Gil Penalosa, ekspert w dziedzinie tworzenia przyjaznych miast gościł w tym tygodniu w Krakowie na kongresie ekonomii wartości – Open Eyes Economy Summit. O tym, jak tworzyć miasta dla ludzi i czy ekonomia współdzielenia zmieni nasze życie – rozmawiała z nim Kalina Olejniczak.

Jakie miasto Pana zdaniem zasługuje na tytuł najlepszego na świecie?

Cóż, jest wiele dobrych miast. Z tych, które lubię najbardziej wymienię Kopenhagę, miasto w którym, choć pogoda jest straszna – w zimie jest zimno, a w lecie upały, w dodatku pada przez cały rok, to ludzie chodzą piechotą, jeżdżą na rowerach i transportem publicznym. Kopenhaga jest niezwykle demokratycznym miastem, każdy ma park w bezpośrednim sąsiedztwie. Parki tam są wyjątkowe, bo każdy jest inny. Nie znajdziesz dwóch takich samych placów zabaw dla dzieci. Widać tam mnóstwo kreatywności, sprawiedliwości społecznej. Jest też dużo miejsc i aktywności, z których mieszkańcy mogą korzystać w mieście całkiem za darmo.

MTP 300 x 250

Zna Pan kilka polskich miast – Warszawę, Poznań, Łódź, Kraków, Wrocław. Gdzie jest ich miejsce w takim rankingu?

Ogólnie uważam, że Polska jest jednym z tych krajów, które najlepiej przeszły drogę od systemu komunistycznego. I wiele dobrych rzeczy z tamtej epoki udało się zachować, np. powszechny dostęp do służby zdrowia, dobrej edukacji czy publicznego transportu. Ale jest także dużo pozytywnych efektów kapitalizmu, np.  przedsiębiorczość i biznes. Niedobre zjawisko, które obserwuję w Polsce to fakt, że ludzie oszaleli na punkcie samochodów. Może to wciąż efekt niedostatku samochodów z czasów komunistycznych, więc wszyscy uważają samochód za symbol sukcesu. A tak było może kiedyś, ale już nie jest!

Gil Peñalosa to światowej sławy ekspert od planowania przyjaznych miast, założyciel organizacji „8-80 Cities”, która pomaga w tworzeniu miast zaprojektowanych dla osób w wieku od 8 do 80 lat.

Peñalosa swoje idee wcielił w życie najpierw w rodzinnym mieście – Bogocie w Kolumbii, gdzie jako dyrektor wydziału parków, sportu i rekreacji udostępniał przestrzeń dla ruchu rowerowego, transportu publicznego i pieszych. Współpracował z ponad 200 ośrodkami miejskimi w różnych częściach świata, przez Chiny po Stany Zjednoczone i Izrael. Kilkakrotnie odwiedzał polskie miasta. Ostatnio wziął udział Kongresie Open Eyes Economy Summit w Krakowie.

 

Jeśli Polacy przyjrzeliby się trendom w USA, najbardziej samochodocentrycznym kraju świata, to zobaczyliby, że młodzi ludzie w wieku od 16 do 24 lat od 4 lat kupują coraz mniej samochodów. Coraz mniej z nich występuje o prawo jazdy. To nowe zjawisko – nie było tak przez cztery dekady! A więc dla młodych ludzi samochód nie jest już symbolem statusu. Symbolem statusu staje się wynajem lepszego mieszkania w takiej odległości od pracy, by móc poruszać się pieszo, młodzi wolą posiadać iPad niż samochód.

Mam nadzieję, że ludzie w Polsce zaczną sobie niedługo zdawać sprawę z tego, że samochody są bardzo drogie w utrzymaniu, stanowią też koszt dla całego społeczeństwa, bo mają wpływ na jakość środowiska, zatem nasze zdrowie, a więc lepiej będzie dla wszystkich, jeśli zaczniemy chodzić pieszo i używać transportu publicznego czy rowerów.

Ograniczenie liczby samochodów i ich  obecności w miastach to pierwszy krok. Co dalej?

Np. bezpieczne drogi dla rowerów. W miastach powinny być wygrodzone barierkami,  chroniącymi rowerzystów. Ale nie wystarczą 1-2 drogi, to musi być sieć. Tak, żeby ludzi mogli zewsząd i wszędzie dostać się bezpiecznie rowerami. Także transport publiczny musi być dobrej jakości, szybki i sprawny, wtedy ludzie będą z niego korzystać, bo zrozumieją jakim kosztem są dla nich samochody. Oczywiście to jest duża zmiany, a zmiany jest trudno wprowadzać, nie tylko zresztą w Polsce. Ale musimy sobie zdać sprawę, że koniec końców będziemy mieć miasta przyjaźniejsze, w których będą żyć zdrowi i szczęśliwi ludzie.

Komisarz Unii Europejskiej Elżbieta Bieńkowska powiedziała podczas Kongresu Open Eyes Economy w Krakowie, że w niedługiej przyszłości potrzeba posiadania zostanie zastąpiona współdzieleniem, np. samochodów? Myśli Pan, że to realne?

To już się dzieje, ale to nie rozwiąże problemu samochodów. Może nawet przybyć samochodów, możemy mieć mniej miejsc parkingowych, mimo że zamiast posiadać samochody, będziemy jeździć w systemie car-sharing. Musimy zbudować technologie dostosowaną do ludzi, ale nie powinno być tak, że to ludzie mają dostosować się do technologii. Takie na przykład samochody autonomiczne, bez kierowców, też nie są rozwiązaniem. Póki nie zmienimy swoich nawyków, będziemy mieć coraz więcej aut. A co tworzy korki? Przecież nie kierowcy, a samochody. Jeśli będzie ich więcej, korków będzie przybywać, a powietrze stawać się coraz gorsze.

Zamknięta dla ruchu ulica w Bogocie

Ekonomię współdzielenia już znamy i z niej korzystamy, bo przecież wielu ludzi nie zatrzymuje się już w hotelach, a w mieszkaniach wynajmowanych w systemie airbnb, mamy sieci rowerów miejskich, car-sharing także już wystartował. Zatem faktycznie odchodzimy od gospodarki, w której ludzie muszą być właścicielami, na rzecz takiej, w której wystarczy im dostęp do usługi, ale nie muszą posiadać danej rzeczy. Bo przecież,  kiedy chcesz jechać na narty, też możesz wypożyczyć sprzęt. Również samochody można wypożyczać na godzinę czy dzień. Zatem wierzę w ekonomię współdzielenia, ale wiem, iż nie oznacza to, że nie musimy zmieniać sposobu życia. Bo jakość powietrza, stan naszego zdrowia i komfort życia nie zmieni się tylko dlatego, że będziemy używać, a nie posiadać samochód.

Ta rewolucja mentalna to faktycznie trudne zadanie. Widzę to choćby w Poznaniu, mieście, gdzie każda innowacja w kierunku ograniczenia miejsca dla samochodów w mieście wywołuje ogromne protesty. Likwidacja miejsc parkingowych wywołuje np. żądanie, by budować wszędzie parkingi podziemne.

Zapytajmy poznańskie dzieci o ich opinie. Dzieci stanowią 1/3 mieszkańców miast. Czy chcą, by w ich mieście były ulice, po których można spacerować, jeździć rowerem? Czy też takie, gdzie nawet chodniki są zajęte przez parkujące samochody? Dzieci są też obywatelami, dlaczego zatem słucha się opinii kierowców, a nie ich? Może faktycznie potrzebne są dodatkowe parkingi, ale dlaczego mają być budowane przez miasto? Niech robią to prywatni inwestorzy. Samochody są konstruowane, sprzedawane i kupowane przez sektor prywatny. Dlaczego więc sektor publiczny ma wydawać pieniądze na parkingi? Może przecież je wydać na kolejne parki czy transport publiczny. To tak, jakby ktoś kto kupuje lodówkę domagał się mieszkania, aby mieć ją gdzie umieścić. To bez sensu. Władze nie są od tego, by zaspokajać potrzeby kierowców, to nie jest ich obowiązek i nie może być priorytetem. Jest wiele pilniejszych.

Marzę o podróży do Ameryki Południowej. Doradziłby mi Pan niedzielną wizytę w Bogocie?

Oczywiście. W każdą niedzielę 121 kilometrów ulic, no co dzień zajętych przez samochody, od 7 rano do 14 udostępniamy pieszym. W tym czasie ludzie mogą po nich spacerować, biegać, jeździć rowerami, a inni po prostu przyglądają się im. Zatem do Bogoty trzeba koniecznie jechać w niedziele na Ciclovię. Oczywiście Bogota to nie jest idealne miasto, a taki Poznań jest o wiele przyjaźniejszy, o dekady wyprzedza Bogotę w rozwoju. Jednak to właśnie tam dokonuje się wielka przemiana – buduje się chodniki, inwestuje w publiczny transport, czy udostępnia ulice w niedziele. I widać tam najbogatszych i najbiedniejszych ludzi razem na ulicy, jak równy z równym. To ogromna moc.

To trochę przypomina ideę starożytnej agory…

Właśnie tak. Myślę, że społeczna integracja będzie bardzo potężna. Jeśli obywatele miast poznają się lepiej, będziemy żyć w zgodzie i większej równości. To oznacza lepszą jakość życia dla wszystkich i większą troskę o społeczeństwo.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

1 Komentarz

Skomentuj