Krótka przerwa dla planety zakończyła się kolejnym ciosem wymierzonym w stronę środowiska naturalnego. Według amerykańskiego meteorologa Eriac Holthausa, na początku kwietnia br. przekroczyliśmy poziom 418 cząstek CO2 na milion (ppm) emitowanych do atmosfery. Taki wynik, wraz z uwalnianiem innych związków, przekłada się na najwyższy poziom śladu węglowego w całej historii.

Jak wyliczyli naukowcy z obserwatorium Mauna Loa na Hawajach, poziom dwutlenku węgla spada w okresie od maja do października, a więc w momencie, gdy na półkuli północnej kwitnie najwięcej roślin, które są w stanie wchłaniać szkodliwe substancje. Niestety, na jesieni stężenie CO2 zaliczy kolejne wzrosty.

Według prognoz Międzynarodowej Agencji Energetycznej na rok 2021, światowa emisja ma wzrosnąć o 5%. Jeśli faktycznie będziemy świadkami takiego scenariusza, ustanowimy absolutny rekord od co najmniej 800 tys. lat. Niestety, obecne wskaźniki nie wróżą szybkiego powrotu do stabilnych wskaźników, ponieważ względnie bezpieczny poziom 350 ppm przekroczyliśmy już w roku 1987. Dla porównania, przed erą przemysłową ludzkość notowała wyniki rzędu od 260 do 270 ppm. Ponadto, zbliżamy się już do pułapu 500 ppm, po którego przekroczeniu istnieje realne zagrożenie całkowitej degradacji Arktyki i Antarktydy.

Tegoroczne raporty IEA nie pozostawiają wątpliwości — rynek potrzebuje coraz więcej energii, jednak dla większości gospodarek nadal jedyną alternatywą jest węgiel. Popyt na ten surowiec ma wzrosnąć o 4,5 proc. – szczególnie w Azji, która będzie odpowiadać za największy odsetek globalnej emisji, choć m.in. Chinom i Indiom wtórować będę państwa Bliskiego Wschodu oraz Rosja.

Nieco lepiej ma być w realiach europejskich i amerykańskich, w których zainteresowanie źródłami konwencjonalnymi nie przekroczy poziomu z rekordowego roku 2014. Według Fatiha Birola, dyrektora wykonawczego Agencji, brak zdecydowanej reakcji na trendy regionalne może doprowadzić do sytuacji, w której rok 2022 będzie jeszcze bardziej katastrofalny w skutkach niż obecne wskaźniki. Na szczęście jest również druga strona energetycznego medalu.

Prognozowane przez IEA zainteresowanie źródłami odnawialnymi wyniosło w br. 3 proc., a w następnym sezonie może objąć poziom 8 proc. Są to przełomowe wskaźniki mówiące o rosnącej świadomości zarówno konsumentów indywidualnych, jak i klientów biznesowych, którzy coraz częściej stawiają na zieloną energię. Właśnie dzięki takim decyzjom światowa emisja dwutlenku węgla może spotkać się z przysłowiową ścianą w postaci solidarnej odpowiedzialności rynku. Najbardziej wyrazistym przykładem takiej postawy są, chociażby wyniki odbiorców Respect Energy. Grupa ponad 12 tys. klientów tylko w 2021 r. przyczyni się do redukcji aż 373 124 ton CO2. Czy mamy szansę na jeszcze większe wyniki?

Oczywiście, że tak. Dzięki (eko)świadomym klientom jesteśmy w stanie przeciwstawić się kryzysowi klimatycznemu, ale konsumenci oraz przedsiębiorcy muszą wspierać odpowiedzialne innowacje, takie jak zielona energetyka czy też zrównoważony transport. Wodór, a także inne źródła odnawialne to klucz do pokonania nadmiernej emisji CO2. Na szczęście coraz więcej osób podziela taką wizję rozwoju na najbliższe lata.

Źródło – Julia Piątkowska, Respect Energy

Czytaj więcej

Skomentuj