Eksportujemy surowce, importujemy sprzęty. Jak odmienić rynek ZSEE?
Przez 20 lat zbudowaliśmy w Polsce kilkadziesiąt zakładów przetwarzania zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego, założyliśmy kilkanaście organizacji odzysku i zaangażowaliśmy miliony ludzi w jego poprawną zbiórkę. Po co to wszystko? Zdawać by się mogło, że odpowiedź jest prosta: by odzyskiwać surowce. Jednak eksperci biorący udział w webinarium podsumowującym 20 lat rynku ZSEE odnoszą wrażenie, że w oczach wielu chodzi przede wszystkim o… tabele i raporty.
Z raportu „20 lat systemu ZSEiE w Polsce. Rzeczywiste przetwarzanie jako fundament jego efektywności” wynika, że w 2023 r. na polski rynek wprowadzono ponad 972 tys. ton sprzętu, a zebrano ok. 558 tys. ton ZSEE, czyli 15,2 kg na mieszkańca. Dane wyglądają imponująco, ale nie pokazują, ile z tego strumienia faktycznie wróciło do gospodarki w formie pełnowartościowych surowców. Co więcej, najnowsze zweryfikowane informacje dotyczą 2023 r., a dane za kolejne lata mają być dostępne z wieloletnim opóźnieniem.
To problem zasadniczy. Jeżeli państwo chce planować inwestycje w odzysk metali krytycznych, musi wiedzieć nie tylko, ile sprzętu zebrano, ale też jaki był jego skład, czy urządzenia trafiły do zakładów kompletne i jakie frakcje powstały po przetworzeniu. Tymczasem sprzęt bywa zubożony o najbardziej wartościowe elementy, a część komponentów i surowców wypływa poza oficjalny system.
– Bez realnych danych nie możemy budować założeń długoterminowych – podkreślał Maciej Jaroszuk z Green Office Ecologic. To jedna z wielu diagnoz, jakie wybrzmiały podczas webinaru „20 lat systemu ZSEiE w Polsce. Rzeczywiste przetwarzanie jako fundament jego efektywności” firmy Abrys, na które zaprosiliśmy w ostatnich dniach czerwca br.
Od odpadu do surowca
Jak zatem sprawić, by w centrum tego rozbudowanego procesu znalazły się surowce, a nie dane zaraportowane do BDO? Zdaniem ekspertów, zmiana musi nastąpić na wielu poziomach. Zakłady przetwarzania często wytwarzają z odpadów kolejne odpady, które dopiero wtedy trafiają do właściwego recyklingu, tracąc status odpadu. Zgodnie z prawem, w tym momencie mogą już stać się materiałem do produkcji nowych urządzeń. Problem w tym, że nawet wtedy nie zawsze znajdują odbiorców w Polsce.
– Dzisiaj, kiedy pytamy producentów, ile procent stali z polskich hut wykorzystuje się przy produkcji w Polsce nowych pralek czy lodówek, odpowiedź brzmi: zero. Właściwie cała stal przychodzi spoza Polski, bo nie potrafimy zorganizować strumieni tak, by dostarczać surowce do krajowej produkcji – mówił Witold Chemperek z Polskiej Korporacji Recyklingu. To ważne także w kontekście unijnego rozporządzenia CRMA. Do 2030 r. co najmniej 25% zapotrzebowania UE na surowce krytyczne ma być zaspokajane z recyklingu, a 40% ich przetwarzania ma odbywać się na terenie Wspólnoty.
W powyższym zdaniu kluczowy jest nieodległy termin wejścia w życie nowych regulacji. Biorąc pod uwagę to, jak działają procedury administracyjne w Polsce, przemysł będzie musiał bazować na tych zasobach, które już w Polsce posiadamy. – Dzisiaj zakłady przetwarzania chcące się rozwijać czekają na pozwolenia niezbędne do rozpoczęcia inwestycja kilka lat. A za tych kilka lat może się okazać, że to, co planowałem, nie ma już sensu, bo technologia poszła do przodu. Nie mogę jednak zmienić projektu, bo musiałbym ponownie przejść trwającą w nieskończoność procedurę – mówił Mirosław Baściuk z E-Waste Recycling. Tymczasem bez nowych instalacji i sprawnego rozwijania tych już istniejących osiągnięcie tych celów będzie trudne; zwłaszcza że skład urządzeń i stosowane technologie zmieniają się szybciej niż wydawane są decyzje administracyjne.
Szara strefa ma się dobrze?
Jednocześnie na rynku wciąż działa bardzo wiele przedsiębiorstw z szarej strefy, które za nic mają administracyjne wymogi i procedury. W komentowanym raporcie przywołano dane NIK-u dotyczące 2016 r., według których nielegalny obrót w całej gospodarce odpadami obejmował 7,8 mln ton i rynek o wartości 2,7–3 mld zł. Na sam ZSEE przypadało ok. 200 mln zł, a na zużyte baterie i akumulatory kolejne 40 mln zł. Najczęściej z urządzeń wyjmowane są wcześniej elementy zawierające miedź, aluminium, metale szlachetne i inne łatwe do sprzedania materiały. Do legalnej instalacji trafia później niekompletny sprzęt, z którego usunięto to, co mogłoby sfinansować koszt przetworzenia pozostałych frakcji.
Szara strefa ma jeszcze jedno oblicze: autorzy raportu wprost piszą o fikcyjnym raportowaniu, deklarowaniu procesów, które nie miały miejsca, oraz wyprowadzaniu sprzętu z systemu jako produktu używanego. Jednocześnie kontrolerzy skupiają się przede wszystkim na legalnych zakładach, podczas gdy przepływy poza systemem pozostają trudne do prześledzenia z powodu braku kontroli krzyżowych i integracji danych.
Inne państwa powiązały rozliczenia z fizyczną kontrolą systemu. W Niemczech centralny rejestr Stiftung EAR przypisuje producentom obowiązek odbioru sprzętu z konkretnych lokalizacji, a przed wprowadzeniem urządzeń na rynek wymagane jest zabezpieczenie finansowe. We Francji trwają prace nad cyfrowymi paszportami produktów i identyfikatorami pozwalającymi zakładowi sprawdzić skład materiałowy urządzenia.
Belgijski system Recupel wykorzystuje fizyczne testy wsadowe: określona partia sprzętu jest przetwarzana, a każda uzyskana frakcja ważona i porównywana z deklaracją. Rozbieżność może oznaczać utratę certyfikacji i kontraktu. We Włoszech system RENTRI łączy elektroniczne dokumenty, rejestry pojazdów i GPS, ograniczając ryzyko „znikania” transportów z oficjalnej dokumentacji.
Technologia potrzebuje skali i czasu
Jakie perspektywy na dalszy rozwój ma polski rynek przetwarzania ZSEE? Na razie obserwujemy jego konsolidację. W ostatnich latach liczba zakładów przetwarzania spadła z ok. 170 do ok. 115, ale według autorów raportu jedynie ok. 20 prowadzi stabilną działalność na pełną skalę. Jednocześnie technologie odzysku metali krytycznych i innych surowców wymagają dużych, przewidywalnych strumieni oraz wieloletnich inwestycji.
Według uczestników niedawnego panelu dyskusyjnego potrzebne są więc szybsze ścieżki administracyjne dla inwestycji o strategicznym znaczeniu. System finansowania powinien premiować jakość przetwarzania, poziom odzysku i czystość uzyskiwanych frakcji, a nie wyłącznie najniższy koszt rozliczenia kolejnej tony sprzętu. Bez tego nowoczesne zakłady będą przegrywać z podmiotami ograniczającymi się do najprostszych i najtańszych operacji.
Równie ważne jest jednak stworzenie w Polsce rzeczywistego popytu na surowce wtórne. Bez obowiązku lub ekonomicznej zachęty do wykorzystywania odzyskanej stali, aluminium, miedzi czy polimerów nawet najlepiej wyposażony zakład pozostanie jedynie pierwszym ogniwem długiego łańcucha. Polska poniesie koszty zbiórki i przetwarzania, ale wartość odzyskanych materiałów, miejsca pracy oraz kompetencje związane z ich ponownym wykorzystaniem będą powstawały gdzie indziej.
W efekcie zamiast zamykać obieg surowców w kraju lub przynajmniej w Europie, nadal eksportujemy materiały, których za chwilę ponownie potrzebuje nasz przemysł. – Wysyłamy je do Chin, by z powrotem te same surowce importować; to zupełnie bez sensu – podsumował Mirosław Baściuk z E-Waste Recycling.
Kamil Paczek