Czy każda „zielona” inwestycja w mieście rzeczywiście służy przyrodzie? Często za językiem ekologii i klimatycznej odpowiedzialności kryją się działania o ograniczonym znaczeniu środowiskowym. Gdzie zatem kończy się realna polityka zieleni, a zaczyna greenwashing?
MP3Posłuchaj tego artykułu
Wykup subskrypcję, aby odsłuchać artykuł w formacie audio.
Greenwashing to zjawisko polegające na tworzeniu wizerunku działań jako proekologicznych, mimo że ich rzeczywisty wpływ na środowisko jest znikomy, powierzchowny albo wręcz sprzeczny z deklarowanymi celami. Sam termin powstał w latach 80. XX wieku i był początkowo używany w odniesieniu do branży hotelarskiej oraz turystycznej. Opisywał praktykę zachęcania gości do „ekologicznych” zachowań, takich jak ponowne używanie ręczników w imię ochrony środowiska, podczas gdy zasadniczy model działalności obiektu pozostawał niezmieniony i generował znaczące obciążenia środowiskowe. Mimo iż termin ten powstał w kontekście marketingu korporacyjnego, z czasem pojęcie zaczęło funkcjonować szerzej – jako określenie strategii komunikacyjnej polegającej na budowaniu proekologicznego wizerunku bez realnej, systemowej zmiany sposobu działania. Niestety, zaczęło działać również w odniesieniu do polityk publicznych, w tym do działań samorządów.
W kontekście miejskim greenwashing nie polega wyłącznie na manipulacji komunikacyjnej. To raczej strukturalny problem rozbieżności między narracją o „zielonym mieście” a rzeczywistą praktyką planowania przestrzennego, inwestycji i utrzymania terenów zieleni. O ile w sektorze prywatnym greenwashing służy sprzedaży produktu, o tyle w administracji publicznej jego funkcją jest często legitymizacja decyzji, które w istocie osłabiają lokalne ekosystemy.
Zieleń jako dekoracja
Jednym z podstawowych mechanizmów greenwashingu w ziel...
Wykup dostęp do płatnych treści Portalu Komunalnego!
Chcesz mieć dostęp do materiałów Portalu Komunalnego Plus?