Komisja Europejska ostro zaprotestowała w środę przeciwko łączeniu planowanego obowiązkowego 10-procentowego pułapu biopaliw w transporcie z rosnącymi cenami żywności na świecie.

Zdaniem rzecznika KE Johannesa Laitenbergera produkcja i zużycie biopaliw są obecnie zbyt małe, by oddziaływać na ceny żywności na światowych rynkach. Uprawy roślin na biopaliwa zajmują nie więcej niż 2 proc. terenów rolnych na świecie. W opinii rzecznika KE podwyżki nie wynikają z zapowiedzianego przez Unię Europejską zwiększenia zużycia biopaliw do 10 proc. w roku 2020.

"Produkcja biopaliw jest dziś zbrodnią przeciwko ludzkości" – powiedział w kwietniu wysłannik ONZ ds. żywności Jean Ziegler.

Nawet Europejska Agencja ds. Środowiska, która m.in. przygotowuje ekspertyzy naukowe dla KE, przestrzegła przed zwiększoną produkcją biopaliw jako "zagrożeniem dla środowiska naturalnego". Ekolodzy argumentują m.in., że intensywna produkcja biopaliw, z uwagi na zużycie pestycydów, przyczyni się do wydzielenia ogromnych ilości podtlenku azotu – gazu potęgującego efekt cieplarniany.

Komisja Europejska po raz kolejny odrzuciła w środę wszelką krytykę. Laitenberger powiedział, że ustalając cel 10 proc., zatwierdzony przez szczyt przywódców krajów członkowskich, KE chciała promować nie biopaliwa pierwszej generacji (bioetanol i biodiesel, produkowane np. z rzepaku, kukurydzy lub soi), ale paliwa drugiej generacji. Byłyby one produkowane nie z plonów rolnych, ale np. resztek drewnianych albo celulozy, czy też poprzez tzw. upłynnianie biomasy.

Chcąc przynajmniej częściowo uciszyć głosy krytyków, Komisja Europejska zapowiedziała, że zaproponuje krajom członkowskim zniesienie dopłat do upraw roślin energetycznych, na które z budżetu UE przeznacza się 90 mln euro rocznie (45 euro za hektar).

źródło: PAP

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj