Nie chodzi mi o to, by nagle rozpocząć szastanie pieniędzmi „na prawo i lewo”, lecz o wydawanie z głową. Czy zresztą nadal jesteśmy biedni? Przecież podobno Polska jest 21. największą gospodarką na świecie. Owszem, w czasach zmian klimatu każde fundusze wydane na zieleń i przyrodę są niewystarczające. Trudno ocenić przy tym, ile tak naprawdę wydajemy w miastach na zieleń, bo przecież przy każdej inwestycji publicznej projektuje się ogrody, utrzymuje je – trudno w tym wskazać środki finansowe wydane tylko na przyrodę. Co więcej, do „zielonego” budżetu włącza się wszystkie działania z zakresu ochrony środowiska, w tym oczyszczanie ścieków czy utylizację śmieci. Zazwyczaj mówi się jednak, że zieleń pochłania od 0,5 do 2% budżetów miast, choć sądzę, że przeciętnie jest to znacznie mniej.

„To się nie opłaca”

Niestety, w tym samym czasie sektor prywatny nie dostarcza nowej publicznej zieleni. Nie jest przecież ani tajemnicą, ani niespodzianką, że we współczesnej „deweloperce” liczy się każdy metr kwadratowy powierzchni. Zrobić więc publiczny skwer czy park zamiast kilku bloków? Przecież to się nie opłaca! Miasta się rozrastają, wcinają w lasy, a nowych parków powstaje jak na lekarstwo. Właśnie takim lekarstwem w zdecydowanie zbyt małej dawce są parki kieszonkowe, ogrody deszczowe, zielone ściany, miejskie pasieki i… mechofiltry (do których jeszcze wrócę). Czy dziś mogłyby powstać takie molochy jak Park Śląski, który pomieściłby od 1200 do nawet ...
Plus

Wykup dostęp do płatnych treści Portalu Komunalnego!

Chcesz mieć dostęp do materiałów Portalu Komunalnego Plus?

Wykup dostęp — 5,00 zł
Płatności obsługują: PayU BLIK

Masz już dostęp do tego artykułu?

Podaj adres e-mail użyty przy zakupie — wyślemy Ci nowy link dostępu.