W Tokio spotkali się przedstawiciele japońskiego rządu, operatora elektrowni jądrowej w Fukushimie z ekspertami Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Ci ostatni mają określić stopień skażenia wody używanej do chłodzenia uszkodzonych reaktorów w Fukushimie.

Po katastrofie wywołanej przez trzęsienie ziemi i tsunami, zużytej wody jest tak dużo, że władze chcą rozpocząć proces zrzucania jej do oceanu. Japończycy przekonują, że po przefiltrowaniu ciecz wykazuje niską radioaktywność. Agencja Kyodo poinformowała, że eksperci MAEA 15 lutego mają zbadać poziom radioaktywności wody, która trafić ma do oceanu.

Chiny i Korea protestują

Przeciwko planom zrzucania wody protestują m.in. Chiny, Korea Południowa oraz stowarzyszenia rybaków. Zgodnie z obecnymi planami cała operacja miałaby się rozpocząć wiosną przyszłego roku.

Mija 11 lat

W marcu 2011 r. silne trzęsienie ziemi i gigantyczna fala tsunami doprowadziły do awarii systemów chłodzenia i przetopienia się prętów paliwowych w elektrowni w Fukushimie. W wyniku katastrofy doszło do emisji substancji promieniotwórczych do środowiska, m. in. skażonej wody morskiej stosowanej do chłodzenia reaktorów. W reaktorach nr 1, 2 i 3 doszło do stopienia rdzeni. 14 kwietnia 2011 roku Jun’ichi Matsumoto, pełniący obowiązki prezesa firmy TEPCO, właściciela elektrowni Fukushima Nr 1, stwierdził na konferencji prasowej, że z punktu widzenia emisji materiałów radioaktywnych katastrofa była równa katastrofie jądrowej w Czarnobylu lub od niej większa. Jednocześnie Japońska Komisja Bezpieczeństwa Nuklearnego oceniła, że ilość uwolnionego materiału promieniotwórczego wynosiła ok. 10% tego, co zostało uwolnione w trakcie katastrofy w Czarnobylu.

Czytaj więcej

Skomentuj