Czy nowe Prawo wodne dyskryminuje polskich producentów urządzeń pomiarowych? Tak twierdzą dziennikarze Superwizjera TVN. Przeprowadzili oni śledztwo w sprawie przepisu, który w niejasnych okolicznościach pojawił się w ustawie.

Nowa ustawa o Prawie wodnym weszła w życie 1 stycznia 2018. Powstawała w szybkim tempie i resort nie ukrywa, że będzie wymagała „wyczyszczenia”, czyli nowelizacji. Ale czy prawo nadąży za rynkiem?

Dziennikarze twierdzą, że artykułu 36 nie było w pierwotnej wersji ustawy Prawo wodne i nie wiadomo, kto i kiedy go wpisał. Zgodnie z tym przepisem Wody Polskie mają wyposażyć podmioty zobowiązane do ponoszenia opłaty za usługi wodne w „przyrządy pomiarowe umożliwiające pomiar ilości pobranych wód lub pomiar ilości i temperatury odprowadzanych ścieków”. Powinno to nastąpić do końca 2020 r., czyli w ciągu trzech lat od wejścia ustawy w życie.

Producent kontra Wody Polskie

Producent takich urządzeń, Andrzej Kloska, twierdzi, że ten przepis dyskryminuje polskich wytwórców. W rozmowie z „Superwizjerem” wyjaśniał, że zgodnie z nowymi przepisami polscy producenci muszą uzyskać certyfikat z Głównego Urzędu Miar, a ponieważ na razie nie ma gotowych standardów, to nie ma też certyfikatów. Jego zdaniem korzystają na tym zagraniczni wytwórcy, którzy mogą sprzedawać w Polsce swoje urządzenia, bo posiadają równoważne certyfikaty pochodzące z krajów unijnych.

Zobacz materiał Superwizjera TVN Przepis w ustawie, który może kosztować miliardy. „Ktoś go sobie wpisał, by osiągnąć korzyści”:

Zdaniem Kloski, zanim polskie firmy uzyskają certyfikaty, nasz rynek zostanie opanowany przez urządzenia zachodniej produkcji. Przedsiębiorca mówi, że wpisu do ustawy dokonano w ostatnim momencie i zrobił to ktoś z Wód Polskich.

Program z udziałem Kloski wyemitowano w sobotę. Wody Polskie już odpowiedziały na zarzuty postawione przez dziennikarzy i producenta urządzeń. Zapewniają, że jeszcze nie podjęto żadnych działań zmierzających do wyboru dostawcy urządzeń do pomiaru odprowadzanych ścieków.

Wody Polskie uspokajają

W oświadczeniu opublikowanym przez Wody Polskie napisano: „Przyrządy, o których mowa podlegają prawnej kontroli metrologicznej w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 11 maja 2001 r. – Prawo o miarach. Oznacza to, że będą one spełniały kryteria określone w akcie wykonawczym wydawanym na podstawie przepisu ww. ustawy. Przyrządy te będą musiały uzyskać certyfikację, która dla podmiotów obowiązanych do ponoszenia opłat za usługi wodne będzie gwarancją ich poprawnego działania”.

„Rozporządzenie w tej sprawie nie zostało jeszcze wydane. Nie znane są więc dane techniczne umożliwiające określenie specyfikacji. Dopiero po wydaniu wspomnianego rozporządzenia Wody Polskie będą mogły ogłosić przetarg na zakup tych przyrządów pomiarowych. Wody Polskie będą zobowiązane do zgłoszenia tego przetargu do Urzędu Publikacji Unii Europejskiej. Każdy z zainteresowanych producentów, który spełni kryteria określone w Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia, będzie mógł przystąpić do tego przetargu. Będzie to zamówienie publiczne, a więc zostanie ono przeprowadzone na podstawie i zgodnie z ustawą – Prawo zamówień publicznych. Zależy nam na tym, by cały ten proces przebiegał transparentnie i na równych zasadach określonych przez prawo” – czytamy dalej w oświadczeniu.

Dziennikarze „Superwizjera” usiłowali ustalić, w którym momencie pojawił się kontrowersyjny artykuł i kto był jego autorem, ale żaden z urzędników i żadne z ministerstw tego nie wyjaśniło. Kto jest autorem zapisu nie wie także Rządowe Centrum Legislacji.

Już kilka dni temu Marek Gróbarczyk, minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej zapowiedział „wyczyszczenie Prawa wodnego”. Dał na to resortowi pół roku. Marek Gróbarczyk nazwał Prawo wodne „dyskusyjnym lub kontrowersyjnym w wielu przypadkach”.

Źródło: Superwizjer TVN, samorząd.pap.pl, Gazeta.pl

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

1 Komentarz

  1. I co, teraz nie da się ustalić, kto to wpisał? Przecież można prześledzić obieg dokumentów. A może historia edycji zmian w wordzie? 😉

Skomentuj