Budleja Davida (Buddleja davidii) od kilkunastu lat jest bestsellerem w szkółkach, marketach ogrodniczych, a nawet w sklepach z chrząszczem w logo. Budleje są też obowiązkowym elementem każdej rewitalizacji lub budowy parku, skweru czy innego obszaru z zielenią urządzoną. Jej efektowne, pachnące kwiatostany przyciągają wzrok i wabią motyle, co tylko zwiększa jej atrakcyjność w oczach miłośników roślin. Jednak za tym urokiem kryje się zagrożenie, które coraz trudniej lekceważyć. A to wszystko dzięki PR-owi, którego gatunki rodzime mogą budlei tylko pozazdrościć. Wmówiono społeczeństwu, że budleja Davida jest „motylim krzewem”. Jednak wszyscy lepideptorolodzy (naukowcy badający motyle) twierdzą, że budleja motylom… szkodzi! Co z tego, że roślina ta przyciąga kilkanaście gatunków motyli swoim nektarem, skoro sama w sobie nie jest tzw. rośliną żywicielską dla postaci larwalnych motyli – gąsienic. Warto przypomnieć, że motyle to też gąsienice, które bardzo często mają specyficzne potrzeby żywieniowe – nierzadko się zdarza, że konkretny gatunek motyla jako gąsienica związany jest z jedną grupą roślin, a czasami tylko z jedną rośliną. Przykładem jest rzadki motyl czerwończyk fioletek, którego gąsienica żeruje wyłącznie na rdeście wężowniku. Nie ma rdestu wężownika – nie ma też czerwończyka dukacika. Dlatego budleja Davida jest swego rodzaju pułapką ekologiczną – zwabia swoim nektarem...

Wykup dostęp do płatnych treści Portalu Komunalnego!

Chcesz mieć dostęp do materiałów Portalu Komunalnego Plus?