Wyobraźmy sobie na moment alternatywną rzeczywistość. Imaginarium pod tytułem: „Świat bez recyklingu elektroodpadów”. Nie chodzi o science fiction, ale o symulację czegoś, co może wydarzyć się szybciej, niż sądzimy. W rolach głównych: my wszyscy oraz sprzęty, które codziennie trzymamy w rękach, nosimy w kieszeniach i zostawiamy w szufladach.

Rok 2025 dobiegł końca. Branża recyklingu zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego (ZSEE) podsumowała go bez większych złudzeń. Wnioski? Brutalnie proste: to coraz mniej się opłaca.

Sprzęt trafiający do zakładów przetwarzania produkowany jest z materiałów coraz gorszej jakości. Plastik wypiera metale, surowce odzyskiwane z urządzeń tracą wartość na niestabilnych rynkach, koszty energii, pracy i logistyki rosną, a dopłaty z systemów rozszerzonej odpowiedzialności producenta nie pokrywają realnych wydatków. W efekcie część firm zaczyna ograniczać działalność; inne po cichu ją zawieszają.

I tak oto dochodzimy do dnia 1 stycznia 2026 r. Chcę Was zabrać w podróż: wciąż wyimaginowaną, choć na pewno nie niemożliwą. W tej opowieści jest to pierwszy dzień, w którym świat budzi się bez recyklingu elektroodpadów. Nie dlatego, że zabrakło technologii, ludzi, maszyn… po prostu: taki biznes przestał się opłacać.

Co może pójść nie tak?

Na pierwszy rzut oka nie widać różnicy, a świat wygląda tak, jak wyglądał wcześniej. Punkty zbiórki działają jeszcze siłą rozpędu. Firmy komunalne odbierają elektrośmieci „jak zawsze”. Konsumenci niczego nie zauważają. Dopiero z końcem pierwszego kwartału zaczyna coś zgrzytać. I to dosłownie – w magazynach przepełnionych zużytym sprzętem, który nie ma dokąd jechać.

W tle branża elektroniczna zaczyna mówić półgłosem o „przejściowych trudnościach”. Media podchwytują temat, a chwilę później w dyskursie publicznym pojawiają się liczby.

W 2025 r. ludzkość wytworzyła rekordowe 62 miliony ton elektroodpadów¹. To o 82% więcej niż dekadę wcześniej. Każdego dnia powstaje więc ponad 169 tysięcy ton zużytej elektroniki; prawie 2 tony co sekundę.

Gdyby zebrać te odpady w jednym miejscu, ich objętość wyniosłaby około 41 milionów metrów sześciennych (przy średniej gęstości 1,5 t/m³). To niemal tyle samo co objętość Mount Everestu. Gdybyśmy z kolei rozrzucili tę masę równomiernie na powierzchni Manhattanu (59 km²), powstałaby warstwa o grubości około 70 cm. Innymi słowy: w ciągu półtora roku moglibyśmy przykryć Nowy Jork metrową warstwą zużytej elektroniki. Choć brzmi to jak science fiction, jest to wyłącznie chłodna matematyka.

Kopalnia surowców

Problem nie kończy się na objętości. W elektroodpadach każdego roku marnujemy surowce warte dziesiątki miliardów dolarów². Znajdują się w nich m.in.:

  • 320 ton złota,
  • 7500 ton srebra,
  • 1,2 miliona ton miedzi,
  • ogromne ilości litu, kobaltu, palladu, aluminium i stali.

Bez recyklingu te materiały nie wracają do obiegu. Zamiast tego sięgamy po zasoby pierwotne – coraz trudniejsze i droższe w wydobyciu.

Warto wiedzieć, że sama branża elektroniki użytkowej – czyli smartfony, laptopy, komputery, tablety i akcesoria – zużywa rocznie:

  • około 10% światowego wydobycia złota,
  • około 7–8% srebra,
  • ponad 15% miedzi,
  • ponad 25% kobaltu,
  • około 30% litu.

W jednym smartfonie znajduje się średnio 0,034 grama złota, 0,34 grama srebra, 15 gramów miedzi, a także śladowe ilości litu, palladu i kobaltu3. Pomnożone przez miliardy urządzeń produkowanych każdego roku daje to ogromne zużycie surowców. Niestety ponad 80% z nich nie wraca do obiegu, bo tylko 17,4% elektroodpadów jest dziś efektywnie przetwarzanych4.

To rodzi pytanie: na ile lat jeszcze wystarczy nam surowców, jeśli recykling naprawdę stanie? Według danych US Geological Survey5:

  • lit może się wyczerpać w ciągu 15–20 lat,
  • srebro do 2045 roku,
  • cynk i ołów w ciągu 30 lat,
  • miedź w ciągu 40–50 lat,
  • złoża złota i palladu stają się coraz mniej opłacalne do wydobycia już teraz.

Wybór należy do nas

Brak recyklingu nie tylko przyspiesza zużycie tych zasobów, ale też zwiększa nasze uzależnienie od państw posiadających ich największe złoża. W efekcie rośnie ryzyko geopolityczne, destabilizują się łańcuchy dostaw, a ceny produktów końcowych idą w górę.

Dla przeciętnego konsumenta skutki mogą wydawać się mniej spektakularne, ale będą odczuwalne: droższe smartfony, dłuższe oczekiwanie na baterie i części zamienne, mniejsza dostępność nowych technologii. W dłuższej perspektywie oznacza to powrót do rzeczywistości, w której z naszych urządzeń nie odzyskujemy surowców, a elektrośmieci zalegają w piwnicach, garażach i, niestety, w lasach.

Paradoksalnie, wiemy dokładnie, co należy robić. Wiemy, że recykling elektroodpadów jest konieczny – dla środowiska, gospodarki i bezpieczeństwa surowcowego. Nie potrafimy jednak znaleźć uzasadnienia ekonomicznego. Dzisiejszy system finansowania opiera się na kruchych fundamentach: zbyt niskich opłatach, słabych regulacjach i braku realnych zachęt.

Trudny rok 2026 może pozostać ostrzeżeniem, że system wymaga naprawy, ale równie dobrze może być początkiem trendu, którego skutki odczujemy przez pokolenia.

Wybór wciąż należy do nas. Pytanie tylko, czy naprawdę jesteśmy gotowi go podjąć.

Bartosz Kubicki

właściciel spółki Elektrorecykling

Źródła

  1. Global E-Waste Monitor 2024, UNU & ITU, https://globalewaste.org (dostęp: 29.12.2025).
  2. WEEE Forum, Electronics Waste: The Hidden Value. 2023.
  3. Fairphone & Apple Environmental Progress Reports. 2023–2024.
  4. OECD, Global Material Resources Outlook to 2060; EC – Critical Raw Materials and the Circular Economy. 2019.
  5. US Geological Survey: Mineral Commodity Summaries 2025, https://www.usgs.gov (dostęp: 29.12.2025).