System gospodarki odpadami opakowaniowymi osiągnął już kresu swych możliwości. Ujawniły się zaniedbania, błędy strukturalne i rozmaite sprzeczności interesów. Najwyższy czas zacząć budować coś zupełnie nowego.

Artykuł pochodzi z październikowego wydania „Recyklingu” (10/2015). Pełne wydanie dostępne jest TUTAJ. 

Ustawa o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi miała stanowić lekarstwo na wady i bolączki, obserwowane od kilku lat w zagospodarowaniu odpadów opakowaniowych. Niestety, tak się nie stało; okazało się bowiem, że problemy leżą także gdzie indziej i ich skutki bezpośrednio rzutują na „opakowaniówkę”. Zasupłał się więc węzeł gordyjski, który można już tylko przeciąć.

Oto lista „grzechów głównych”:

  1. Brak standardów selektywnej zbiórki, czyli wydania rozporządzenia na podstawie art. 4a ustawy „czystościowej”. Organizacje skupiające podmioty wprowadzające produkty w opakowaniach na rynek od dawna postulują wprowadzenie tych standardów, podnosząc, że „jaka zbiórka, taka dopłata”. A jeśli pseudosegregacja na frakcje „suchą” i „mokrą” nie zostanie zakazana, to o wyższych poziomach recyklingu odpadów opakowaniowych z gospodarstw domowych nie ma co marzyć. Nie wspominając już o wyższych dopłatach organizacji odzysku.
  2. Brak wymagań dla określonych procesów przetwarzania, czyli wydania rozporządzenia na podstawie art. 33 ust 3 i 4 ustawy o odpadach. Odpady, będące oczywistym źródłem surowca do recyklingu, powinny być przetwarzane w właściwy sposób, w instalacjach legitymujących się odpowiednia jakością, tym bardziej że poszczególne frakcje odpadów wymagają specyficznych procesów przetworzenia, aby uzyskać wysokowartościowy surowiec. Oczekiwanie, że wprowadzający produkty w opakowaniach czy też organizacje odzysku będą finansowały marnotrawstwo surowców i nieefektywne, a nawet szkodliwe procesy przetwarzania, zakrawa na hipokryzję. Prymat technologii MBP nie jest więc powodem do chwały, lecz do wstydu…
  3. Wirtualne wykonywanie obowiązków organizacji odzysku w zakresie zagospodarowania odpadów opakowaniowych z gospodarstw domowych. Wystarczy przypomnieć, że rozporządzenie określające nowy wzór dokumentów potwierdzających recykling zostało wydane z rocznym opóźnieniem, zatem wykonanie obowiązku w zakresie gospodarstw domowych za trzy kwartały 2014 r. było sprawozdawane „na piękne oczy”. A nawet i po ustanowieniu nowego wzoru DPR-ów nikt nie analizuje ich rzetelności.
  4. Brak wiarygodnych informacji, czyli nieweryfikowalne sprawozdania. Pomimo wprowadzenia dodatkowych reżimów sprawozdawczych dla wszystkich uczestników procesu zagospodarowywania odpadów komunalnych, nie wiadomo, ile kosztuje selektywna zbiórka, ile przygotowanie odpadów do recyklingu i odzysku, a ile sam recykling czy odzysk. Wystarczy poczytać analizy stanu zagospodarowania odpadów komunalnych publikowane przez gminy, aby zrozumieć, że to tylko krótkie i lakoniczne raporciki. Byle opublikować.
  5. Ambiwalentność uczestników rynku – każdy dba tylko o swoje. Dla gmin najważniejszy jest jak najniższy koszt ponoszony przez mieszkańca (mieszkaniec = wyborca). Firmy odbierające odpady nie sprawdzają, co zbierają, byleby zebrać i gdzieś zawieźć. Zakłady przetwarzania przetwarzają odpady jak najtaniej i w jak najprostszy sposób. Organizacje odzysku gonią za „kwitami” (często bez pokrycia), aby tylko osiągnąć założone poziomy. A urzędy marszałkowskie ograniczają się do sprawdzenia, czy sprawozdania wpłynęły i czy ich zakres odpowiada wymogom ustawowym.

Owszem, system zagospodarowania odpadów komunalnych, w szczególności opakowaniowych z gospodarstw domowych, jest jednym z najtańszych w Europie. Ale jest też jednym z najmniej skutecznych i nastawionym przede wszystkim na osiąganie poziomów jak najniższym kosztem. Jeśli to, z czym mamy do czynienia dzisiaj, nie zniszczy się samo, to na pewno „polegnie” w starciu z nowymi wymogami Unii Europejskiej czyli gospodarką o obiegu zamkniętym. Wówczas wszystkich czeka szok, rozpacz i zgrzytanie zębami…

Dlatego zmiany muszą nastąpić już teraz, aby stopniowo przygotowywać system zagospodarowania odpadów do nowej polityki surowcowej Unii i uniknąć szoku. Pierwsze koncepcje już się krystalizują – szczegóły wkrótce.

Artykuł pochodzi z październikowego wydania „Recyklingu” (10/2015). Pełne wydanie dostępne jest TUTAJ

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

1 Komentarz

  1. Dziwię, że nie ma więcej takich głosów. Dotyczy to wszelkich grup odpadowych ze strumienia odpadów komunalnych. Najgorsze w tym jest to, że jak przypuszczam firmy odbierające odpady zaniżają celowo sprawozdania do gmin, a te zadowolone z niskich cen przymykają na wszystko oczy. Nie wiem jak długo to potrwa?
    Rewolucja śmieciowa miała spowodować zniechęcenie wyrzucania odpadów do lasów przez właścicieli nieruchomości, ale zdetonowała takie możliwości już przez same firmy. Jak ta sytuacja potrwa dłużej to się okaże, że zaczną wybuchać jakieś bomby ekologiczne z powodu zrzuconych w wyrobiska czy jakieś tam doły ogromnych ilości tych nieewidencjonowanych odpadów. Ministerstwo musi wymusić monitorowanie strumienia odpadów już od śmietnika, a nie jak czytam wywiady z ministrami czy innymi osobami odpowiedzialnymi za gospodarkę odpadami, którzy twierdzą że jest bardzo dobrze bo wszystko idzie ku lepszemu, realizowane są zamówienia publiczne, a na ideał to trzeba poczekać kilka lat.
    Samorządy wydają ogromne pieniądze na różnego rodzaju instalacje, pół biedy jak tylko własne, ale co zrobią jak znajdzie się odpowiedzialny kontroler z Unii i powie sprawdzam? Który burmistrz się utrzyma, kiedy trzeba będzie zwracać dotacje i dodatkowo uiszczać milionowe kary dzienne?
    Te moje strachy to i tak tylko namiastka problemów, które mogą spotkać społeczeństwo w stosunku do tego co się dzieje.
    Życzę wszystkim zdrowia o rozsądku nie wspomnę.

Skomentuj