Jest tyle ważnych tematów. Dezinformacja. Program „Czyste powietrze”. Kwestia systemu kaucyjnego. Plany ogólne, które powinny przygotować gminy. Każdy z tych tematów jest ważny z punktu widzenia samorządów lokalnych. Czy naprawdę zawsze muszę pisać o polityce klimatycznej?

Zaważyły dwa wydarzenia

Do zmiany decyzji zmotywowały mnie dwa wydarzenia. Przetaczająca się przez Polskę pod koniec czerwca fala upałów spowodowała, że dziennikarze znów zaczęli do mnie dzwonić z pytaniem, czy jest ona skutkiem spowodowanej przez człowieka zmiany klimatu. Choć staram się cierpliwie odpowiadać, to pytanie to irytuje mnie podobnie do tego, które pada, gdy w zimie spadnie śnieg: czy śnieg i mróz tej zimy świadczą, że problem globalnego ocieplenia już nie istnieje.

Drugim powodem – chyba jednak ważniejszym – był udział w niezwykle ciekawym wydarzeniu: konferencji „Miasta w adaptacji do zmian klimatu”, zorganizowanej przez Polskie Zrzeszenie Inżynierów i Techników Sanitarnych w Toruniu. Przez dwa dni niemal stu uczestników reprezentujących kilkadziesiąt miast i gmin, ośrodków naukowych i firm dyskutowało nad tym, jak skutecznie wspierać odporność miast na skutki zmiany klimatu. Niezwykle interesujące były także przykłady maladaptacji – czyli działań podejmowanych często w dobrej wierze jako te, które mają adaptować miasta do skutków zmiany klimatu, a których efekt jest odwrotny od zamierzonego – zwiększają zagrożenia i ryzyko strat. Próbowaliśmy nawet nazwać te błędy. To już nie tylko betonoza, ale też m.in.: doniczkoza – wprowadzanie roślin w donicach na betonowane place w miejsce wyciętych wcześniej drzew i zabetonowanych terenów biologicznie czynnych; fontannoza – budowa na tych zabetonowanych placach fontann; parkoza – dewastacja terenów zieleni nieuporządkowanej, aby wprowadzić tam betonowe alejki i stworzyć uregulowany park. To tylko niektóre przykłady. Potrzebujemy ich – nie dlatego, aby kogoś piętnować lub krytykować, ale abyśmy wszyscy mogli uczyć się na błędach i wyciągać z nich wnioski.

Konferencja napełniła mnie optymizmem i nadzieją. Spotkałem na niej pełne entuzjazmu i głębokiej wiedzy osoby pracujące w samorządach lokalnych. Urzędników dostrzegających potrzebę wdrażania działań adaptacyjnych. To sytuacja zupełnie inna niż kilka lata temu. Wówczas dominował denializm klimatyczny, negowanie roli człowieka i przekonanie, że żadne działania nie są potrzebne.

Problem małych i średnich miast

Nie oznacza to jednak, że jest wspaniale. Miasta – przede wszystkim te mniejsze i średniej wielkości – mają bardzo wiele problemów i barier, które utrudniają lub wręcz uniemożliwiają budowanie odporności na zmiany klimatu. To brak środków finansowych na tego typu inwestycje i niedostosowanie procedur programów wsparcia do realiów małych miast. To bariery instytucjonalne – w mniejszych miastach po prostu brakuje pracowników, którzy mogliby zająć się tym zagadnieniem. Muszą bowiem realizować działania wynikające z obowiązków własnych gmin. To niski kapitał społeczny – brak presji ze strony mieszkańców lub lokalnych organizacji pozarządowych, domagających się od władz zwiększenia odporności na skutki zmiany klimatu. To wreszcie niski kapitał intelektualny, rozumiany jako brak dostępu do naukowców i ekspertów, którzy mogliby wesprzeć samorząd przy opracowywaniu planów adaptacji i późniejszym ich wdrażaniu. W efekcie przygotowanie obowiązkowych planów adaptacji zlecane jest firmom zewnętrznym, które produkują je nieraz w hurtowych ilościach, bez troski o ich jakość i realną możliwość ich wdrożenia.

Pomimo tych problemów wydaje się, że sprawy idą w pożądanym kierunku – coraz rzadziej padają pytania, czy zmiana klimatu jest spowodowana przez człowieka, czy warto podejmować działania na rzecz jej powstrzymania i adaptowania się do jej skutków. Coraz większa jest także świadomość, że adaptacja do skutków zmiany klimatu to nie projekt czy inwestycja. To proces. Proces, który, jeśli zaangażujemy w niego mieszkańców i ekspertów, może nie tylko poprawić bezpieczeństwo, ale także służyć zwiększeniu atrakcyjności miast i podnosić dobrostan jego mieszkańców.

Aha – i na koniec. Tak, fala gorąca, jaka przeszła nad Polską, jest skutkiem spowodowanej przez człowieka zmiany klimatu (udowodnili to m.in. naukowcy World Weather Attribution). I nie – śnieg i mróz, z jakim mieliśmy do czynienia tej zimy, nie odwołują zmiany klimatu.

prof. dr hab. Zbigniew Karaczun

Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego