Zamrożenie unijnego systemu opłat za emisję dwutlenku węgla (EU ETS) dałoby rocznie polskiemu przemysłowi co najmniej 5,5 mld zł, które dziś elektrownie, ciepłownie, huty i inne zakłady płacą za uprawnienia do emisji CO2 – ocenia europoseł PiS Grzegorz Tobiszowski. Ten kontrowersyjny pomysł pojawia się już od dawna. Teraz podgrzewa go dodatkowo epidemia koronawirusa.

Natychmiastowe zawieszenie systemu opłat za emisję dwutlenku węgla, jako jedno z działań służących przezwyciężeniu nadchodzącej recesji postuluje m.in. Solidarność. Zwolennikiem zamrożenia opłat za uprawnienia do emisji dwutlenku węgla jest również b. wiceminister energii, obecnie europoseł PiS Grzegorz Tobiszowski, którego współpracownicy przygotowali analizę skutków takiego rozwiązania dla polskiego przemysłu. Na podstawie danych m.in. z firm energetycznych, ciepłowniczych oraz producentów stali oszacowano, że firmy z tych sektorów zyskałyby łącznie kilka miliardów złotych rocznie.

– To ten moment, kiedy należy zamrozić opłaty za emisję CO2, a pozyskane dzięki temu środki przeznaczyć na inwestycje m.in. w polską energetykę, aby stała się bardziej wydajna i ekologiczna – ocenia G. Tobiszowski.

Miliardy za emisję

Według danych Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie roczny koszt tego sektora związany z systemem handlu emisjami ETS to ok. 2 mld zł rocznie, koszt hutnictwa wynosi ok. 750 mln zł, a energetyki (według niepełnych danych spółek za miniony rok) – niemal 2,9 mld zł.

Z raportów największych spółek energetycznych wynika, że w Polskiej Grupie Energetycznej koszt umorzenia odpłatnych uprawnień do emisji CO2 w ub. roku przekroczył 1 mld 446 mln zł, w Tauronie wyniósł 774,5 mln zł, a w Enei i Enerdze (w obu firmach dane za 9 miesięcy 2019) odpowiednio 532,1 mln zł i 139,9 mln zł – w sumie to prawie 2,9 mld zł.

W sektorze ciepłowniczym, w którym działa ok. 400 koncesjonowanych przedsiębiorstw, roczne koszty uprawnień do emisji CO2 wyliczono na ok. 2 mld zł, czyli średnio ok. 5 mln zł na jedną firmę, przy ok. 47 mln zł średnich rocznych przychodów statystycznej firmy ciepłowniczej – łączna wartość przychodów tego sektora przekracza 18 mld zł rocznie, więc koszty emisji to średnio ponad 10 proc. przychodów, zaś w firmach bezpośrednio objętych systemem EU ETS – ok. 15 proc.

Płynność poniżej minimum

Jacek Szymczak, prezes IGCP wskazuje, że do końca kwietnia ciepłownie rozliczają się z obowiązku umorzenia uprawnień emisyjnych za rok 2019. Obecnie ich ceny spadły do ok. 17 euro za tonę CO2 (chwilowo był to poziom nawet 15 euro); nie wiadomo natomiast, jak zachowa się rynek od maja.

– Może być nagły spadek i załamanie rynku, może być redukcja ceny i utrzymanie jakiegoś poziomu, który wręcz byłby korzystny dla sektora, bo umożliwiłby rozliczenie po kosztach niższych niż w dwóch ostatnich latach, z korzyścią dla firm i odbiorców. Jednak w zależności od sytuacji odbiorców spółki muszą się liczyć z opóźnieniami lub utratą możliwości ściągnięcia należności za sprzedaną energię. To spowoduje kłopoty z płynnością, która jest obecnie średnio w sektorze poniżej poziomu bezpiecznego minimum – ocenił J. Szymczak.

Jego zdaniem, decyzje o zamrożeniu skromnych środków na zakup uprawnień do emisji CO2 będą dla firm trudne, ponieważ pieniądze będą im potrzebne w przypadku kryzysu płynności np. między sierpniem a październikiem, kiedy słabnie popyt na ciepło. Sytuację dla sektora i odbiorców poprawiłoby wydłużenie okresu rozliczenia uprawnień np. na dwa-trzy lata (z możliwością wykorzystania za ten okres przyznanych darmowych alokacji uprawnień), zwłaszcza dla realizujących inwestycje. Ustabilizowałoby to rynek, gdyż nie byłoby okresowej presji zakupów, a każdy realizowałby zakup mając na uwadze możliwość tworzenia zapasu bezpiecznego dla bieżącej płynności – uważa J. Szymczak.

Czytaj więcej

Skomentuj