Czy „zawieszenie” obowiązku raportowania ESG, które podpisał prezydent Nawrocki, to dobra, czy zła wiadomość dla polskich firm?

Można przekornie powiedzieć, że tzw. mechanizm „stop-the-clock” to jednocześnie dobra i zła wiadomość.

Dobra – ponieważ to „zawieszenie” raportowania ESG jest jednym z elementów szerszego procesu zmian legislacyjnych, związanych z wdrażaniem bardzo rozbudowanej nowelizacji przepisów dyrektywy CSRD. W praktyce oznacza to możliwość skorzystania z czasowego zwolnienia z obowiązku raportowania dla przedsiębiorców, którzy mieli obowiązek raportowania za lata 2025–2026. Wynika to z pakietu zmian upraszczających regulacje na poziomie UE, tzw. Pakietu Omnibus, którego celami są uproszczenie i częściowa liberalizacja wymogów dotyczących raportowania zrównoważonego rozwoju. Dla firm, które nie były jeszcze w pełni przygotowane, może to być cenny czas na lepsze przygotowanie się do przyszłych obowiązków, zwłaszcza że nadal nie ma pełnej jasności, jaki ostateczny kształt przyjmą nowe regulacje.

Z drugiej strony to również zła wiadomość – przede wszystkim dla tych przedsiębiorstw, które są już na finiszu prac nad swoimi raportami ESG lub wręcz je zakończyły. Nowelizacja została podpisana bardzo niedawno, więc wiele firm zdążyło ponieść znaczące koszty; zarówno finansowe, jak i organizacyjne. Przygotowanie raportów ESG to proces wymagający zaangażowania całych zespołów, a często także wsparcia zewnętrznych doradców, co wiąże się z dużymi wydatkami. Dla części firm może to rodzić poczucie dysonansu – raport jest gotowy lub prawie gotowy, a obowiązek jego przygotowania właśnie zliberalizowano.

 

Takie głosy rzeczywiście docierają do nas z rynku – część polskich firm od dawna pracowało nad raportami.

Tak, jednak mimo wszystko uważam, że nie była to daremna praca. Wychodzę z założenia, że warto przygotowywać te raporty i nie jest to żadna porażka – nawet jeśli przedsiębiorcy już zainwestowali w nie czas i środki. W praktyce i tak będzie to nieuniknione, bo nowe przepisy zawieszają, a nie znoszą obowiązek raportowania; zmienia się jedynie moment, w którym ten obowiązek wróci. Już teraz jednak rzetelna praca nad raportem może dostarczyć bardzo wartościowych danych i lepiej pokazać, co naprawdę dzieje się w firmie i jak jest zarządzana.

Nie mówiąc już o tym, że u podstaw całego raportowania leżą kwestie takie jak dbałość o środowisko oraz szeroko rozumiana transparentność: środowiskowa, gospodarcza i biznesowa.

 

Jak trudna jest praca nad raportem ESG?

Jest arcytrudna. Wystarczy spojrzeć na to, jak szerokiego obszaru dotyczy raport. To są tak naprawdę trzy bardzo rozległe obszary – stąd ESG: środowisko, wymiar społeczny działalności oraz ład korporacyjny. Kiedy patrzy się na przepisy i wytyczne europejskie – zwłaszcza w kontekście sprawozdawczości i analizy podwójnej istotności, która stanowi punkt wyjścia do całego procesu – widać jednak wyraźnie, że to właśnie komponent środowiskowy (E) jest osią całego raportowania. To on w dużej mierze wyznacza zakres analiz; choć oczywiście pozostałe obszary również mają duże znaczenie.

Część społeczna i obszar ładu korporacyjnego są istotne choćby z perspektywy łańcucha dostaw: warunków pracy, wpływu na pracowników czy społeczności lokalne; zarówno w bezpośrednim otoczeniu firmy, jak i tam, gdzie działają jej podwykonawcy. W grę wchodzą takie kwestie jak pochodzenie surowców, warunki ich pozyskiwania czy sposób prowadzenia produkcji.

W praktyce oznacza to, że raport ESG nie jest zadaniem dla jednej czy dwóch osób. To praca zespołowa – często rozłożona na cały rok – obejmująca zbieranie i analizę wielu specjalistycznych danych. Dobrym przykładem jest ślad węglowy, którego wyliczenie jest niezwykle trudne pod względem zarówno metodologicznym, jak i organizacyjnym.

To nie jest tylko kwestia emisji generowanych bezpośrednio przez firmę; trzeba spojrzeć szerzej – na cały łańcuch dostaw. Skąd pochodzą surowce? Jak działają dostawcy? Jakie emisje powstają na poszczególnych etapach? Do tego dochodzą transport i cała logistyka. Kluczowe staje się więc nie tylko samo liczenie, ale przede wszystkim pozyskanie wiarygodnych danych i właściwe określenie wskaźników, na których opiera się cała analiza.

 

A od czego powinniśmy zacząć?

Podstawą jest zatrzymanie się na chwilę i odpowiedzenie sobie na kilka prostych pytań – kim jesteśmy jako firma i jak naprawdę działa nasz biznes. W jakim otoczeniu prawnym funkcjonujemy, jakie mamy obowiązki środowiskowe, czym dysponujemy? To jest punkt wyjścia – coś w rodzaju wewnętrznego audytu, który pozwala uporządkować to, co już mamy.

Potem w praktyce często okazuje się, że wiele danych jest już dostępnych. Mamy je w BDO czy w gromadzonych przez KOBiZE w raportach korzystania ze środowiska, w decyzjach administracyjnych – emisyjnych czy odpadowych. Są tam konkretne informacje o emisjach, odpadach czy gospodarce wodno-ściekowej; trzeba je zebrać i dobrze poukładać.

Kolejny krok to spojrzenie na produkty i procesy – na przykład na opakowania. Ile ich faktycznie wprowadzamy, z czego są wykonane, czy da się je uprościć albo ograniczyć. Tu naturalnie pojawia się ekoprojektowanie… i to jest już moment, w którym dane zaczynają przekładać się na realne decyzje.

Ostatecznie nie chodzi przecież tylko o raport, a o zmianę podejścia do zarządzania. Z jednej strony mamy środowisko i ograniczanie emisji czy ilości wytwarzanych odpadów, z drugiej bardzo konkretny wymiar biznesowy. Zwróćmy uwagę na to, że lżejsze opakowania to niższe koszty transportu, mniej materiału to oszczędności, a większa podatność na recykling to mniejsze ryzyka regulacyjne.

Podobnie jest z energią. Coraz więcej firm zaczyna zadawać sobie pytanie, czy chce opierać się wyłącznie na tradycyjnych źródłach. Czy mamy przestrzeń na fotowoltaikę? Czy możemy wykorzystać własne odpady jako źródło energii? W niektórych branżach – jak spożywcza – to bardzo naturalny kierunek, np. wykorzystanie wytłoków do produkcji biogazu.

I tu dochodzimy do sedna – ESG to nie tylko obowiązek, ale też szansa: na uporządkowanie procesów, większą niezależność i bardziej świadome zarządzanie. Z jednej strony pokazujemy, że traktujemy środowisko poważnie, a z drugiej budujemy stabilniejszy i efektywniejszy biznes.

 

Pytanie tylko, czy gra jest warta świeczki…

Cóż, żeby przygotować naprawdę solidny raport i rzetelnie przyjrzeć się każdemu z obszarów, rzeczywiście potrzebny jest zespół – i to nie przypadkowy, tylko złożony z osób, które znają się na swoich zadaniach. To także praca rozłożona w czasie i dobrze zaplanowana od samego początku – już na etapie określenia, jakie dane chcemy pozyskać i skąd je weźmiemy.

Kluczowe jest też takie ułożenie całego procesu, żeby nie sparaliżować codziennego funkcjonowania firmy. W praktyce wiele informacji pochodzi od pracowników operacyjnych – to oni są źródłem danych, które później trzeba zebrać, uporządkować i przełożyć na konkretne wnioski. Bez dobrego planu łatwo o przeciążenie pracowników i chaos informacyjny.

Dlatego potrzebna jest osoba, która ten proces poprowadzi – uporządkuje pracę, zadba o przepływ informacji i będzie spinać całość. Równolegle trzeba wejść w dialog z otoczeniem – dostawcami, partnerami – i spojrzeć szerzej na cykl życia produktu: co dzieje się wcześniej i co dzieje się później.

Największy ciężar spoczywa więc na zarządzaniu całym przedsięwzięciem, a to zdecydowanie nie jest zadanie dla jednej czy dwóch osób. W praktyce angażuje się w to duża część organizacji.

To są też bardzo konkretne obciążenia finansowe – często niedoszacowane na początku całego procesu. Mówimy nie tylko o pracy własnych zespołów, ale też o kosztach doradców, narzędzi, audytów czy zbierania i weryfikacji danych. W pewnym momencie pojawia się więc naturalne pytanie o proporcje: gdzie kończy się wsparcie dla biznesu, a zaczyna jego nadmierne obciążenie? I rzeczywiście można odnieść wrażenie, że ta równowaga bywa zachwiana – bo firma powstaje po to, żeby produkować, rozwijać usługi, budować wartość, a nie funkcjonować w trybie ciągłego raportowania. Dlatego tak ważne jest, żeby te obowiązki były sensownie zaprojektowane – tak, by wspierały zarządzanie i rozwój, a nie odciągały od podstawowej działalności.

Kierunek jest dobry – transparentność, analiza wpływu i świadome zarządzanie są nam wszystkim potrzebne. Tyle że same wymogi powinny być bardziej proporcjonalne i lepiej dopasowane do realiów biznesowych; tak żeby raportowanie wspierało rozwój firmy, a nie stawało się celem samym w sobie.

 

Zawieszenie obowiązku raportowania nie musi jednak oznaczać, że takie dokumenty nie będą powstawać. Coraz częściej słyszymy przecież, że znaczący gracze na rynku wymagają od swoich dostawców troski o środowisko i pracowników; a to przecież trzeba jakoś udowodnić.

Wydaje się, że raporty rzeczywiście nadal będą powstawać, nawet jeśli formalny obowiązek został objęty możliwością czasowego zwolnienia. Wiele firm działa w łańcuchach dostaw albo współpracuje z dużymi podmiotami, które takich danych po prostu wymagają. Do tego dochodzi dostęp do finansowania – banki, instytucje publiczne czy programy wsparcia coraz częściej oczekują potwierdzenia, że firma działa w sposób odpowiedzialny i transparentny.

W praktyce oznacza to, że przedsiębiorcy – szczególnie mniejsi – i tak będą zbierać dane i przekazywać je dalej. Duże firmy muszą na czymś oprzeć swoje raporty; jeśli dostawca powie, że nie ma danych, pojawia się realne ryzyko utraty zlecenia. To nie jest już kwestia przepisów, tylko bardzo konkretnej presji rynkowej.

Trudno więc mówić o pełnym „uwolnieniu” od raportowania – raczej o jego przesunięciu i zmianie formy. W wielu przypadkach będzie to raportowanie pośrednie, wynikające z oczekiwań partnerów biznesowych. Pojawiają się też rozwiązania dla mniejszych firm – uproszczone, dobrowolne standardy raportowania, tzw. VSME. Dzięki nim można zebrać najważniejsze dane i uporządkować je w przystępny sposób, bez wdrażania całego rozbudowanego systemu.

Finalnie i tak zdecyduje rynek – jedni będą próbować funkcjonować bez raportów, inni potraktują je jako element rozwoju. Jednak w dłuższej perspektywie transparentność środowiskowa i społeczna najpewniej stanie się jednym z warunków współpracy z większymi graczami.