Kotły elektrodowe, wielkie pompy, magazyny ciepła, a może konwencjonalne rozwiązania, takie jak biomasa lub nawet gaz ziemny – jaka jest droga do zmniejszenia emisyjności polskiego ciepłownictwa? Wyzwanie jest ambitne, bo Komisja Europejska zapowiada, że do 2040 r. mielibyśmy ograniczyć wszystkie emisje o 90% w porównaniu z 1990 r. Jest też bardzo drogie, bo transformacja ciepłownictwa będzie kosztować setki miliardów złotych.  Ważne pytania o przyszłość polskiego ciepłownictwa padły podczas wrześniowego XXIX Forum Ciepłowników Polskich w Międzyzdrojach. Niektóre z nich dotyczyły nawet sensu stawiania sobie tak ambitnych założeń, a zadawał je nie kto inny jak wiceminister energii, Wojciech Wrochna.  – Przed laty, kiedy Unia Europejska wyznaczała cele klimatyczne, podkreślała, że energia ma być „zielona”, bezpieczna i tania. Jednak ważny jest też czas; nie możemy czekać w nieskończoność na pojawienie się bezemisyjnych technologii, ponieważ europejska gospodarka upadnie – przestrzegał Wrochna. Czy zatem cel 90-procentowej redukcji emisji do 2040 r. jest możliwy? Zdaniem wiceministra, polski rząd przekonał m.in. Włochy i Francję, że nie. 

Tanio nie będzie 

W Polsce odejście od węgla ma nastąpić w 2035 r. Wcześniej, bo w 2030 r., udział OZE w produkcji ciepła ma wynosić 36,7%, natomiast w 2040 r. już 67,6%. Polska transformacja ma przebiegać właśni...

Wykup dostęp do płatnych treści Portalu Komunalnego!

Chcesz mieć dostęp do materiałów Portalu Komunalnego Plus?