Przez rok usuwano 3 tys. ton niebezpiecznych substancji, składowanych przez blisko 9 lat w magazynie na osiedlu domków jednorodzinnych. „Cieszymy się, że w końcu zlikwidowano zagrożenie” – przyznał w rozmowie z PAP mieszkaniec kaliskiego osiedla Szczypiorno Zygmunt Bartolik.

Jak dodał „miasto powinno teraz żądać od winowajcy zwrotu poniesionych kosztów. Za 19 mln zł wyremontowano by trzy wiadukty kolejowe czy osiedlowe drogi”.

Lakiery, farby, rozpuszczalniki

Niebezpieczne odpady zostały zwiezione do Kalisza w latach 2013-2015. W magazynie przy ul. Wrocławskiej złożono w beczkach łącznie 3 tys. ton lakierów, farb i rozpuszczalników. Za procederem stał 26-letni wówczas Patryk M. z Poznania, który wynajął magazyn pod rzekomą działalność gospodarczą.

Mężczyzna składował łatwopalne, źle zabezpieczone i zagrażające środowisku oraz zdrowiu substancje wbrew przepisom ustawy o odpadach. Kiedy sprawa ujrzała światło dzienne, udaremniał inspektorom Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska przeprowadzanie kontroli. Z uwagi na stwierdzenie działalności niezgodnej z wydanym zezwoleniem, ówczesny prezydent Kalisza cofnął mu zgodę. Mężczyznę zobowiązano do opróżnienia magazynu, ale tego nie zrobił.

Nie widomo kto był zleceniodawcą

W 2015 r. kaliski sąd skazał poznaniaka na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 6 lat, 10 tysięcy zł nawiązki na rzecz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, 1500 zł grzywny i zakaz prowadzenia działalności w zakresie gospodarki odpadami przez 10 lat. Patryk M. dobrowolnie poddał się karze. Pomimo prokuratorskiego śledztwa nie ustalono jednak, kto zlecił mu to zadanie; nie było też możliwości wyegzekwowania od niego pieniędzy.

Tykająca bomba ekologiczna

Mieszkańcy Szczypiorna zaczęli się bać o swoje zdrowie i życie; narzekali na intensywną woń rozpuszczalnika i wielokrotnie wzywali straż pożarną do wybuchających beczek.

„Nam wybuchła beczka bez żadnego mieszania. A tam były substancje utleniające, kwas, różnego rodzaju substancje, więc eksplozja i pożar były prawie pewne” – potwierdził kierownik referatu ochrony środowiska Edward Sadowski.

Lokalne media miejsce składowania nazwały ”tykającą bombą ekologiczną”. Miasta nie było stać na pokrycie kosztów wywiezienia i utylizacji odpadów. Zadanie wyceniono bowiem na 19 mln zł.

Ze wsparciem Ministerstwa Środowiska i NFOŚiGW

Do sprawy wkroczył poseł PiS Jan Mosiński, który w 2016 r. na konferencji prasowej obiecał mieszkańcom pomoc. Działania w celu pozyskania pomocy finansowej rozpoczął dwa lata później, kiedy miastu udało się przejąć działkę w Szczypiornie jako darowiznę.

Parlamentarzysta po pomoc zwrócił się do Ministerstwa Środowiska, któremu podlega Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Koszt usunięcia odpadów wyceniono na prawie 19 mln zł, z czego połowę pokrył NFŚiGW.

„Bez tego wsparcia nigdy nie usunęlibyśmy tych odpadów” – powiedział prezydent Krystian Kinastowski.

Akcja usuwania trwała rok

Akcja usuwania ruszyła w maju 2021 r. i zakończyła się powodzeniem po upływie roku. Zadanie wykonało konsorcjum dwóch firm z Krakowa i Kielc. Część odpadów wywieziono na składowisko odpadów niebezpiecznych, a część zutylizowano w Niemczech.

„Teraz możemy spokojnie spać. Baliśmy się o nasze zdrowie i życie. Sąsiedztwo odpadów spędzało nam sen z powiek” – przyznał z ulgą w głosie Zygmunt Bartolik, który od początku zaangażował się w sprawę jako przedstawiciel osiedla.

„Gdyby nastąpiło rozszczelnienie beczek, zapewne ucierpiałoby na tym całe miasto. Nie wiadomo, jak powstała chmura toksyczna przesuwałaby się dalej” – powiedział Jan Mosiński.

Na pytanie PAP, dlaczego do takiej sytuacji doszło, parlamentarzysta odpowiedział.

„Należy cofnąć się do 2013 r., kiedy to koalicja PO-PSL przyjęła nowelizację ustawy o gospodarowaniu odpadami, odstępując od zabezpieczeń finansowych przy wydawaniu zezwoleń na ich gromadzenie. Po wygranych wyborach Ministerstwo Środowiska zajęło się kwestią dzikich składowisk odpadów, w tym niebezpiecznych i po stosownej nowelizacji wprowadziliśmy kaucję gwarancyjną. Pamiętam, że w przedmiotowej sprawie złożyłem zapytanie poselskie zwracając uwagę na to, że jednym z powodów powstawania „dzikich składowisk” była łatwość otrzymywania zgody od samorządu lokalnego i zasugerowałem, aby podczas prac nad nowelizacją ustawy o gospodarowaniu odpadami takową kaucję przywrócić” – wyjaśnił Mosiński.

Czytaj więcej

Skomentuj