Stopień odporności. Czy polskie ciepłownictwo jest gotowe na zagrożenie?
Wojna w Ukrainie i rosyjskie ataki pokazały, jak ważnym elementem bezpieczeństwa państwa jest system ciepłowniczy. Jak przygotować go na zagrożenia w niespokojnych czasach? Właśnie to będzie jednym z głównych tematów dyskusji podczas XXX Forum Ciepłowników Polskich IGCP w Międzyzdrojach, przed którym Kamil Paczek porozmawiał z prezesem zarządu Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie, Jackiem Szymczakiem.
Przez kilka ostatnich lat Rosjanie atakują ukraińskie ciepłownie, sprawiając, że dla mieszkańców Ukrainy zimy są wyjątkowo trudne. Dlaczego wybierają właśnie taki cel?
Wojna w Ukrainie bardzo wyraźnie pokazała znaczenie ciepłownictwa. Przy ujemnych temperaturach łatwiej jest przez pewien czas przetrwać sytuację, w której nie ma energii elektrycznej. Znacznie trudniej funkcjonować wtedy, gdy nie ma możliwości ogrzania się.
Dlatego w Ukrainie Rosja atakuje zarówno ciepłownie, jak i sieci ciepłownicze czy węzły. To dowodzi, że ciepłownictwo systemowe jest dziś jednym z elementów szeroko rozumianego bezpieczeństwa energetycznego.
Ukraina pokazuje to w warunkach wojny. Trzeba jednak pamiętać, że my, jako kraj, który na szczęście nie jest w stanie wojny, również jesteśmy narażeni na ataki – przede wszystkim w sferze cybernetycznej.
Dlatego bardzo ważnym elementem bezpieczeństwa energetycznego jest dziś cyberbezpieczeństwo. Także polskie przedsiębiorstwa ciepłownicze są narażone na tego typu ataki, i to nie tylko ze strony Rosji, ponieważ zagrożenia mogą pochodzić z wielu różnych kierunków.
W Polsce mamy wyjątkowo dobrze rozwinięte ciepłownictwo systemowe. W tym kontekście to dla nas szansa czy zagrożenie?
Z ciepła systemowego korzysta w Polsce około 52% gospodarstw domowych. Z punktu widzenia bezpieczeństwa ogromną zaletą naszego sektora jest jednak jego rozproszenie. Pokazuje to również wojna w Ukrainie, bo znacznie trudniej uszkodzić albo wyeliminować wiele rozproszonych źródeł niż jeden scentralizowany obiekt.
Trzeba też pamiętać, że duża część tych źródeł to elektrociepłownie. W Polsce produkują one około 17–18% energii elektrycznej dostarczanej do systemu elektroenergetycznego.
Podczas tegorocznych Targów PowerConnect w Gdańsku mieliśmy bardzo ciekawy panel z udziałem przedstawicieli Ukrainy. Jako Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie podpisaliśmy tam także ramowe porozumienie o współpracy z naszym ukraińskim odpowiednikiem. Koledzy z Ukrainy wyraźnie wskazywali, że jednym z elementów zwiększania bezpieczeństwa energetycznego jest właśnie rozproszenie źródeł wytwarzania, w tym przypadku ciepła.
To rozproszenie widać w skali zarówno kraju, jak i poszczególnych miast. W Polsce działa około 400 przedsiębiorstw ciepłowniczych posiadających koncesję. Do tego dochodzą źródła bez koncesji, czyli poniżej 5 MW. Według danych KOBiZE może być ich nawet około 9 tys.
Bardzo ważne jest również rozproszenie źródeł wytwarzania w miastach, zwłaszcza jeśli towarzyszy mu odpowiednio zaprojektowana sieć. Jeżeli sieć pracuje w układzie pierścieniowym, wyłączenie jednego źródła nie musi automatycznie oznaczać pozbawienia ciepła wszystkich odbiorców. Przy kilku źródłach można przekierować ciepło z innych kierunków.
Sama sieć jest też dobrym akumulatorem ciepła. Daje to kilka, a czasem nawet kilkanaście godzin na usunięcie awarii lub potencjalnego uszkodzenia. To również niezwykle istotny element bezpieczeństwa.
Ważne jest także to, że w trwającej transformacji przedsiębiorstwa ciepłownicze dążą do dywersyfikacji źródeł wytwarzania i uniezależniania się od jednego paliwa – wcześniej w miksie dominował przecież węgiel. Teraz odchodzimy od niego na rzecz gazu ziemnego i różnych rodzajów odnawialnych źródeł energii, począwszy od biomasy.
Coraz większe znaczenie ma również elektryfikacja ciepłownictwa. W produkcji ciepła coraz większy udział będą miały wielkoskalowe pompy ciepła oraz kotły elektrodowe. To z kolei wymaga budowy magazynów ciepła – zarówno dobowych (pozwalających korzystać z ciepła przez kilkanaście, kilkadziesiąt, a czasem do 72 godzin), jak i sezonowych. Taki magazyn to nie tylko sposób na uelastycznienie pracy systemu ciepłowniczego. Jest to także bardzo ważny element bezpieczeństwa.
Elektryfikacja ciepłownictwa może też stabilizować pracę systemu elektroenergetycznego. Pozwala ograniczać nierynkowe wyłączanie odnawialnych źródeł energii, czyli sytuacje, w których przy silnym wietrze albo dużym nasłonecznieniu pojawia się nadpodaż energii elektrycznej, której system nie jest w stanie przyjąć. Ciepłownictwo może tę energię odebrać i wykorzystać do produkcji ciepła.
W ten sposób, stabilizując system elektroenergetyczny, zwiększamy bezpieczeństwo w zakresie nie tylko dostaw ciepła, ale również produkcji i wykorzystania energii elektrycznej.
Dlatego dobrze, że mamy w Polsce tak rozwinięte ciepłownictwo systemowe – jedno z najbardziej rozwiniętych w Unii Europejskiej. Dobrze również, że działa tak wiele źródeł i przedsiębiorstw oraz że transformacja jest rozumiana jako dywersyfikacja wytwarzania, z dużym naciskiem na lokalne zasoby.
Elektryfikacja i budowa magazynów ciepła będą kosztować ogromnie dużo. Czy w budżetach państwa i samorządów są na to pieniądze?
Na pewno te pieniądze muszą się znaleźć. W projekcie strategii dla ciepłownictwa, przygotowanym przez Ministerstwo Energii, wskazano, że do 2040 r. potrzeba na ten cel co najmniej 240 mld zł. Są też szacunki mówiące, że w perspektywie 2050 r. nakłady na transformację mogą sięgnąć nawet 500 mld zł.
Możemy tu skorzystać z trzech podstawowych źródeł finansowania: są to środki własne przedsiębiorstw, środki pomocowe – krajowe i unijne – oraz finansowanie komercyjne. Problem w tym, że sytuacja finansowa branży nadal nie jest dobra. Urząd Regulacji Energetyki pokazuje wprawdzie, że w 2024 r. rentowność się poprawiła, ale wciąż oscyluje ona w okolicach zera, z niewielkim plusem. Szybki wskaźnik płynności finansowej wynosi 0,57, podczas gdy powinien być na poziomie co najmniej 1,1–1,2.
To oznacza, że sytuacja firm się polepszyła, ale nadal trudno uznać ją za dobrą. Nakłady inwestycyjne wzrosły do prawie 5,5 mld zł rocznie, jednak wskaźnik dekapitalizacji majątku wciąż pozostaje na poziomie około 50%. Jeżeli strategia mówi o 240 mld zł do 2040 r., to rocznie powinniśmy wydawać nie 5,5 mld zł, lecz raczej około 15 mld zł.
Konieczna jest więc głęboka reforma modelu regulacji, która w sposób stabilny poprawi rentowność i płynność finansową przedsiębiorstw. To zwiększyłoby ich bankowalność, czyli zdolność do pozyskiwania finansowania komercyjnego, przede wszystkim kredytów i kapitału na inwestycje.
Jeżeli chodzi o środki pomocowe, bardzo ważnym partnerem jest dla nas Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Istotne są także Krajowy Plan Odbudowy, Fundusz Modernizacyjny czy program FEnIKS. Trzeba jednak zadbać o spójność tych instrumentów.
Przez lata wpływy ze sprzedaży uprawnień do emisji CO₂ nie były kierowane na transformację energetyki, w tym ciepłownictwa. Teraz przepisy się zmieniają, a Komisja Europejska zapowiada rozwiązania zobowiązujące państwa członkowskie do tego, aby co najmniej 50% wpływów ze sprzedaży uprawnień trafiało na transformację. Jako Izba od lat postulujemy jednak, że powinno to być 100%, bo w dłuższej perspektywie po prostu się to opłaca: osiągamy cele klimatyczne i budujemy bezpieczeństwo energetyczne.
Dobrym przykładem jest powołany niedawno Fundusz Transformacji Ciepłownictwa z budżetem 3 mld zł. Cieszy nas oczywiście jego utworzenie, choć zgromadzone środki nie są bardzo duże. Problemem jest jednak korelacja z dokumentami strategicznymi – z Funduszu wykreślono możliwość wspierania inwestycji wykorzystujących biomasę leśną i gaz, tymczasem bez biomasy i gazu ziemnego trudno dziś wyobrazić sobie transformację ciepłownictwa. Zarówno w Krajowym Planie w dziedzinie Energii i Klimatu, jak i w projekcie strategii dla ciepłownictwa biomasa i gaz zostały przecież wskazane jako ważne paliwa.
Bardzo istotna jest więc spójność programów pomocowych z dokumentami strategicznymi. Zwracamy na to uwagę zarówno w parlamentarnym zespole ds. ciepłownictwa, jak i w uwagach kierowanych do Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Ministerstwa Energii oraz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Przy okazji pojawia się też problem, który nazywamy kanibalizacją środków publicznych. Chodzi o sytuację, w której państwo z jednej strony wspiera modernizację systemów ciepłowniczych, a z drugiej finansuje rozwiązania prowadzące do odłączania się dużych odbiorców od tych samych systemów. Coraz częściej spółdzielnie mieszkaniowe, wspólnoty czy TBS-y korzystające z ciepła systemowego otrzymują środki pomocowe na montaż indywidualnych pomp ciepła do podgrzewania ciepłej wody użytkowej. Skutkuje to odłączaniem się od sieci. Z jednej strony przedsiębiorstwa ciepłownicze korzystają zatem ze środków publicznych, aby spełnić warunek efektywnego systemu ciepłowniczego, a z drugiej duży odbiorca może otrzymać wsparcie na odłączenie się od tego systemu.
Efektywny system ciepłowniczy to taki, który spełnia określone w przepisach wymagania dotyczące udziału ciepła z OZE, ciepła odpadowego, kogeneracji lub innych niskoemisyjnych źródeł. Jeśli odbiorcy odłączają się od ciepłej wody użytkowej dostarczanej przez przedsiębiorstwo pracujące w kogeneracji, czyli w jednoczesnej produkcji ciepła i energii elektrycznej, zmniejsza się także możliwość produkcji prądu w okresach letnich.
Tymczasem ta energia jest coraz bardziej potrzebna, zwłaszcza przy wyższych temperaturach, kiedy mieszkańcy korzystają z klimatyzacji. W efekcie uzyskujemy skutek odwrotny do zamierzonego – niekorzystny dla obu systemów: ciepłowniczego i elektroenergetycznego.
To wszystko bezpośrednio łączy się z możliwościami finansowania transformacji. Nie chodzi tylko o to, skąd wziąć pieniądze, ale także o to, aby publiczne środki nie działały przeciwko sobie.
W grudniu mieliśmy do czynienia z dużym cyberatakiem na wiele odnawialnych źródeł energii i jedną z dużych polskich elektrociepłowni. Choć doprowadził on do chwilowego wyłączenia turbiny w tym obiekcie, udało się uniknąć przerw w dostawie ciepła. Czy można więc powiedzieć, że system zdał test odporności?
Moim zdaniem zdaliśmy ten test, a mówię to w imieniu przedsiębiorstw ciepłowniczych. Proszę zwrócić uwagę, że nie było przerw w dostawach ciepła ani takich przerw w produkcji energii elektrycznej, które byłyby skutkiem cyberataku. Dotyczy to okresu zarówno zimowego, jak i letniego.
Nie oznacza to oczywiście, że takich ataków nie ma. Nie będziemy mówić o szczegółach, ale również do nas, jako Izby, trafiają informacje o atakach na konkretne systemy ciepłownicze w konkretnych miastach.
Zawsze można sobie wyobrazić sytuacje ekstremalne – związane z cyberatakiem albo ze zwykłą awarią, która również może się zdarzyć. Nie oznacza to jednak automatycznie przerwania dostaw ciepła. Jak wspomniałem wcześniej, w większości przypadków mamy już nie jedno, lecz co najmniej dwa albo kilka źródeł wytwarzania. Dodatkowo sieć, która działa jak akumulator ciepła, daje nam pewien komfort czasowy na poradzenie sobie z cyberatakiem lub awarią.
Dlatego podjęliśmy inicjatywę w ramach naszego samorządu gospodarczego. Powołana została grupa robocza ds. cyberbezpieczeństwa i rozpoczęliśmy prace, które pozwolą analizować zarówno charakter ataków, jak i nasze systemy. Chcemy wypracować rekomendacje oparte na dotychczasowych doświadczeniach i wiedzy eksperckiej. Będziemy się nimi dzielić w ramach Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie. Na tym etapie jest jednak za wcześnie, aby mówić o szczegółach. Myślę też, że nawet po zakończeniu prac nie wszystkie informacje będą mogły być publicznie dostępne.