Energetykę polską w 2022 roku zdominowało kilka kluczowych haseł: ciągłość dostaw paliwa, wzrost cen, niezależność i stabilność systemu przesyłowego. Wciąż pozostają, oczywiście, aktualne wszelkie aspekty związane z osiąganiem celów klimatycznych i zmniejszaniem emisji z energetyki. Jednak trwająca wojna w Ukrainie przesunęła akcenty w publicznej dyskusji przede wszystkim na to, jak uniezależnić system energetyczny od innych państw.
Zmiany w bioróżnorodności w miastach związane są nie tylko z modyfikacjami w formach zagospodarowania przestrzeni miejskiej czy sposobu jej wykorzystania, ale również ze zmianami klimatycznymi. Odpowiednie rozpoznawanie zmian oraz zagrożeń z nich wynikających jest bardzo istotne ze względu na konieczność podejmowania właściwych działań adaptacyjnych, których efektywne wykonanie czasem wymaga wielu lat. Często zmiany te są trudne do uchwycenia w początkowej fazie, dlatego z pomocą może przyjść ich monitorowanie z wykorzystaniem satelitów z czujnikami spektralnymi.
Trudno znaleźć samorząd, który nie ma albo nie planuje inwestycji w fotowoltaikę. Chociaż nie jest to panaceum na problemy energetyczne czy finansowe lokalnych władz, stanowi ważny segment ich dochodów, przyszłej niezależności energetycznej i prawdziwej ekologii. I pewnie dlatego samorządowcy, patrząc na fotowoltaikę w okularach przeciwsłonecznych, dostrzegając jej słabe strony i widząc mocne, wpisują ją masowo do miejscowych strategii rozwoju.
W roku 1928 w japońskiej Okayamie urodził się dr Akira Miyawaki, botanik, który w latach 70. opracował na Yokohama National Uniwersity metodę ponownego zalesiania zdegradowanych przestrzeni miejskich. Koncepcja lasów Miyawakiego, zwanych również kieszonkowymi lub szybko rosnącymi, zyskuje na popularności na całym świecie, zwłaszcza w Azji. Obecnie, w dobie zmian klimatycznych, warto przyjrzeć się tej metodzie.
Nie zabrakło paliw, miasta polskie nie poznały, co to blackout, kaloryfery nie przestały grzać, uchodźcy nie okazali się balastem, który rozsadził polską politykę społeczną, nie stanęły inwestycje – słowem: nie spełniły się czarne scenariusze, których obawialiśmy się najbardziej w chwili rosyjskiej agresji na Ukrainę. Ale to wcale nie oznacza, że przez skutki konfliktu przebrnęliśmy „suchą stopą”.











