Wywiad z Paweł Lesiakiem, wiceprezesem Interseroh Organizacji Odzysku Opakowań

Reprezentuje Pan organizację odzysku opakowań, która pracuje na rzecz przedsiębiorców i staje przed koniecznością wyjaśnienia, skąd biorą się podwyżki związane z finansowaniem systemu odzysku i recyklingu odpadów. Jak fakt, że rośnie finansowanie systemu po stronie przedsiębiorców ma się do odpadów komunalnych?

Paweł Lesiak: Odpady komunalne to jeden ze strumieni odpadów, których przetworzenie musi zostać uwzględnione w osiąganych przez organizację odzysku opakowań poziomach odzysku i recyklingu. Dlatego właśnie koszt ich przetworzenia ma wpływ na koszty ponoszone przez wprowadzających do obrotu produkty w opakowaniach. Organizacja odzysku ma obowiązek wykazać, że w łącznej masie opakowań poddanych recyklingowi dla danego klienta w poszczególnych frakcjach znalazła się odpowiednia masa odpadów z gospodarstw domowych – ile, określa ustawa. I to powiazanie pomiędzy kosztami przedsiębiorców a tym, co wyrzucają konsumenci końcowi będzie jeszcze mocniejsze. Na tym polega rozszerzona odpowiedzialność producenta. W dodatku procent, jaki w całej masie odpadów poddanych recyklingowi mają stanowić odpady z gospodarstw domowych, jak i poziomy recyklingu poszczególnych frakcji, będą coraz wyższe, coraz trudniej będzie im sprostać.

Co sprawia, że tym poziomom recyklingu odpadów z gospodarstw domowych trudno sprostać?

PL: Sama jakość surowca z gospodarstw domowych jest gorsza niż z przedsiębiorstw. Porównajmy na przykład papier ze strumienia handlowego i ten z gospodarstw domowych. Z sieci handlowych dostajemy tekturę twardą, karton, czyste i suche. Świetny materiał do recyklingu. Papier z gospodarstw domowych to pudełka z żywności, zapisane kartki, często zabrudzone, zawilgocone – to jest gorszej jakości włókno celulozowe, papiernie niechętnie przyjmują taki surowiec. W dodatku jako kraj jesteśmy w gorszej sytuacji: jako społeczeństwo gorzej segregujemy. Nasze odpady komunalne przegrywają jakością nie tylko z odpadami z sieci handlowych czy z przemysłu, ale też na przykład z odpadami komunalnymi z gospodarstw domowych w Holandii. Kraje takie jak Holandia, czy Niemcy są gotowe więcej zapłacić, aby zrealizować unijne obowiązki, nic więc dziwnego, że recyklerzy przychylnym okiem patrzą na surowce z tych krajów. Dostają towar lepszej jakości i mogą na jego przetworzeniu więcej zarobić. Mamy tu więc rywalizację jakościową i cenową, która odbija się na kosztach dla przedsiębiorców.

Czy wobec tego swobodny przepływ surowców nam szkodzi?

PL: Wręcz przeciwnie, wymusza przemyślaną regulację rynku: stabilne przepisy, ułożenie rynku z uwzględnieniem także zewnętrznych zmiennych, rozważenie ekomodulacji, zachęty dla tych, którzy ekoprojektują swoje opakowania. Chodzi tu o sensowne pogodzenie kwestii ekonomicznych i ekologicznych. To nie powinien być wybór albo-albo, system przyszłości powinien łączyć te kwestie.

Jako organizacja odzysku sami nie zbieracie i nie przetwarzacie odpadów, jak więc rzetelnie oceniacie realia rynkowe związane z popytem na surowce?

PL: Organizacja ustawowo nawet nie ma pozwolenia na to, aby zbierać odpady. Może to robić, tak jak w naszym przypadku, odrębna spółka pod tą sam marką. Wiemy więc, także dzięki temu, że rynkowa wartość surowca jest niewystarczająca, by pokryć koszty recyklingu. Jako dobry przykład można przytoczyć tworzywa sztuczne. To szeroka gama produktów pochodnych uzyskiwanych w trakcie rafinacji ropy naftowej. Dlatego też, gdy baryłka ropy była droga, opłacało się robić regranulat, czyli produkt powstały z opadów z tworzyw sztucznych. Spadek ceny ropy sprawia, że to się mniej opłaca. Do tego dochodzi zamknięcie rynku azjatyckiego na przyjmowanie surowców, zatem surowca do przetworzenia na rynku europejskim, czy lokalnie, w poszczególnych krajach, jest bardzo dużo. Działając w całej Europie, obserwujemy te zmiany na wielu rynkach.

Pochylmy się nad punktem widzenia przedsiębiorcy. Jeśli masa i rodzaj wprowadzanych przez niego opakowań się nie zmieniły, może być mu trudno zrozumieć zmiany w kosztach odzysku i recyklingu…

PL: Wcześniej na odpady opakowaniowe tego przedsiębiorcy mieliśmy chętnych 10 odbiorców w 10 krajach. Teraz ci odbiorcy w tych krajach skupiają się na swoich odpadach, których nie udało się wysłać do Azji, a których trzeba – zgodnie z unijnymi wymogami – przetworzyć znacznie więcej. Recyklerzy, którzy przetrwali zmiany prawne i zdołali dostosować się do restrykcyjnych wymogów, mają w czym wybierać. Mogą dokręcać kurek, wpuszczając do siebie tylko najlepsze odpady, najczystsze, których przetworzenie jest najtańsze, a – jak już wiemy – odpady komunalne takie nie są. Mimo to, odpowiednia ich ilość musi zostać poddana recyklingowi. Koszt ponoszą przedsiębiorcy i choć masa i rodzaj wprowadzonych przez nich opakowań się nie zmienia, za ich recykling po prostu płacą więcej.

Czy faktycznie tak bardzo zakręcony został ten kurek?

Owszem, recyklerów jest mniej. Spotykamy się też z kolizją między teoretycznymi a praktycznymi możliwościami. Czym innym jest zapis w decyzji środowiskowej mówiący o tym, że mogę przetworzyć 20 tys. ton odpadów rocznie, a czym innym wydolność instalacji. To zderzenie podejścia urzędniczego spod znaku „jeśli starać się o dokument, to lepiej z zapasem”, z podejściem praktycznym: wykonawcy, przetwórcy. Więc na papierze krajowe możliwość przetwarzania są duże, ale nie znajduje to odbicia w danych z instalacji.

Ten opis niebezpiecznie przypomina bańkę finansową, która – poprzez sektor nieruchomości – doprowadziła do kryzysu. Wydaje nam się, że możemy więcej, niż możemy…

To porównanie jest trafne, wierzę jednak, że zmierzamy do urealnienia systemu. Rozporządzenia dotyczące operatów p-poż, konieczność wystąpienia o nowe pozwalania z jednej strony pomogły zweryfikować pozwolenia wydawane na wyrost, a z drugiej wygenerowały wysokie koszty dla przedsiębiorców dostosowujących się do nowych wymagań.

Ważne jest jeszcze precyzyjne nazwanie procesów zachodzących w poszczególnych instalacjach. Pomimo znajdujących się w obowiązujących decyzjach zapisów, są one często kwestionowane przez organy kontrolne np. kontrolujących z ramienia WIOŚ. Skutkiem tego jest kwestionowanie wykonanych procesów przetwarzania odpadów, a finalne konsekwencje ponoszą organizacje odzysku opakowań oraz przedsiębiorcy wprowadzający produkty w opakowaniach na rynek. Tymczasem mamy 16 urzędów marszałkowskich kontrolujących przedsiębiorców przetwarzających odpady opakowaniowe, wojewódzkich inspektorów ochrony środowiska  w 16 województwach, coroczne audyty, a jednak jest codziennością otrzymanie skrajnie różnych interpretacji tej samej sytuacji. Ta bańka dezinformacji też powinna zostać przebita skalpelem – precyzyjnym, ostrym.

Organy wydające decyzje powinny posiadać spójne interpretacje z organami kontrolnymi. Jak można mówić o skutecznym i racjonalnym działaniu na rynku, jeżeli Państwo nie gwarantuje pewności interpretacji tworzonych przepisów?

Wiemy już, dlaczego rosną koszty rzetelnego odzysku i recyklingu. Czy może się okazać, że opłacalne stanie się po prostu odprowadzenie opłaty produktowej?

PL: W tej chwili różnica między cenami oferowanymi przez organizacje odzysku a wysokością opłaty produktowej jest znacząca. Opłata za każdy kilogram niezrealizowanego obowiązku bardzo by obciążała portfel przedsiębiorcy, więc z ekonomicznego punktu widzenia opłaca się dbać o recykling odpadów opakowaniowych. Stawka opłaty produktowej nie była aktualizowana od 2014 roku. Rok 2020 jest ostatnim, dla którego znamy zarówno wysokość stawki opłaty produktowej, jak i poziomy recyklingu. Wraz z tym rokiem kończy się okres przejściowy dany nam przez Unię. Co dalej, możemy jedynie oceniać na bazie znajomości rynku. Zakładamy, że poziomy recyklingu wskazane przez Unię jako cel na 2030 rok (tworzywa sztuczne 70%, aluminium 55%, metal 60%, papier tektura 85%, szkło 75%, drewno 30%) zostaną rozbite na najbliższą dekadę, ale na szczegóły w postaci rozporządzenia musimy zaczekać.

Co jeszcze wpływa na zmiany rynkowe?

PL: Rynek reaguje na zmiany, nawet gdy nie są one jeszcze ujęte w rozporządzeniach. Dyrektywy unijne dotyczące rozszerzonej odpowiedzialności producenta i opakowań z tworzyw sztucznych już są i one stanowią wytyczne dla każdego kraju członkowskiego do wprowadzenia regulacji lokalnych. Sposób realizacji określonych przez dyrektywy celów może być różny – niektóre kraje wezmą opłaty na siebie, inne wdrożą parapodatek, jeszcze inne skierują środki na zachęcanie do tworzenia opakowań bardziej ekologicznych. Ale wszystkie będą działać w tych samych ramach nakreślonych unijnymi dyrektywami. Wdrażając te dyrektywy nie jesteśmy w tak komfortowej sytuacji jak ponad dekadę temu – teraz nie ma okresu przejściowego, grożą nam sankcje karne. Owszem, nie ma jeszcze rozporządzeń w polskim prawie związanych z tym dyrektywami, ale jako członek Unii jesteśmy zobligowani do planowania tych zmian i musimy się z nimi liczyć. Rynek już na to reaguje.

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj