Oceniając wprowadzony rok temu system kaucyjny, należy wziąć pod uwagę bilans korzyści środowiskowych i kosztów jego obsługi - ocenili specjaliści od rynku detalicznego oraz transportu i logistyki.
Nowoczesna gospodarka odpadami potrzebuje już nie tylko pracowników fizycznych, ale też operatorów specjalistycznych urządzeń, techników, automatyków i ludzi potrafiących pracować z coraz bardziej cyfrowymi instalacjami.
System kaucyjny w Polsce wywołuje gorącą dyskusję na linii samorządy – rząd. Podczas gdy Krajowa Izba Gospodarki Odpadami (KIGO) oraz największe miasta alarmują o spadku przychodów ze sprzedaży surowców wtórnych i mniejszych ilościach butelek PET w gminnych sortowniach, Ministerstwo Klimatu i Środowiska przekonuje, że rozwiązanie to pomaga gminom osiągać wymagane poziomy zbiórki i unikać kar. Kluczowym postulatem branży staje się pilne wdrożenie Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP).
Do końca roku zostały trzy miesiące. Nadal nie ma uchwalonych przepisów, które w sposób trwały zabezpieczą przedsiębiorców oczekujących na nowe zezwolenia odpadowe. Tymczasem samo Ministerstwo Klimatu i Środowiska zwróciło się do marszałków województw o sprawdzenie, czy od 1 stycznia 2027 r. nie grożą nam zaburzenia w funkcjonowaniu systemu gospodarki odpadami.
W rok od wprowadzenia w Polsce systemu kaucyjnego zebrano 5 mld puszek i butelek, a jego skuteczność osiągnęła blisko 60 proc. Jak poinformowała ministra klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, w całym kraju funkcjonuje już 65,5 tys. punktów zbiórki, z czego w ponad 23,5 tys. miejsc znajdują się automaty. Resort zapowiada również objęcie kaucją kolejnych opakowań, w tym tzw. małpek.









