Winobluszcz pięciolistkowy i zaroślowy
Wystarczy przejść się jesienią ulicą dowolnego miasta, żeby zachwycić się czerwienią, którą oblewają się ściany porośnięte winobluszczem. Ozdobny, efektowny, maskujący brzydotę betonu – to obrazek, który większość ludzi zna i podziwia. Za tą estetyczną fasadą kryje się kolejny przybysz z Ameryki Północnej, skutecznie wnikający w naturalne siedliska i korzystający z naszych błędów gospodarki zielenią. A winę tradycyjnie maskuje argument: „przecież on jest taki ładny”, jakby kwestie wizualne mogły anulować konsekwencje ekologiczne.
Winobluszcze pochodzą z Ameryki Północnej, gdzie występują naturalnie od Kanady po południowe stany USA. Do Europy sprowadzono je już w XVIII i XIX w., a w Polsce na szerszą skalę zaczęto sadzić w XIX stuleciu. Ich funkcja była oczywista, czyli szybki wzrost, zdolność pokrywania ścian i ogrodzeń, atrakcyjne przebarwienia jesienią. W miastach chętnie stosowano je na murach klasztornych, ogrodzeniach i ekranach. Z czasem pnącza uciekły spod kontroli – najpierw zdziczały w parkach i przy ogrodzeniach, a dziś znajdujemy je praktycznie wszędzie: na nasypach kolejowych, w lasach (również nadrzecznych) i w dolinach rzek.