W praktyce freeriding oznacza brak rejestracji w Bazie danych o odpadach (BDO), niewnoszenie wymaganych opłat oraz niewypełnianie obowiązków związanych z finansowaniem zbiórki i przetwarzania zużytego sprzętu, prowadzeniem publicznych kampanii edukacyjnych czy składaniem sprawozdań. Efektem jest nie tylko uszczuplenie środków przeznaczonych na funkcjonowanie systemu, lecz także poważne zaburzenie zasad uczciwej konkurencji. Podmioty działające zgodnie z prawem ponoszą bowiem koszty, których unikają ich nieuczciwi konkurenci.

Problem platform internetowych

Największym źródłem problemu są obecnie platformy e-commerce. Znaczna część freeriderów to zagraniczni sprzedawcy, oferujący swoje produkty za pośrednictwem popularnych platform internetowych. Szczególnie widoczny jest napływ tanich produktów sprzedawanych przez przedsiębiorców zarejestrowanych w Chinach, którzy często nie realizują obowiązków wynikających z przepisów rozszerzonej odpowiedzialności producenta (Extended Producer Responsibility – EPR), obowiązujących w państwach członkowskich Unii Europejskiej.

Konsekwencje odczuwają przede wszystkim przedsiębiorcy legalnie działający w Polsce. Finansują oni system zbiórki i recyklingu elektroodpadów, podczas gdy część konkurencji funkcjonuje poza systemem, uzyskując dzięki temu przewagę kosztową.

Jednym z najczęściej dyskutowanych obecnie na poziomie Unii Europejskiej rozwiązań jest objęcie odpowiedzialnością samych operatorów platform internetowych. Zgodnie z proponowanymi rozwiązaniami, marketplace ponosiłby odpowiedzialność za realizację obowiązków producenta w sytuacji, gdy sprzedawca spoza Unii Europejskiej nie dopełnił wymaganych formalności. Wydaje się, że tylko takie rozwiązanie pozwoli skutecznie objąć kontrolą rzeczywisty strumień produktów trafiających na rynek oraz zapewnić rzetelną sprawozdawczość.

Nie tylko handel internetowy

Z mojego doświadczenia wynika, że zjawisko freeridingu nie ogranicza się wyłącznie do sprzedaży internetowej. Coraz częściej dotyczy ono również:

  • podmiotów wprowadzających na rynek panele fotowoltaiczne,
  • producentów i importerów mniej typowych urządzeń elektrycznych, takich jak automaty vendingowe, kwiatomaty czy urządzenia do wydawania napojów.

Szczególnie istotnym problemem pozostaje wspomniany rynek paneli fotowoltaicznych. Nawet duzi międzynarodowi producenci często nie wykonują obowiązków wynikających z przepisów, zwłaszcza gdy nie posiadają osobowości prawnej w Polsce. Obecnie brakuje skutecznych mechanizmów umożliwiających kontrolę tego strumienia produktów.

Dodatkową trudność stanowi model realizacji inwestycji wielkoskalowych. Często powoływane są spółki celowe powstające wyłącznie na potrzeby budowy instalacji fotowoltaicznej; po jej zakończeniu prawa do inwestycji przenoszone są na kolejne podmioty. W efekcie identyfikacja rzeczywistego wprowadzającego sprzęt staje się niezwykle utrudniona. Z tego względu zasadne wydaje się objęcie każdej wielkoskalowej inwestycji kontrolą Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska pod kątem realizacji obowiązków wynikających z przepisów dotyczących ZSEE.

Pozorowana zgodność z przepisami

Kolejnym przejawem tego samego zjawiska są tzw. pozorowane rejestracje. Część przedsiębiorców formalnie rejestruje się w BDO, a nawet zawiera umowę z organizacją odzysku sprzętu elektrycznego i elektronicznego, jednak deklaruje ilości sprzętu wprowadzanego na rynek na poziomie dalece odbiegającym od rzeczywistości.

Organizacje odzysku mają bardzo ograniczone możliwości weryfikacji takich deklaracji. Liczba obsługiwanych podmiotów liczona jest w tysiącach, a bez dostępu do danych sprzedażowych skuteczna kontrola pozostaje praktycznie niemożliwa.

Również większe przedsiębiorstwa mogą próbować obchodzić system poprzez nierzetelną sprawozdawczość. W niektórych państwach europejskich organizacje odzysku są zobowiązane do prowadzenia audytów swoich klientów i weryfikowania deklarowanych ilości wprowadzanego sprzętu. Ustanowienie podobnego obowiązku w Polsce niewątpliwie zwiększyłoby skuteczność systemu, choć jednocześnie oznaczałoby wzrost kosztów funkcjonowania organizacji odzysku, a w konsekwencji również kosztów ponoszonych przez przedsiębiorców.

Skala problemu w Europie

Freeriding nie jest wyłącznie polskim problemem. Jak podają Eunomia oraz WEEE Forum, zjawisko to powoduje straty liczone w dziesiątkach, a nawet setkach milionów euro rocznie dla legalnie funkcjonujących systemów zbiórki i recyklingu.

Najważniejsze dane pokazują skalę zjawiska:

  • szacuje się, że od 5 do 10% sprzętu elektrycznego i elektronicznego sprzedawanego za pośrednictwem platform internetowych w Europie nie jest objęte systemem EPR,
  • oznacza to od 460 000 do 920 000 ton sprzętu rocznie wprowadzanego na rynek poza systemem,
  • skala problemu zależy od rodzaju produktu – w przypadku zegarków sportowych i urządzeń fitness jedynie około 12% produktów jest prawidłowo zarejestrowanych, natomiast aż 88% może pochodzić od freeriderów. Dla dużego AGD udział nielegalnej sprzedaży szacowany jest na około 8%.

Kierunek zmian w Unii Europejskiej

Komisja Europejska podejmuje działania zmierzające do zasklepienia luk prawnych wykorzystywanych przez freeriderów. Jednym z kluczowych elementów przygotowywanej reformy dyrektywy WEEE jest przeniesienie odpowiedzialności za realizację obowiązków producenta na operatorów platform marketplace, jeżeli sprzedawca z państwa trzeciego nie wywiąże się z tych obowiązków. Jest to rozwiązanie oparte na zasadzie odpowiedzialności subsydiarnej.

Niektóre państwa członkowskie wdrożyły podobne rozwiązania jeszcze przed zmianą prawa unijnego.

W Niemczech, w ramach systemu Stiftung EAR, platformy takie jak Amazon automatycznie blokują możliwość sprzedaży przedsiębiorcom, którzy nie przedstawią ważnego numeru rejestracyjnego WEEE oraz numeru dotyczącego baterii. W określonych przypadkach platforma pobiera opłaty recyklingowe i odprowadza je w imieniu sprzedawcy.

Jeszcze dalej poszła Francja, której system należy obecnie do najbardziej rozwiniętych w Europie. Opiera się on na przepisach ustawy AGEC (Loi Anti-Gaspillage pour une Économie Circulaire) oraz czterech podstawowych filarach:

  • obowiązkowym unikalnym numerze identyfikacyjnym (UIN) dla poszczególnych strumieni produktów,
  • prawnej odpowiedzialności platform marketplace,
  • jednym z najszerszych w Europie systemów EPR, obejmującym aż 22 grupy produktowe,
  • rozbudowanym systemie sankcji oraz ekomodulacji opłat.

Mocne i słabe strony polskiego systemu

Na tle rozwiązań europejskich polski system BDO stanowi niezwykle ważne narzędzie kontroli rynku. Jego potencjał nie jest jednak w pełni wykorzystywany. Podstawowymi problemami pozostają ograniczony dostęp do danych oraz czasochłonność weryfikacji poszczególnych przedsiębiorców. Dodatkowym utrudnieniem jest obecny sposób numeracji wpisów do BDO. W przeszłości numery rejestrowe GIOŚ zawierały oznaczenia wskazujące rodzaj prowadzonej działalności. Przykładowo dla numeru E0001234ZW litera „Z” oznaczała zbierającego, a litera „W” wprowadzającego sprzęt. Obecne dziewięciocyfrowe numery nie przekazują żadnej informacji o zakresie wpisu, co utrudnia szybką weryfikację przedsiębiorców.

Coraz więcej platform sprzedażowych wymaga od sprzedawców podania numeru BDO, wzorując się na rozwiązaniach funkcjonujących już w innych państwach europejskich. Nadal jednak procedura rejestracji zagranicznych przedsiębiorców pozostaje nieefektywna. W wielu przypadkach wymaga ona przesyłania dokumentów za pośrednictwem ePUAP, a następnie ręcznego wprowadzania danych przez pracowników urzędów marszałkowskich, co generuje znaczne obciążenie administracyjne i wydłuża proces rejestracji.

Jednym z możliwych usprawnień byłoby rozszerzenie instytucji autoryzowanego przedstawiciela na kolejne strumienie produktów, w szczególności baterie i opakowania. Rozwiązanie takie funkcjonuje już w przypadku sprzętu elektrycznego i elektronicznego, co znacząco ułatwia wykonywanie obowiązków przez zagranicznych przedsiębiorców.

Istotnym krokiem będzie również wejście w życie nowych obowiązków wynikających z rozporządzenia PPWR oraz Aktu o Usługach Cyfrowych. Do 12 sierpnia 2026 r. wszystkie platformy marketplace działające w Polsce będą zobowiązane do weryfikacji numerów BDO/EPR każdego sprzedawcy. Brak prawidłowego numeru będzie skutkował automatyczną blokadą możliwości sprzedaży.

Jak uszczelnić rynek?

Freeriding stanowi obecnie jedno z największych zagrożeń dla skutecznego funkcjonowania systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta. Zjawisko to nie tylko ogranicza finansowanie systemu gospodarowania elektroodpadami, ale również prowadzi do poważnych zakłóceń konkurencji i osłabia pozycję przedsiębiorców działających zgodnie z prawem.

Doświadczenia państw takich jak Niemcy czy Francja pokazują, że skuteczna walka z tym zjawiskiem wymaga połączenia kilku elementów: większej odpowiedzialności platform internetowych, sprawniejszych narzędzi weryfikacji, skuteczniejszych mechanizmów kontrolnych oraz cyfrowych rozwiązań umożliwiających identyfikację rzeczywistego strumienia produktów trafiających na rynek. W tym kierunku zmierzają również planowane reformy prawa unijnego. Dla Polski będzie to szansa na uszczelnienie systemu EPR i stworzenie równiejszych warunków konkurencji dla wszystkich uczestników rynku.

Mirosław Baściuk

dyrektor zarządzający w E-Waste Recycling Organizacji Odzysku Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego