Dzikość kojarzy się nam z odległą, antypodyczną dżunglą, z ludźmi w przepaskach biodrowych, polującymi z dmuchawek na ptaki. Jednak nawet do najbardziej tajemniczych plemion docierają wytwory cywilizacji – ot, choćby karabin na zdjęciu, które obiegło media kilka lat temu, pokazującym nowo „odkryte” amazońskie plemię nieznające cywilizacji. Mikroplastik znajdujemy w najgłębszych oceanicznych rowach, butelki pływają po powierzchni Pacyfiku, a rośliny synantropijne zawlekliśmy na Antarktydę. Czy w tym kontekście poszukiwanie dzikości w mieście pozostaje mrzonką? Ludzkie jest to, że nierzadko bezrefleksyjnie sięgamy po słowa, których znaczenia nie rozumiemy. Czasem to nieodzowna nieprecyzyjność języka, ale najczęściej fakt dotyczy makaronizmów czy neologizmów. Tymczasem słowo „dzikość” jest nasze, słowiańskie, względnie krótkie i jednoznaczne. Sądzę jednak, że większość ludzi go nie rozumie. Dlaczego? Bo ludzie współcześni rzadko mają odpowiednią wiedzę, aby ocenić, czy coś jest naprawdę dzikie. Dzikie, czyli jakie? Ładnym synonimem dla słowa „dziki” jest nieoswojony. Chyba najlepiej je wyraża, wszak poetycki zwrot „krajobrazy nieoswojone” łatwo potrafi pobudzić wyobraźnię. Prawda jest jednak prostsza, jako że naturalność przeciwstawiamy zawsze temu, co ludzkie i przez człowieka oswojone, dziki więc znaczy tyle, co naturalny. Naturalność ma jednak swoje określone, naukowe kryteria – nieznane biologicznym laikom. Doświadczony naukowiec już po jednym rz...

Wykup dostęp do płatnych treści Portalu Komunalnego!

Chcesz mieć dostęp do materiałów Portalu Komunalnego Plus?