Reklama

ad1a KGO kompleksowa 2026 [17.06.-02.09.26]

Recykling? Zrób to sam!

Recykling? Zrób to sam! Abrys
Kamil Paczek
15.05.2026, o godz. 9:11
czas czytania: około 9 minut
0

Czy instalacje mechanicznego i biologicznego przetwarzania odpadów mają szansę stać się recyklerami? Co stoi temu na przeszkodzie? Jakie surowce można odzyskać z naszych odpadów? To pytania, na które odpowiadali eksperci w czasie kwietniowej Konferencji „Mechaniczne i Biologiczne Przetwarzanie Odpadów. Odzysk Surowców i Energii. Efektywność Zakładów”, zorganizowanej przez firmę Abrys.

Dalsza część tekstu znajduje się pod reklamą

Reklama

ad1b ECOMONDO [01.06-30.06.26]

Jeszcze niedawno instalacje MBP kojarzyły się przede wszystkim z sortowaniem odpadów zmieszanych, przygotowaniem ich do dalszego przetworzenia i stabilizacją frakcji organicznej. Dziś coraz częściej mówi się o nich zupełnie inaczej: jako o zakładach, które mogą – a niekiedy muszą – same postawić na recykling.

Instalacje komunalne nie mają wyboru

Powód jest prosty: system stawia przed gminami i instalacjami coraz wyższe wymagania, te odzyskują tyle surowców, ile potrafią, a na końcu… rynek ma problem z tym, żeby je odebrać. Budujemy więc coraz nowocześniejsze sortownie, wyposażamy je w drogie separatory i rozbudowane linie technologiczne, a mimo to duża część strumienia nadal kończy jako paliwo alternatywne. Często dzieje się tak właśnie dlatego, że nie ma komu sprzedać odzyskanych surowców.

Taką diagnozę postawił w czasie Konferencji MBP Sebastian Kozłowski z Zakładu Utylizacyjnego w Gdańsku. Instalacje komunalne są rozliczane z efektów, gminy muszą osiągać poziomy recyklingu, a Unia Europejska podnosi poprzeczkę. Jednocześnie recyklerzy zmagają się z kryzysem, niestabilnością rynku i konkurencją surowców pierwotnych. W efekcie coraz częściej pojawia się pytanie: skoro nikt nie chce odebrać określonego strumienia, to czy instalacja powinna sama spróbować zrobić z niego produkt?


Koszty rosną, surowce znikają. MBP w trudnym momencie


Szkło ze stabilizatu

Jednym z najczęściej przywoływanych przykładów takiego podejścia jest Łużyckie Centrum Recyklingu w Marszowie. Zakład uzyskał status recyklera dzięki linii do przetwarzania stabilizatu, z którego odzyskuje stłuczkę szklaną. To rozwiązanie pokazuje, że odpady uznawane dotąd za trudne albo mało atrakcyjne mogą zawierać znaczącą ilość surowców.

– Tym sposobem odzyskujemy rocznie tysiąc ton szkła i jeszcze więcej minerałów, które można wykorzystać przy budowie dróg – wyliczał Jacek Połomka z ŁCR. Co ważne, odzysk szkła i minerałów ze stabilizatu pozwala podnosić osiągane poziomy recyklingu o kilka punktów procentowych. W realiach, w których wymagania unijne wzrosły do 55% w 2025 r. (choć na horyzoncie jest obniżka do 50%), każdy punkt procentowy ma znaczenie. Ich nieosiągnięcie oznacza bowiem ryzyko wysokich kar.

ŁCR planuje dalszy rozwój. Połomka zapowiedział rozbudowę zakładu, który w przyszłości ma przetwarzać 40 tys. ton stłuczki szklanej rocznie. Co istotne, inwestycja ma zostać zrealizowana bez dotacji – z finansowaniem pozyskanym na rynku komercyjnym. To ważny sygnał, bo pokazuje, że część instalacji zaczyna traktować recykling nie tylko jako obowiązek regulacyjny, ale także jako element strategii biznesowej.

Podobny kierunek wskazywał Sebastian Kozłowski z Zakładu Utylizacyjnego w Gdańsku. Zwrócił uwagę, że frakcja podsitowa w Zakładzie składa się aż w 20% ze szkła. To ogromny wolumen surowców, które – przy wykorzystaniu odpowiedniej technologii – mogą zostać zawrócone do obiegu. Kolejnym planowanym krokiem w Gdańsku jest budowa biogazowni produkującej prąd i ciepło, aby lepiej wykorzystać potencjał bioodpadów. Podobne zapowiedzi padły także ze strony ŁCR w Marszowie.

Produkt zamiast odpadu

Innym przykładem instalacji, która coraz wyraźniej wychodzi poza klasyczne rozumienie MBP, jest Wielkopolskie Centrum Recyklingu w Jarocinie. Zakład nie ogranicza się do sortowania odpadów, a wytwarza z nich konkretne produkty: kompost, biogaz, stłuczkę szklaną oraz materiał do podbudowy dróg z popiołów domowych.

Największy potencjał WCR widzi dziś w bioodpadach. To strumień, który z roku na rok rośnie, a jednocześnie może być przetwarzany w sposób przynoszący kilka równoległych korzyści. Z bioodpadów powstają cztery rodzaje nawozów – trzy rodzaje kompostu z różnych rodzajów bioodpadów oraz poferment z biogazowni. Dzięki nowoczesnej biogazowni pracującej w kogeneracji zakład może również obniżać swoje koszty ciepła i energii elektrycznej.

Kolejnym krokiem w Jarocinie ma być biometanownia produkująca zielony gaz. WCR chce wykorzystywać go przede wszystkim do zasilania własnej floty, a pozostałą część kierować do sieci. Jeżeli taki obiekt powstanie, stanie się prawdopodobnie pierwszą biometanownią komunalną w kraju (tu zaznaczam, że czytelnicy mogą potraktować taką tezę jako swego rodzaju wyzwanie).

Na uwagę zasługuje także zagospodarowanie popiołów z palenisk domowych. To odpad szczególnie problematyczny, często trudny w systemowym ujęciu. W Jarocinie powstaje z niego kruszywo budowlane. Z punktu widzenia gmin może to być atrakcyjny produkt, bo pozwala realizować cele związane z wykorzystaniem materiałów z recyklingu, a jednocześnie zagospodarować frakcję, która w wielu miejscach stanowi znaczący ciężar dla systemu. WCR szacuje, że popioły stanowiły aż 11% masy wszystkich odpadów przyjmowanych w instalacji.


Niełatwa ścieżka od odpadu do produktu


Co się kryje w „czarnym worku”?

Dyskusja o tym, czy instalacje MBP mogą stać się recyklerami, nie ma sensu bez odpowiedzi na podstawowe pytanie: co właściwie trafia do odpadów zmieszanych? Bo choć system selektywnej zbiórki jest rozwijany od lat, do „czarnego worka” wciąż trafia mnóstwo surowców.

Skład odpadów zmieszanych w kilku instalacjach MBP w kraju zbadał zespół powołany przez Politechnikę Częstochowską oraz Interzero. Co badacze znaleźli wśród nich? Były to przede wszystkim frakcja mokra (czyli w dużej mierze bioodpady), tworzywa sztuczne, dające się wydzielić bioodpady, szkło oraz aluminium. – Niemal ze wszystkich surowców moglibyśmy skorzystać, a łącznie stanowiły one aż 37% masy odpadów zmieszanych. Kiedy pomyślimy, o ile „chudsze” mogłyby być odpady resztkowe, działa to na wyobraźnię – mówił Przemysław Kuna z Interzero. Pozostałą część odpadów stanowiły m.in. odpady higieniczne, tekstylia (które stanowią aż 5% masy wszystkich odpadów), materiały budowlane i remontowe oraz drewno. Większość z nich też nie powinna trafiać do pojemnika na odpady zmieszane.

Przemysław Kuna widzi w związku z tym możliwość dalszego rozszerzania systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta. Proponuje, by znalazły się w nim chociażby jednorazowe produkty higieniczne, których odzysk jest zazwyczaj niemożliwy, zabawki oraz akcesoria dziecięce, a także jednorazowe produkty medyczne. Część z nich trafia do specjalistycznych spalarni, ale te używane w domach przeważnie kończą w czarnym pojemniku.

– ROP-em powinny zostać objęte także tekstylia, a takie przepisy zostały już przyjęte w Brukseli. Czekamy na ich implementację do polskiego prawa, ale jesteśmy na tak wczesnym etapie, że trudno mówić o szczegółach – zauważył Kuna. Postawił też kilka kluczowych pytań: czy mamy tyle pojemników na selektywną zbiórkę, ile powinniśmy oraz jaka jest skuteczność systemu przeciwdziałania marnowaniu żywności?

„Podsitówka” jako papierek lakmusowy

Jeszcze wyraźniej potencjał ukryty w odpadach pokazują badania frakcji podsitowej, które wraz z firmą Abrys, organizacją odzysku Rekopol i Fundacją Recal prowadziła Beata Waszczyłko-Miłkowska z BioVeradi. To właśnie do „podsitówki” trafiają odpady przelatujące przez sita w sortowniach, często traktowane jako strumień trudny, zanieczyszczony i mało atrakcyjny. Tymczasem analiza pokazuje, że również tam znajdują się setki tysięcy ton surowców. – Jest to zarówno problem, jak i szansa, bo te surowce moglibyśmy odzyskiwać: na etapie zarówno selektywnej zbiórki, jak i przetwarzania odpadów – mówiła ekspertka. Podkreśliła, że „podsitówka” jest papierkiem lakmusowym dla wielu etapów gospodarki odpadami.

Podstawą badania były próbki z instalacji MBP zebrane w różnych sezonach w ubiegłym roku. Wyniki mówią same za siebie: we frakcji podsitowej udało się znaleźć ok. 444 tys. ton szkła oraz 37 tys. ton metali. Łącznie to blisko 0,5 mln ton surowców, które nie wracają do gospodarki i których nie można zaliczyć do poziomów recyklingu.

Co jeszcze tworzy „podsitówkę”? Są to głównie składniki organiczne, mineralne, drobne frakcje zanieczyszczone oraz tworzywa sztuczne – materiały o heterogenicznym charakterze, które nie zostały objęte szczegółową klasyfikacją w opisywanej analizie. To oznacza, że pełny potencjał tego strumienia może być jeszcze większy, choć jego wykorzystanie wymagałoby bardziej zaawansowanych technologii, stabilnego finansowania i jasnych zasad zaliczania odzyskanych materiałów do poziomów recyklingu.


Z odpadu w produkt – co produkują zakłady zagospodarowania odpadów?


Technologia to nie wszystko

Z konferencyjnych wystąpień płynął jeden wspólny wniosek: instalacje mają pomysły, wiedzę i coraz częściej także technologie, ale nie działają w próżni. Żeby stać się recyklerami, muszą inwestować. A inwestycje w gospodarce odpadami są drogie, długotrwałe i obciążone przewlekłością administracyjnych postępowań. Inwestorzy dostarczają do urzędów księgi z wymaganymi dokumentami, urzędnicy analizują setki spraw, a system nie pomaga w tym, by praca przebiegała szybciej – tak dziś wygląda proces uzyskania pozwoleń niezbędnych do rozpoczęcia inwestycji w branży gospodarki odpadami.

– Niestety, często z dnia na dzień liczba spraw, którymi musimy się zająć, zwiększa się. Tylko w tej chwili mamy w toku ponad 200 postępowań przy ograniczonej liczbie urzędników, którzy mogą się nad nimi pochylić – wyliczał Tadeusz Styk z Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego. Jego zdaniem, jednym z narzędzi, które mogłoby znacząco przyspieszyć pracę urzędu, jest dobrze funkcjonująca Baza Danych o Odpadach. Problem w tym, że system, który w założeniu miał porządkować gospodarkę odpadami, nadal działa daleko od ideału.

Branża wskazuje również na potrzebę wprowadzenia promes pozwoleń. Taki mechanizm dawałby inwestorowi przyrzeczenie, że przedsięwzięcie będzie mogło dojść do skutku, jeżeli spełni określone warunki. Z punktu widzenia kosztownych projektów byłoby to niezwykle ważne. Instalacje MBP, linie do odzysku surowców, biogazownie czy instalacje do wytwarzania produktów z odpadów wymagają nakładów liczonych często w dziesiątkach milionów złotych. Trudno zamrażać taki kapitał na lata bez pewności, że inwestycja finalnie otrzyma wymagane decyzje.

– To byłoby bardzo istotne z punktu widzenia drogich projektów, a takimi często są instalacje do mechanicznego i biologicznego przetwarzania odpadów, gdzie na budowę trzeba wydać nierzadko dziesiątki milionów złotych – przekonuje Joanna Dmowska z Polskiej Izby Gospodarki Odpadami. Dziś uzyskanie pozwolenia zintegrowanego, a nawet decyzji środowiskowej, potrafi trwać kilka lat. Dmowska zwróciła również uwagę na uznaniowość organów administracyjnych przy wydawaniu decyzji. Interpretacje prawa różnią się pomiędzy województwami, a promesy mogłyby ograniczyć ten problem.

Lata czekania na decyzje

O skali problemu mówiła także Emilia Tulin z ZGO Rawa Mazowiecka. – W obecnych czasach bardzo trudno zarządza się instalacją gospodarki odpadami. Przed laty uzyskanie pozwolenia zintegrowanego trwało najwyżej rok, a dziś nawet decyzję środowiskową uzyskujemy w dwa lata. Przez to naszych pomysłów na to, jak lepiej gospodarować odpadami, często w praktyce nie da się wdrożyć – punktowała Emilia Tulin z ZGO AQUARIUM Rawa Mazowiecka.

Nie oznacza to jednak, że odpowiedzialność leży wyłącznie po stronie administracji. Agnieszka Skolimowska z Urzędu Miasta w Gdańsku zwracała uwagę, że instalacje i samorządy mogłyby niekiedy lepiej przygotowywać wnioski o wydanie pozwoleń. Dobrze opracowana dokumentacja pozwala przyspieszyć procedury. Ekspertka zachęcała także do dialogu z urzędami marszałkowskimi, bo często właśnie rozmowa pozwala wypracować rozwiązania korzystne dla wszystkich stron.

Problem w tym, że dialog nie zawsze jest możliwy. Kamil Kozłowski z Biogas Technology przyznawał, że dobre przygotowanie dokumentacji i współpraca z urzędem są ważne, ale nie w każdym przypadku udaje się nawiązać merytoryczną rozmowę. – W efekcie dziś barierą w rozwoju rynku biogazowego nie jest technologia, a procedury administracyjne, które potrafią trwać bardzo długo – podsumował Kozłowski.

Recykler z konieczności

Czy instalacje MBP mają szansę stać się recyklerami? Odpowiedź brzmi: częściowo już się nimi stają. Odzyskują szkło ze stabilizatu, produkują kompost i poferment, wytwarzają energię z biogazu, przygotowują kruszywa z popiołów, analizują możliwości wydobycia surowców z podsitówki. Coraz częściej patrzą na odpady nie jak na problem do unieszkodliwienia, ale jak na zasób, który można i trzeba wykorzystać.

Konferencja MBP pokazała, że w branży nie brakuje determinacji. Instalacje komunalne wiedzą, że bez nacisku na odzysk surowców nie uda się osiągać wymaganych poziomów recyklingu.

Kamil Paczek


Wszystkie artykuły z miesięcznika “Energia i Recykling” publikujemy w otwartym dostępie!


 

Udostępnij ten artykuł:

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu. Bądź pierwszą osobą, która to zrobi.
Reklama

ad2 KGO kompleksowa 2026 [02.06.-02.09.26]

Dodaj komentarz

Możliwość komentowania dostępna jest tylko po zalogowaniu. Załóż konto lub zaloguj się aby móc pisać komentarze lub oceniać komentarze innych.
Reklama

ad1d odpady z kanalizacji webinar [22.06-14.07.26]

Te artykuły mogą Cię zainteresować

Przejdź do Aktualności
css.php
Copyright © 2026