Jeden z powiatowych naczelników ochrony środowiska stwierdził, że nie ma ustawowego obowiązku wykonywania programu gospodarki ściekowej oraz, że nikt go do wydawania pieniędzy na coś takiego nie zmusi. Może osoby podważające zasadność wykonywania szczegółowych programów ochrony wód zajęłyby się problemami uściśleń definicji i programami bez odsyłania problemu ad Kalendas Graecas, bo tak im wygodnie.

Pojawia się coraz więcej ogłoszeń przetargów publicznych na wykonanie ustawowych programów ochrony środowiska. W grudniu ub.r. ukazały się ministerialne wytyczne w tej sprawie. Wszystko powinno być jasne, ale nie jest. Szczególnie w dziedzinie najbardziej zabagnionej, czyli w ochronie wód. Z dużym niepokojem obserwuję rozstrzyganie przetargów bez najmniejszego uzasadnienia merytorycznego. W moim rozumieniu „merytoryczne uzasadnienie” oznacza wybór zespołu, który jest w stanie wykonać potrzebny program. Niestety mam obawy, że większość opracowań, to kilkadziesiąt stron zadrukowanego papieru oprawionego dla ozdoby kolejnej półki w urzędzie. Wyboru oferty dokonuje urzędowy ekspert od ważności papierów i nikt go nie będzie pouczał, co to jest ochrona środowiska. Nawet jego kolega, który pracuje obok w biurze.
W końcu 2002 r., podczas drugiego etapu przetargu na projekt i budowę oczyszczalni miejsko-gminnej, wybrano ofertę, w której nie przewiduje się stacji zlewnej ścieków dowożonych, co w konsekwencji nie zabezpiecza realizacji ustawowego obowiąz...