(21.08.2007) W Radomiu na liściach kasztanowców znów widać ślady działalności szkodników. Ale jest lepiej niż przed rokiem, akcja ratowania drzew daje efekty. Piękne kasztanowce stojące wzdłuż ul. Piłsudskiego mają już pożółkłe liście. Plamy są dziełem szrotówka kasztanowcowiaczka. Szkodnik zaatakował, mimo że drzewa miały założone specjalne lepy.

Miejscy urzędnicy przekonują jednak, że lep swoją rolę spełnił, bo drzewa są w lepszej kondycji niż jeszcze dwa, trzy lata temu o tej porze. Wtedy straciły liście już w lipcu.

Pierwsze motyle szrotówka wylatują na przełomie kwietnia i maja. Na młodych liściach kasztanowców samice składają jaja, z których wylęgają się gąsienice. One właśnie niszczą liście, które szybko brązowieją i opadają. W tym roku miasto przeprowadziło zmasowaną akcję ratowania kasztanowców. Opaski z lepami założono na ponad 400 drzewach rosnących głównie w centrum miasta, w parkach: Kościuszki, Leśniczówce i Starym Ogrodzie, wokół kościoła garnizonowego oraz na ulicach: Beliny-Prażmowskiego, Lubelskiej, Malczewskiego, Piłsudskiego i Waryńskiego. Miasto wydało na lepy 26 tys. zł z Gminnego Funduszu Ochrony Środowiska. Kolejne pieniądze przeznaczono na zakup opasek na kasztanowce rosnące na terenach prywatnych. Właściciele posesji nie musieli płacić za założenie lepów, a jedynie zobowiązać się, że jesienią będą zgrabiać i niszczyć opadłe liście.

Jednak jak przekonują urzędnicy, samo założenie lepów drzew nie uratuje. Skuteczność opasek oceniana jest na 20 proc. Najlepszą metodą walki ze szrotówkiem jest grabienie i niszczenie zaatakowanych przez szkodnika liści, w których zimują poczwarki (w kilogramie suchych liści może ich być ok. 4 tys.).

źródło: Gazeta Wyborcza Radom

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj