiczne działają także przy dwóch mniejszych stacjach uzdatniania wody oraz jednej z przepompowni ścieków. W tych lokalizacjach produkcja energii z paneli pokrywa obecnie około 70–75% zapotrzebowania energetycznego obiektów, co pokazuje, że obraliśmy właściwy kierunek.
Takie inwestycje są możliwe również dzięki wsparciu finansowemu, m.in. w formie umarzalnych pożyczek z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Pozwala to nie tylko rozbudowywać instalacje, ale także generować oszczędności. Wstępne symulacje finansowe wskazują, że w przypadku naszej spółki mogą one wynosić około 300–400 tysięcy złotych rocznie, co daje możliwość przeznaczenia tych środków na kolejne inwestycje.
Widać również, że zainteresowanie tym kierunkiem wśród podmiotów komunalnych i jednostek samorządu jest duże. 12 grudnia udało nam się zarejestrować spółdzielnię energetyczną w KOWR, gdzie otrzymaliśmy numer przekraczający trzysta. Pokazuje to, że wiele instytucji dostrzega potencjał spółdzielni i traktuje je jako ważny kierunek rozwoju.
Od czego zacząć zakładanie spółdzielni?
Samorządy i spółki komunalne korzystają obecnie z dwóch podstawowych modeli działania. Pierwszy polega na tym, że samorząd powołuje spółdzielnię energetyczną wspólnie ze swoją spółką komunalną lub z innym podmiotem posiadającym osobowość prawną. Samo utworzenie spółdzielni nie oznacza jeszcze realnej produkcji energii – daje jednak możliwość ubiegania się o środki na inwestycje, zwłaszcza wtedy, gdy członkowie spółdzielni nie dysponują własnymi instalacjami wytwórczymi.
My zdecydowaliśmy się na nieco inny model działania. Przy wsparciu kancelarii prawnej, która zajęła się formalną obsługą spółdzielni, znaleźliśmy producenta energii poszukującego partnera o dużym zapotrzebowaniu na energię – takim, jakie posiada nasza spółka. Dzięki temu wspomniany producent może sprzedawać energię do spółdzielni, a my jako jeden z członków odbieramy jej znaczący wolumen. Obecnie nasz partner zabezpiecza w ten sposób około 60% zapotrzebowania energetycznego spółki.
W tym roku prowadzimy rozmowy z kolejnym partnerem. Chcielibyśmy, aby od przyszłego roku członkiem spółdzielni energetycznej została nie tylko spółka miejska, ale także gmina Oborniki. Kolejni potencjalni partnerzy to podmioty zajmujące się głównie budową instalacji fotowoltaicznych.
Sami jednak też stawiacie lub kupujecie coraz to nowe źródła. Wśród nich jest nawet mała elektrownia wodna.
Chcemy stawać się coraz bardziej niezależni. W tym kontekście mała elektrownia wodna na rzece Wełnie odgrywa dla nas ważną rolę. Kilkanaście lat temu została ona wybudowana przez prywatnego inwestora w pobliżu naszego ujęcia wody. Z czasem okazało się jednak, że możliwości finansowe właściciela nie pozwalają na dalszą modernizację i rozwój instalacji.
Doszło więc do rozmów i negocjacji, w wyniku których uznaliśmy, że przejęcie tej elektrowni będzie dla nas dobrą inwestycją – tym bardziej że znajduje się ona w bezpośrednim sąsiedztwie naszej instalacji. Sama stacja uzdatniania wody również jest oparta na zasobach rzeki Wełny, dlatego pojawiła się możliwość takiego przebudowania układu, aby energia produkowana w elektrowni mogła zasilać właśnie tę stację.
Nie było to jednak proste od strony formalnej. Procedury operatora sieci, czyli Enei, okazały się bardzo skomplikowane; zwłaszcza w sytuacji, gdy chcieliśmy zrezygnować ze sprzedaży energii do sieci i przeznaczyć ją na własne potrzeby.
Zasilenie stacji uzdatniania wody to niełatwe zadanie; w przypadku oczyszczalni ścieków produkowana energia jest niemal w całości zużywana na miejscu – urządzenia pracują tam przecież przez całą dobę. Stacja działa jednak w inny sposób – występują tam wyraźne wzrosty zapotrzebowania. Największy pojawia się rano, kiedy mieszkańcy szykują się do pracy, później następuje krótkie uspokojenie, a kolejny wzrost zapotrzebowania pojawia się po południu i wieczorem. W okresie wiosenno-letnim ten wieczorny wzrost jest jeszcze większy, ponieważ mieszkańcy gminy Oborniki intensywnie podlewają ogrody i trawniki wodą produkowaną na naszej stacji. Z tego powodu wnioskowaliśmy również o pieniądze z programu FEnIKS na magazyn energii, który pozwoli gromadzić nadwyżki produkcji i wykorzystywać je w momentach największego zapotrzebowania.
Teraz mała elektrownia wodna da nam większe bezpieczeństwo energetyczne. W dni, gdy warunki pogodowe ograniczają pracę instalacji fotowoltaicznych, może ona stanowić dodatkowe źródło energii. W analizach dotyczących funkcjonowania spółdzielni energetycznych często podkreśla się, że oprócz fotowoltaiki warto posiadać drugie źródło wytwarzania energii – na przykład właśnie małą elektrownię wodną lub turbinę wiatrową – które będzie produkować prąd wtedy, gdy instalacje PV nie wytwarzają prądu.
Możemy chyba jednak zaryzykować stwierdzenie, że to nadal fotowoltaika będzie podstawą transformacji energetycznej w spółkach komunalnych i samorządzie.
Raczej tak, chociaż patrząc na rozwój energetyki wiatrowej, widać też, że dzisiejsze instalacje nie muszą być już tak duże i tak drogie jak kiedyś. Coraz częściej pojawiają się mniejsze turbiny wiatrowe, które mogą wspierać lokalną produkcję energii. Z tego, co wiem, niektóre spółki wodociągowe już korzystają z takich rozwiązań, traktując je jako dodatkowe źródło energii.
Myślę, że jeśli będą dostępne odpowiednie narzędzia prawne i finansowe, a stopa zwrotu z takich inwestycji pozostanie na akceptowalnym poziomie, to prędzej czy później spółki komunalne będą coraz częściej sięgać po tego typu rozwiązania. Wynika to przede wszystkim z korzyści ekonomicznych – oszczędzone środki można przeznaczyć na kolejne inwestycje, a w branży wodociągowej potrzeb inwestycyjnych jest bardzo dużo.
Przed nami chociażby wdrażanie nowych regulacji, takich jak dyrektywa NIS2. Dlatego spółki muszą szukać sposobów na racjonalne gospodarowanie środkami, tak aby finansować niezbędne inwestycje, a jednocześnie w jak najmniejszym stopniu przenosić ich koszty na mieszkańców w cenach wody i ścieków.
Pomoże w tym biogaz?
Myślę, że tak. Zresztą my również przed trzema laty zleciliśmy opracowanie koncepcji dotyczącej gospodarki osadowej na naszej oczyszczalni ścieków. Przeprowadzone analizy wskazały, że budowa biogazowni przy oczyszczalni jest rozwiązaniem opłacalnym i warto rozwijać instalację w tym kierunku. Obecnie dysponujemy już pełną dokumentacją projektową, pozwoleniem na budowę oraz decyzją środowiskową dla biogazowni. Instalacja ta ma w przyszłości – dzięki kogeneracji – w znacznym stopniu zabezpieczać potrzeby energetyczne naszego obiektu.
Szacunkowa wartość całej inwestycji wynosi około 60 milionów złotych. W związku z tym cały czas poszukujemy możliwości pozyskania zewnętrznego finansowania. Wiemy, że we wrześniu planowany jest nabór wniosków w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, dlatego chcemy spróbować sięgnąć po te środki, aby w najbliższym czasie rozpocząć budowę.
Inwestycja ma spełniać kilka celów. Po pierwsze, pozwoli dostosować oczyszczalnię do wymogów dyrektywy ściekowej i nowoczesnej gospodarki osadowej. Po drugie, wpisuje się w naszą strategię zwiększania niezależności energetycznej. Równie ważne jest także ograniczenie uciążliwości funkcjonowania oczyszczalni. Kiedyś znajdowała się ona na obrzeżach miasta, natomiast wraz z rozwojem zabudowy mieszkaniowej znalazła się znacznie bliżej osiedli. Dlatego zależy nam, aby jej działalność była jak najmniej uciążliwa dla mieszkańców.
Paradoksalnie tego często boją się mieszkańcy sąsiadujący z przyszłą biogazownią – uciążliwości i odorów.
Od momentu, gdy zaczęliśmy mówić o budowie biogazowni, prowadziliśmy otwartą kampanię informacyjną skierowaną do mieszkańców. Wyjaśnialiśmy, że obecne niedogodności związane z magazynowaniem osadów ściekowych pod wiatą i ich okresowym wywozem – który odbywa się dwa razy w roku – w praktyce całkowicie znikną. W efekcie mieszkańcy podeszli do tego projektu z dużym optymizmem.
Moim zdaniem, większe obawy pojawiają się zwykle w przypadku biogazowni rolniczych lub instalacji przyjmujących bioodpady. Często wynika to jednak z pewnych utrwalonych mitów. Osoby, które miały okazję zobaczyć dobrze funkcjonujące instalacje tego typu, wiedzą, że nie są one uciążliwe dla otoczenia. Co więcej, mogą przynosić realne korzyści, na przykład poprzez obniżenie kosztów gospodarki odpadami w danej jednostce samorządu terytorialnego.
W przyszłości staniecie się samowystarczalni energetycznie?
Chcielibyśmy i zmierzamy w tym kierunku. Staramy się korzystać ze wszystkich dostępnych źródeł finansowania – zarówno dotacji, jak i preferencyjnych pożyczek.
Nie zawsze konieczne jest budowanie dużych instalacji. W przypadku mniejszych obiektów często w zupełności wystarczą mniejsze systemy, które skutecznie spełniają swoją funkcję i pozwalają wytwarzać na tyle dużo energii elektrycznej, by pokrywać bieżące potrzeby związane z funkcjonowaniem danego obiektu.