Na suficie hałaśliwie pracują wysłużone jarzeniówki, z „okienka” dolatuje do nozdrzy zapach odgrzewanej zapiekanki, a wokół kłębi się tłok podróżnych czekających na opóźnione pociągi – witamy w dworcowej poczekalni! Co tu robimy? Jak sama nazwa wskazuje: czekamy, bo co też innego nam zostało? Pociąg z napisem „ROP” miał tu być wiele miesięcy temu, a jego przyjazd został po raz pierwszy ogłoszony niemal dokładnie przed rokiem. Już wtedy na dworcu pojawili się pierwsi pasażerowie i słychać było ekscytację jednych oraz niezadowolenie drugich (że skład nie taki, jak należy).

Tymczasem mijają dni, mijają lata, a z głośników nadal wybrzmiewa komunikat, iż „opóźniony pociąg ROP” pojawi się u nas, jak tylko wszyscy zgodzą się co do tego, gdzie tak właściwie chcielibyśmy dojechać. Na razie dyspozycje z centrali są jasne: część pasażerów ma dotrzeć do przystanku końcowego, gdzie czekają na nich prosperity i czyste środowisko. Innych wysadzamy wcześniej, bo nie będą nam już potrzebni. A jeszcze kolejni, co chyba najważniejsze na tym etapie podróży, mogą wysiąść, gdzie chcą; byleby opłacili podróż wszystkim pozostałym.

Ci pierwsi to rzecz jasna samorządowcy, obywatele oraz szeroko pojęta branża gospodarki odpadami (wraz z recyklerami). Ci drudzy to przedstawiciele organizacji odzysku odpadów opakowaniowych, którzy muszą ustąpić miejsca urzędnikom z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Trzeci to ci, którzy sprzedają produkty w opakowaniach. Za każde z nich trzeba będzie wnieść opłatę zasilającą system gospodarki odpadami opakowaniowymi.

Na taki plan podróży wpłynęły jednak skargi. Konkurencyjny do Ministerstwa Klimatu i Środowiska przewoźnik, jakim okazuje się być w tym przypadku Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, ma poważne obawy: przede wszystkim takie, że w opakowaniach sprzedawane są przecież także produkty wprost z polskiego pola, a dodatkowe opłaty mogą obniżyć rentowność takiej działalności. Skarżą się też sami pasażerowie, bo nikt nie lubi przecież przepłacać za podróż, a i wysiadać przed celem swojej podróży przeważnie jest nam nie w smak.

Jakie decyzje zapadną zatem w dyspozytorni? Na razie chyba takie, żeby usiąść wygodnie i czekać. A więc ja też czekam, i czekam, i czekam, a w międzyczasie zachęcam do umilenia sobie oczekiwania lekturą: w miesięczniku „Energia i Recykling” po raz kolejny zebraliśmy głosy najbardziej wpływowych podróżnych z pociągu „ROP”.

Kamil Paczek