Uff, jak gorąco…
Naprawdę nie chciałem o tym pisać. Od początku lat 90. ubiegłego wieku zajmuję się polityką klimatyczną i czasami mam ochotę wypowiedzieć się na inny temat niż ochrona klimatu czy adaptacja do skutków jego zmiany. No ale nie da się.
Jest tyle ważnych tematów. Dezinformacja. Program „Czyste powietrze”. Kwestia systemu kaucyjnego. Plany ogólne, które powinny przygotować gminy. Każdy z tych tematów jest ważny z punktu widzenia samorządów lokalnych. Czy naprawdę zawsze muszę pisać o polityce klimatycznej?
Zaważyły dwa wydarzenia
Do zmiany decyzji zmotywowały mnie dwa wydarzenia. Przetaczająca się przez Polskę pod koniec czerwca fala upałów spowodowała, że dziennikarze znów zaczęli do mnie dzwonić z pytaniem, czy jest ona skutkiem spowodowanej przez człowieka zmiany klimatu. Choć staram się cierpliwie odpowiadać, to pytanie to irytuje mnie podobnie do tego, które pada, gdy w zimie spadnie śnieg: czy śnieg i mróz tej zimy świadczą, że problem globalnego ocieplenia już nie istnieje.
Drugim powodem – chyba jednak ważniejszym – był udział w niezwykle ciekawym wydarzeniu: konferencji „Miasta w adaptacji do zmian klimatu”, zorganizowanej przez Polskie Zrzeszenie Inżynierów i Techników Sanitarnych w Toruniu. Przez dwa dni niemal stu uczestników reprezentujących kilkadziesiąt miast i gmin, ośrodków naukowych i firm dyskutowało nad tym, jak skutecznie wspierać odporność miast na skutki zmiany klimatu. Niezwykle interesujące były także przykłady maladaptacji – czyli działań podejmowanych często w dobrej wierze jako te, które mają adaptować miasta do skutków zmiany klimatu, a których efekt jest odwrotny od zamierzonego – zwiększają zagrożenia i ryzyko strat. Próbowaliśmy nawet nazwać te błędy. To już nie tylko betonoza, ale też m.in.: doniczkoza – wprowadzanie roślin w donicach na betonowane place w miejsce wyciętych wcześniej drzew i zabetonowanych terenów biologicznie czynnych; fontannoza – budowa na tych zabetonowanych placach fontann; parkoza – dewastacja terenów zieleni nieuporządkowanej, aby wprowadzić tam betonowe alejki i stworzyć uregulowany park. To tylko niektóre przykłady. Potrzebujemy ich – nie dlatego, aby kogoś piętnować lub krytykować, ale abyśmy wszyscy mogli uczyć się na błędach i wyciągać z nich wnioski.
Konferencja napełniła mnie optymizmem i nadzieją. Spotkałem na niej pełne entuzjazmu i głębokiej wiedzy osoby pracujące w samorządach lokalnych. Urzędników dostrzegających potrzebę wdrażania działań adaptacyjnych. To sytuacja zupełnie inna niż kilka lata temu. Wówczas dominował denializm klimatyczny, negowanie roli człowieka i przekonanie, że żadne działania nie są potrzebne.
Problem małych i średnich miast
Nie oznacza to jednak, że jest wspaniale. Miasta – przede wszystkim te mniejsze i średniej wielkości – mają bardzo wiele problemów i barier, które utrudniają lub wręcz uniemożliwiają budowanie odporności na zmiany klimatu. To brak środków finansowych na tego typu inwestycje i niedostosowanie procedur programów wsparcia do realiów małych miast. To bariery instytucjonalne – w mniejszych miastach po prostu brakuje pracowników, którzy mogliby zająć się tym zagadnieniem. Muszą bowiem realizować działania wynikające z obowiązków własnych gmin. To niski kapitał społeczny – brak presji ze strony mieszkańców lub lokalnych organizacji pozarządowych, domagających się od władz zwiększenia odporności na skutki zmiany klimatu. To wreszcie niski kapitał intelektualny, rozumiany jako brak dostępu do naukowców i ekspertów, którzy mogliby wesprzeć samorząd przy opracowywaniu planów adaptacji i późniejszym ich wdrażaniu. W efekcie przygotowanie obowiązkowych planów adaptacji zlecane jest firmom zewnętrznym, które produkują je nieraz w hurtowych ilościach, bez troski o ich jakość i realną możliwość ich wdrożenia.
Pomimo tych problemów wydaje się, że sprawy idą w pożądanym kierunku – coraz rzadziej padają pytania, czy zmiana klimatu jest spowodowana przez człowieka, czy warto podejmować działania na rzecz jej powstrzymania i adaptowania się do jej skutków. Coraz większa jest także świadomość, że adaptacja do skutków zmiany klimatu to nie projekt czy inwestycja. To proces. Proces, który, jeśli zaangażujemy w niego mieszkańców i ekspertów, może nie tylko poprawić bezpieczeństwo, ale także służyć zwiększeniu atrakcyjności miast i podnosić dobrostan jego mieszkańców.
Aha – i na koniec. Tak, fala gorąca, jaka przeszła nad Polską, jest skutkiem spowodowanej przez człowieka zmiany klimatu (udowodnili to m.in. naukowcy World Weather Attribution). I nie – śnieg i mróz, z jakim mieliśmy do czynienia tej zimy, nie odwołują zmiany klimatu.
prof. dr hab. Zbigniew Karaczun
Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego