Wigilijna opowieść o ptakach i człowieku
W święta Bożego Narodzenia łatwiej niż zwykle dostrzec, że nie jesteśmy w mieście sami. Obok światełek na balkonach i zapachu piernika jest jeszcze inne życie: sikory przy karmniku, kosy w krzewach, jemiołuszki na jarzębach. Wigilijna opowieść o ptakach i człowieku to przypomnienie, że wdzięczność można wyrazić troską o tych, którzy zimą zdani są na naszą wrażliwość.
Wieczór wigilijny ma w sobie ten szczególny półmrok, kiedy śnieg – jeśli się trafi – odbija światło jak biała kartka, a ciepło z kuchni snuje się po domu, pachnąc makiem i suszonymi jabłkami. W takim półmroku nie musimy już nic udowadniać: świat na moment zwalnia, a my odzyskujemy zdolność słuchania. I wtedy słychać je najlepiej – nie triumfalne chóry ani fanfary, lecz delikatne, niemal poufne głosy ptaków. Czasem tylko cichy trzepot skrzydeł, gdy sikora przeskakuje spod okapu na gałąź starej jabłoni; czasem miękki, powtarzalny głos sierpówki dobiegający skądś z daleka; czasem „puk-puk” dzięcioła w topoli, które o tej porze roku brzmi jak dyskretne pukanie do drzwi.