Wszystkie sprawozdania z realizacji planów gospodarki odpadami, jakie urzędy marszałkowskie przekazały do Ministerstwa Środowiska, wymagają poprawek. Pojawiły się w nich bowiem dane, które budzą poważne wątpliwości resortu. Z dr inż. Emilią Den Boer z Politechniki Wrocławskiej rozmawia Lech Bojarski z “Przeglądu Komunalnego”.

Emila den Boer
Ze sprawozdania realizacji planu gospodarki odpadami np. dla woj. małopolskiego wynika, że ilość odpadów poddanych procesom odzysku w stosunku do odebranych przekroczyła 92% (dwa lata temu – 14%), a ilość składowanych do odebranych w ciągu dwóch lat zmalała z 86,6% do 18,5%. Czy takie sprawozdanie można uznać za wiarygodne? Czy w ciągu dwóch lat można osiągnąć taki postęp w gospodarce odpadami?

To nie jest fizycznie możliwe. Nie wiem tylko, czy takie wyniki to efekt błędnej interpretacji przez gminy formularzy sprawozdań przekazywanych do urzędu marszałkowskiego, czy niejasnego sposobu formułowania sprawozdań i tego, czego się w nich oczekuje. Obecnie większość instalacji MBP posiada decyzje na odzysk w części mechanicznej, co jednak nie oznacza, że cała masa odpadów jest poddawana odzyskowi, tylko jej niewielka część. W sprawozdaniu nie ma wyraźnego wskazania, że trzeba wykazać, jaka część pozostałości po sortowaniu odpadów została przekazana do składowania. Mamy więc później 100% odzysku i nieważne, że np. 80% z tego pod różnymi kodami i tak trafia potem na składowisko. Tego już w sprawozdaniu się nie ujawnia.
Czyli sprawozdawczość jest zbyt płytka, pokazuje bardzo powierzchowny obraz?

Tak. Niestety, nie zostało uregulowane, w jaki sposób mają przepływać informacje między instalacjami i gminami na temat tego, co dalej dzieje się z odpadami. Uznanie, że odpady, które trafiają do zakładu MBP, są niemal w całości poddawane odzyskowi, jest po prostu błędne. Poza tym taka forma sprawozdawczości podważa zasadność ponoszenia nakładów przez gminy czy przedsiębiorców, którzy pobudowali instalacje i próbują skutecznie wdrażać technologie ograniczania składowania. A tu nagle inni wykazują, że mają jeszcze lepsze efekty, mimo że niewiele w tym zakresie zrobili. Z drugiej strony niektóre gminy w przetargach narzucają przedsiębiorcom spełnienie nierealnych w danych warunkach celów, co w efekcie również prowadzi do zakłamań.

Ministerstwo też mówi wprost, że żadnego z 16 sprawozdań dla poszczególnych województw nie można uznać za wiążące, i wszystkie odsyła do poprawek. Czy taka sprawozdawczość ma więc w ogóle sens?

Nie ma za bardzo sensu i, co gorsza, grozi nam, że pokazując takie sprawozdania, ośmieszymy się przed Europą. Na pewno w Polsce powstało w ostatnim czasie dużo nowych instalacji, ale nadal na składowiska trafia znaczna część odpadów. Obraz ze sprawozdań jest więc totalnie zafałszowany, zupełnie niepotrzebnie podważamy w ten sposób własną wiarygodność.

Często powtarzany zarzut pod adresem sprawozdań jest taki, że po prostu powielają błędy sprawozdań z poszczególnych gmin. Czy tak rzeczywiście jest?

Na pewno na poziomie gminnym popełniane są błędy. Ludzie, którzy tym się zajmują, mają problemy z interpretacją wymaganych informacji, brakuje im też właściwych danych. Tymczasem ten poziom sprawozdawczości jest bardzo ważny. Gmina, która co roku aktualizuje swoje sprawozdanie, musi mieć świadomość, jaki postęp został osiągnięty i w jakim zakresie musi się poprawić. Wciąż brakuje też bazy danych, z której jednoznacznie wynikałoby, co się dzieje z odpadami.

Jakie skutki może mieć taka błędna sprawozdawczość, poza faktem, że najemy się wstydu przed Europą?

Wydaje mi się, że może to doprowadzić do kuriozalnej sytuacji. Pokazując, że u nas odpady na składowiska nie trafiają, trzeba się liczyć z tym, że Unia Europejska może stwierdzić, iż nie ma sensu dofinansowywać kolejnych inwestycji w zakłady zagospodarowania odpadów, skoro problem został już przez nas rozwiązany. Trochę więc sami strzelamy sobie w stopę. Myślę, że w Unii jest świadomość, iż różne państwa różnie podają poziomy recyklingu i odzysku, dlatego dąży się do wprowadzenia wspólnej metodyki wyliczania poziomów, w której nie będzie się brało pod uwagę pozostałości z sortowania, a tylko to, co faktycznie trafia do recyklingu lub odzysku. Czyli będziemy musieli nagle wykazać, że jednak nie jest wcale tak dobrze i z tych 80% odpadów, które rzekomo poddawane są procesowi odzysku, robi się tak naprawdę 20%. Ponadto projekt zmian dyrektywy składowiskowej zakłada, że „od dnia 1 stycznia 2025 r. państwa członkowskie w danym roku nie przyjmują na składowiskach odpadów innych niż niebezpieczne odpadów w ilości przekraczającej 25% łącznej ilości odpadów komunalnych wytworzonych w poprzednim roku”, co jasno wskazuje, że cel ograniczenia składowania nie odnosi się tylko do odpadów z grupy 20.

I okaże się, że król jest nagi… Czy poza tym mogą nam grozić jakieś sankcje lub kary?

Myślę, że wykazując tego typu zupełnie nierealne liczby, narażamy się na bardzo poważne kontrole. Unijni urzędnicy nie są aż tak naiwni, żeby uwierzyć w takie sprawozdania, jakie obecnie powstają.

A jak wygląda sytuacja w innych krajach, jeśli chodzi o sprawozdawczość?

Do tej pory Grecja miała łatkę kraju o takiej kreatywnej sprawozdawczości, ale okazuje się, że my w niczym jej nie ustępujemy. Co prawda, nie tylko my mamy problemy, żeby wykazać prawdziwe wartości, ale w naszym przypadku skala błędu może być znacznie większa niż w innych państwach. Patrząc choćby na dane GUS, trudno powiedzieć, co trafiło do kompostowania, co do MBP, a co i w jakiej formie na składowiska. Trzeba stworzyć jasne definicje, które rodzaje odpadów należy uwzględniać w końcowych bilansach.

Kto powinien więc zabrać się za czyszczenie tego bałaganu?

Na pewno ważna jest tu rola Ministerstwa Środowiska, które powinno wprowadzić jasne przepisy w zakresie sprawozdawczości na poziomie gmin oraz instalacji przetwarzających odpady. Nowe rozporządzenie klasyfikujące procesy MBP jako unieszkodliwianie spowoduje, że w przyszłości raportowany poziom odzysku będzie znacznie niższy, urealniony. Ważna jest również rola urzędów marszałkowskich weryfikujących te dane.

Czy sposoby wyliczania poziomów recyklingu oraz ograniczania masy odpadów komunalnych ulegających biodegradacji na podstawie rozporządzeń Ministra Środowiska też nie powinny być zmienione? Bo małe gminy skarżą się i na to.

Tam też są krzywdzące założenia, zwłaszcza dla gmin wiejskich. Osiągnięcie poziomów recyklingu jest dla nich praktycznie niemożliwe, bo jako podstawę do wyliczeń przyjmuje się średnią ilość odpadów wytwarzanych w województwie na mieszkańca. A wiemy, że w dużych miastach odpadów na głowę mieszkańca przypada znacznie więcej. Czyli małe gminy tak naprawdę muszą wykazać nierealnie wysoki poziom recyklingu.

Czy jesteśmy dziś w stanie powiedzieć, jaki jest obecnie poziom składowania odpadów w Polsce?

W oparciu o dostępne dane ze sprawozdań – nie. Bardziej wierzyłabym danym GUS. Ale nie może być sytuacji, że jedne i drugie dane są różne. Formularze muszą być tak dostosowane, żeby koniec końców z dwóch źródeł płynęły te same informacje.

Źródło: Przegląd Komunalny, 12/2014

 

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

2 Komentarze

Skomentuj