Niedawno wróciłem z konferencji poświęconej benchmarkingowi. Wiem, że to nie jest polski wyraz i proszę wszystkich purystów językowych o wyrozumiałość, jednak wyrażenie „analiza porównawcza” nie oddaje wszystkiego, co za sobą niesie benchmarking. Konferencja była ciekawa, organizowana przez IWA (International Water Association) i zjechało się na nią pół świata. Sama idea benchmarkingu została podchwycona wcale nie przez firmy wodociągowe, a przez różne instytucje z nimi współpracujące, z Bankiem Światowym włącznie. Najciekawsze jednak było to, do czego im ten benchmarking służy.

Porównanie wskaźników
Może jednak na początek dla mniej zorientowanych parę słów o tym, „co to za zwierzę” ten benchmarking. Z uwagi na to, że trudno jest wprost porównywać między sobą różne firmy wodociągowe (choć nie tylko wodociągowe) zaproponowano metodę porównań cząstkowych. Stworzono wiele wskaźników, które obrazują stan firmy. Przykładowo są wskaźniki zatrudnieniowe, które mówią m.in. o tym, ilu ludzi jest zatrudnionych w firmie na tysiąc klientów. Są wskaźniki jakości majątku, takie jak ilość awarii sieci w ciągu roku, przypadających na jeden jej kilometr. I są również (pewnie bardziej nam znane) wskaźniki ekonomiczne, np. okres trwania długu itp. Wszystko jest w tej metodzie super. Ale super w założeniach, bo diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach. Jednak o tym pisać nie będę, aby co bardziej wytrwali mieli szansę dobrnąć do końca tekstu, zanim usną. Pytanie zasadnicze brzmi: po co nam to wszystko? Żeby ogłosić, kto jest mistrzem świata? By tworzyć rankingi? I tutaj miłe (albo też niemiłe) zaskoczenie. Wcale nie. Ta cała analiza służy do czegoś zupełnie innego. Do zarządzania firmą. Tak naprawdę nie wiemy przecież, kto ma energetycznie lepiej dobrany system, a kto wydajniejszą oczyszczalnię i dlaczego. Nie mamy pojęcia, kto jest wzorcem w branży w Polsce i czego wzorzec ewentualnie stanowi. A ta wiedza pomoże nam lepiej zarządzać firmą.
Bardzo się cieszę za każdym razem, gdy od moich kolegów z branży mogę się dowiedzieć czegoś ciekawego na temat jakichś rozwiązań. W tym przypadku pokora jest matką sukcesu, bo pokorne cielę dwie matki ssie. Jednak takie rozmowy nie zastąpią rzetelnej analizy przedsiębiorstwa. Każdy z nas chciałby, żeby to właśnie jego firma okazała się najlepsza. I to najlepsza we wszystkim. Ale to przecież niemożliwe. Lecz dociera do nas ta prawda dopiero wtedy, gdy zobaczymy jej potwierdzenie na papierze, przygotowane przez kogoś obcego i niezależnego.
 
Komfortowa dyskrecja
Mamy, jako branża, niepowtarzalną szansę wdrożyć benchmarking w takim kształcie i na takich zasadach, jakie sobie sami wymyślimy. Jeśli tego nie wykorzystamy, to pewnie prędzej czy później zrobi to za nas jakiś organ nadzoru lub administracji, ale wówczas będziemy mieli już zdecydowanie mniej do powiedzenia. Żeby jednak mieć możliwość wdrożenia benchmarkingu, potrzeba większej niż dotychczas otwartości. W krajach najbardziej rozwiniętych informacje o firmach publicznych, takich jak wodociągowe, są powszechnie dostępne. Jednak instytucje dokonujące porównań firm zachowują dyskrecję w zakresie danych udostępnianych im przez przedsiębiorstwa. Zapewnia to komfort tym, którzy te informacje przekazują i zapobiega manipulowaniu danymi, o co przecież tak łatwo w naszej branży. Pomimo że wirtualna księgowość nie została wymyślona dla tego sektora, to jednak często, jeśli tylko to możliwe, staramy się tak operować informacjami, żeby określonym momencie osiągnąć zamierzony efekt. Czasami jest to zupełnie nieświadome (i usprawiedliwione) działanie, ponieważ nadal nie ma standardów zbierania i przygotowywania informacji w naszej branży w Polsce. I nawet jeśli nie chcemy wdrażać benchmarkingu, to warto by przyjąć i kodeksować sam słownik pojęć. Pozwoli to uniknąć wielu nieporozumień, a w przyszłości oszczędzić czas i zredukować koszty ujednolicania danych. Prędzej czy później czekają nas bowiem regulacje paneuropejskie również w tym zakresie.
 
Dołączyć do IWA czas…
Polska w tej kwestii wciąż pozostaje w tyle. Czas dołączyć do grup czy też komisji IWA, regulujących benchmarking. Choćby tylko po to, by posłuchać tego, co inni mają do powiedzenia. U naszych sąsiadów za Odrą są już nawet wyspecjalizowane w tym firmy, które chętnie oferują swe usługi administracji publicznej. Niedługo pewnie powstaną także w naszym kraju i zapukają do drzwi administracji.
Piszę o tym wszystkim po to, byśmy przedyskutowali położenie Polski w branży. Faktem jest, że mamy opóźnienia w infrastrukturze, ale nie powinniśmy mieć opóźnień w kontaktach z innymi, bo takich nie mają Węgrzy, Czesi czy Bułgarzy. Mam nadzieję, że otworzymy się bardziej na świat nie tylko w zakresie benchmarkingu, lecz również w ramach współpracy z innymi podmiotami naszej branży, choćby w Europie. Czekać na nas nikt nie będzie, a następne pokolenie nam tego nie wybaczy. Odwagi!
 
Paweł Chudziński, prezes Aquanet, Poznań