Według danych przedstawionych przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska, zebrano już 5 mld butelek i puszek objętych systemem kaucyjnym, w kraju działa 65,5 tys. punktów zwrotu, w tym ponad 23,5 tys. z automatami, a miesięczna zbiórka wzrosła z 480 mln opakowań w kwietniu do ok. 900 mln obecnie. Resort podaje, że na koniec września poziom zbiórki opakowań wyniósł blisko 60%, jednak po uwzględnieniu faktu, że część zwróconych butelek i puszek czeka jeszcze na zliczenie, może to być nawet 72%. Byłby to wynik o wiele wyższy niż dotychczas osiągały gminne systemy zbiórki odpadów, co pokazuje skuteczność nowego rozwiązania.

Korzyści i straty

Z punktu widzenia recyklingu ważne jest jednak nie tylko to, ile opakowań trafia do recyklerów, ale też to, w jakim są stanie. Strumień zebrany w systemie kaucyjnym jest znacznie czystszy niż materiał pozyskiwany dotychczas z tradycyjnej selektywnej zbiórki. Butelki PET i puszki nie mają kontaktu z innymi odpadami, są bardziej jednorodne i łatwiejsze do przygotowania do recyklingu. To może oznaczać wyższą wydajność procesu oraz większą szansę na produkcję recyklatu o jakości pozwalającej na ponowne wykorzystanie w opakowaniach, także do kontaktu z żywnością.

Z drugiej jednak strony z tzw. żółtego worka i sortowni odpływają najbardziej wartościowe frakcje: butelki PET i aluminiowe puszki. To właśnie one w wielu zakładach pomagały finansować zagospodarowanie odpadów mniej opłacalnych. Dobrym przykładem jest Łódź, bo, według danych przywoływanych przez Tomasza Kacprzaka z tamtejszego MPO, sortownia, która przed startem systemu odzyskiwała ok. 100 tys. butelek dziennie, pod koniec września odnotowywała już tylko ok. 30 tys. W porównaniu z 2025 r. liczba odzyskanych butelek spadła zatem o 41%, a przychody z ich sprzedaży miały być niższe o ok. 1,5 mln zł w okresie styczeń–wrzesień (w porównaniu rok do roku).

Inwestycje w dobie kaucji

W branżowych dyskusjach coraz częściej pada zatem pytanie, czy budowa lub modernizacja klasycznych sortowni w dotychczasowym modelu nadal ma sens. Adam Jocz z Zakładu Utylizacji Odpadów w Elblągu i Sebastian Kozłowski z Zakładu Utylizacyjnego w Gdańsku wskazywali podczas tegorocznej Konferencji „Kompleksowa Gospodarka Odpadami”, że po starcie kaucji zakłady komunalne tracą najbardziej dochodowe strumienie, a przy rosnących kosztach inwestycji i niepewności co do przyszłego wsadu decyzje inwestycyjne stają się coraz trudniejsze.

W Elblągu koszt odbudowy sortowni po pożarze szacowano na ok. 80 mln zł, ale po zmianach na rynku decyzja o podjęciu inwestycji przestała być oczywista.

Czy stać nas na kaucję?

Otwarte pozostaje też pytanie, jak duże kwoty wydamy na zbudowanie kolejnego, równoległego do gminnego, systemu gospodarki odpadami. Deloitte przed rokiem szacował koszty inwestycyjne systemu kaucyjnego na 11,5 mld zł w perspektywie ok. 10 lat, a koszty operacyjne na 32,4 mld zł. Na te kwoty składały się koszty zliczania zbiórki manualnej oraz konieczność zakupu wielkiej liczby automatów kaucyjnych, których finansowanie obciąża głównie sklepy wielkopowierzchniowe, więc docelowo również ich klientów.

Według wyliczeń Deloitte przywołanych podczas ww. Konferencji, przy docelowym poziomie zbiórki 90% roczny koszt funkcjonowania systemu ponoszony przez producentów w Polsce może wynieść 1,6 mld zł, a łączny dodatkowy koszt systemu uwzględniony w cenach produktów – 17 mld zł w ciągu 10 lat.

Trudne pytania

Po roku widać więc, że system kaucyjny jest jednocześnie sukcesem środowiskowym i socjologicznym, kosztownym wyzwaniem i czynnikiem odmieniającym gospodarkę odpadami. Poprawia poziomy zbiórki, może wesprzeć rynek i ofertę recyklatów oraz wpływa na świadomość społeczną dotyczącą ekologii.

Równocześnie uderza w przychody części instalacji komunalnych, wymaga kosztownej infrastruktury i nie eliminuje problemu opakowań, które mimo kaucji nadal trafiają do koszy ulicznych i odpadów zmieszanych.

Mimo to MKiŚ chciałoby objąć kaucją także jednorazowe opakowania szklane, w tym tzw. małpki. Wiceministra Anita Sowińska przekazała na niedawnej konferencji prasowej, że wkrótce resort poinformuje o tym, jaką pojemność takich opakowań miałby objąć system. Zakładane vacatio legis w przypadku jednorazowego szkła miałoby wynieść około dwóch lat.

Kamil Paczek