Reklama

ad1a greenitaly

Kalinowska-Wójcik: dane z przeszłości pomocne w przewidywaniu powodzi

Kalinowska-Wójcik: dane z przeszłości pomocne w przewidywaniu powodzi
ZM/PAP
17.10.2025, o godz. 12:13
czas czytania: około 4 minut
0

Dane historyczne  zapisane w kronikach, utrwalone na mapach czy odczytywane z osadów coraz częściej trafiają do modeli naukowych służących przewidywaniu katastrof wodnych. Pomagają lepiej rozumieć zjawiska klimatyczne i skalę zagrożeń - podkreśla dr Barbara Kalinowska-Wójcik z Uniwersytetu Śląskiego.

Dalsza część tekstu znajduje się pod reklamą

Reklama

AD1B FORUM RECYKLINGU 2026 [01.07-27.10.26]

– Źródła historyczne mają ogromne znaczenie. Pomagają kalibrować współczesne modele matematyczne oparte na danych pośrednich (proxy), a także uzupełniają badania klimatu o kontekst społeczny – mówi dr Kalinowska-Wójcik, która zaprezentowała wyniki swoich badań podczas konferencji „Wyzwania Gospodarki Wodnej w Europie” w Katowicach.

Z danych historycznych wynika, że w Polsce południowej powodzie występowały średnio co 20 lat. Dziś cykl ten ulega skróceniu – między powodzią z 2010 a 2024 r. minęło zaledwie 14 lat. – To efekt zmian klimatu, w których wszyscy bierzemy udział – zauważa badaczka.

Znaki powodzi i mapy jako świadkowie historii

Jednym z najciekawszych źródeł wiedzy o dawnych wezbraniach są tzw. znaki wielkiej wody – tablice, inskrypcje i linie na murach, które wskazują, jak wysoko sięgała woda podczas dawnych powodzi. Ich lokalizacje zostały zmapowane, co pozwala odtworzyć zasięg historycznych katastrof.

Cennym źródłem są także dawne mapy. Zespół naukowców z Górnego Śląska wektoryzuje dziś pierwotną sieć hydrograficzną, zestawiając ją ze współczesnymi danymi satelitarnymi i modelami terenu. – Często okazuje się, że osiedla stoją dziś na terenach dawnych stawów czy mokradeł. Gdy przychodzą intensywne deszcze, woda wraca tam, skąd kiedyś została wyparta – tłumaczy dr Kalinowska-Wójcik.

Podczas powodzi w 2024 r. takie zjawisko wystąpiło m.in. w Czechowicach-Dziedzicach, gdzie zalane zostały działki położone na obszarze dawnego stawu Grabowiec.

Współpraca nauk i technologii

Historycy coraz częściej łączą siły z klimatologami, hydrologami, geologami i informatykami. W analizie dawnych zapisów pomaga dziś sztuczna inteligencja – potrafi tłumaczyć nawet pismo klinowe sprzed pięciu tysięcy lat. – Takie źródła pozwalają przesuwać granicę naszych badań o setki lat wstecz – mówi badaczka.

Nowoczesne modele numeryczne pozwalają dziś przewidywać przebieg wezbrań i minimalizować ich skutki. Problemem pozostaje jednak wdrażanie wniosków naukowych w praktyce. – Budowa wałów, zbiorników retencyjnych czy terenów zalewowych wymaga długofalowego planowania, a politycy częściej wybierają działania dające natychmiastowe efekty – zwraca uwagę dr Kalinowska-Wójcik.

Historycy ostrzegają również, by nie ulegać złudzeniu pojęcia „powódź tysiąclecia”. – To tylko określenie skali, nie częstotliwości. Kolejna może nadejść znacznie szybciej – podkreśla ekspertka.

Historia jako źródło nadziei

Choć prognozy nie napawają optymizmem, dr Kalinowska-Wójcik wierzy, że historia może wskazać także rozwiązania. Przykładem jest efekt klimatyczny po odkryciu Ameryki.  masowe wyludnienie terenów i ponowne zalesienie doprowadziły wówczas do spadku stężenia CO₂ i ochłodzenia klimatu.

Dodała, że z historii można wyciągnąć także informacje niosące pewne rozwiązania – że zmiany klimatu spowodowane przez człowieka są odwracalne. Przykładem tego może być to, co nastąpiło po odkryciu Ameryki przez Krzysztofa Kolumba.

Jak wyjaśniła badaczka, kontakt mieszkańców obu Ameryk z Europejczykami w XV i XVI wieku doprowadził – w wyniku kolonizacji, braku odporności na choroby oraz konfliktów – do dramatycznego spadku liczby ludności rdzennych społeczności. Naukowcy z University College London obliczyli, że populacja obu kontynentów mogła zmniejszyć się nawet o około 55 mln osób.

To tragiczne w skutkach wydarzenie miało jednak nieoczekiwany efekt klimatyczny. Opuszczone pola uprawne zaczęły się zalesiać, co w ciągu kilkudziesięciu lat doprowadziło to do znacznego spadku stężenia dwutlenku węgla w atmosferze – nawet o 67 proc. W efekcie klimat się ochłodził, a świat wszedł w okres tzw. małej epoki lodowcowej, trwającej od XIV do połowy XIX w.

– Jeśli ta teoria się potwierdzi, to daje nam promyk nadziei – zauważyła badaczka. – Skoro działania ludzi mogły nieświadomie doprowadzić do ochłodzenia klimatu, to może świadomie, mądrze kierując rozwojem i zalesieniami, jesteśmy w stanie spowolnić współczesne globalne ocieplenie – zaznaczyła.

Zastrzegła jednak, że byłoby to zjawisko o zupełnie innej skali i w innych warunkach, a „powrót epoki lodowcowej nie jest oczywiście rozwiązaniem naszych problemów, ale pokazuje, że przyroda reaguje na ludzkie działania – zarówno destrukcyjne, jak i naprawcze”.

Udostępnij ten artykuł:

Reklama

Odpady (AD3b) KONTROLE [28.09-19.10.2026]

Komentarze (0)

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu. Bądź pierwszą osobą, która to zrobi.
Reklama

ad2 MSO 26 ZM [17.09-07.10.26]

Dodaj komentarz

Możliwość komentowania dostępna jest tylko po zalogowaniu. Załóż konto lub zaloguj się aby móc pisać komentarze lub oceniać komentarze innych.
Reklama

ad1a greenitaly

Te artykuły mogą Cię zainteresować

Przejdź do Woda i ścieki
css.php
Copyright © 2026