Mieszkańcy polskich miast coraz chętniej głosują na zieleń w budżetach obywatelskich. Ich głosy wspierają tworzenie nowych parków, sadzenie drzew przy ulicach, rewitalizacje skwerów i podwórek, a nawet miejskie winnice, wycinkę jemioły czy szkolenie urzędników.

Materiał pochodzi ze styczniowego wydania miesięcznika “Zieleń Miejska” (01/2016). Prenumerata oraz pojedyncze wydania dostępne są TUTAJ.

Ideą budżetu obywatelskiego (partycypacyjnego) jest włączenie mieszkańców w konsultacje dotyczące wydatków konkretnej gminy. Mogą oni zaproponować i wybrać w głosowaniu przedsięwzięcia dotyczące zarówno lokalnych inwestycji, jak i innych działań, np. warsztatów czy spotkań sąsiedzkich. Uczestnicząc w debacie budżetowej, mieszkańcy przedstawiają preferencje rozwojowe, ale także szukają rozwiązań dostrzeżonych w swojej gminie problemów. Inicjatywy mieszkańców realizują urzędy – i m.in. tym budżety różnią się od konkursów grantowych czy inicjatyw obywatelskich. Od kilku lat instytucja budżetu partycypacyjnego zdobywa coraz większą popularność – do tej pory wdrożyło ja ok. 90 samorządów – w tym wszystkie największe polskie miasta1. Kwoty oddawane do dyspozycji lokalnych społeczności wahają się – w zależności od wielkości samorządu – od 100 tys. zł w małych gminach do ponad 40 mln zł w największych – takich jak Łódź czy Warszawa (51 mln w 2016 r., 58,6 mln w 2017 r.). Wrocław, Katowice, Lublin i Białystok na budżety partycypacyjne w 2016 r. zaplanowały po 20 mln zł, Poznań – 15 mln zł, a Częstochowa, Toruń i Kielce – ok. 6 mln zł. Czteromilionowe budżety mają m.in. Tarnów, Sopot, Gdynia i Radom. Przewiduje się, że w tym roku polskie samorządy przeznaczą na realizację budżetów obywatelskich ponad 318 mln zł. Chociaż w dużej mierze środki te zostaną spożytkowane na silnie akcentowaną w budżetach infrastrukturę rekreacyjną (siłownie, boiska i place zabaw), to duża część pieniędzy wspomoże także tworzenie zieleni w miastach. Zostaną one wydane zarówno na spektakularne, wielomilionowe inwestycje, takie jak budowa parków i powiększanie terenów rekreacyjnych (w Łodzi: Ogrody Jana Karskiego za 2,32 mln zł, park Julianowski za 1,44 mln zł, powiększenie terenów rekreacyjnych Radogoszczy za 1,5 mln zł; w Szczecinie – park Warszewo Podbóż za 1,35 mln zł, w Katowicach – tężnia solankowa i zieleń w parku Zadole za 2,74 mln zł; w Poznaniu: „Plażojada – Szlakiem Trzech Jezior” za 1,99 mln zł), ale przede wszystkim sfinansują masowo realizowane projekty o dużo mniejszej skali: nasadzenia przyuliczne, rewitalizacje skwerów i podwórek, porządkowanie zieleńców, tworzenie ogrodów kwiatowych i enklaw zieleni.

Staw Brodowski

Zobacz także >>> Budżet obywatelski 2015. Które miasto zrealizowało go najlepiej? [GŁOSOWANIE]

„Mieszczuchy” cenią zieleń

Popularność „zielonych projektów” nie wynika jedynie z faktu, że „mieszczuchom” brakuje kontaktu z naturą i cenią sobie odpoczynek w otoczeniu zieleni i wody. Uzasadnienia realizacyjne dowodzą, że tego typu inicjatywy to efekty wieloletnie zaniedbań, chronicznego niedofinansowania, bezmyślnych rewitalizacji, braku inwentaryzacji czy pomijania aspektów zrównoważonego rozwoju w planowaniu przestrzennym. Często jest to po prostu interwencyjne odtwarzanie stanu poprzedzającego roboty drogowe czy budowlane, jak np. na warszawskiej Białołęce, gdzie mieszkańcy zgłosili projekt przewidujący: wyrównanie gruntu zrytego w czasie robót, zasianie trawnika i posadzenia dwóch krzewów bzu, jaśminu, krzaczków tawuły oraz przynajmniej jednego drzewa – klonu lub kasztanowca. Same za siebie mówią również tytuły projektów: „Park Sady Żoliborskie – stop podtopieniom, ratujmy drzewa, odzyskajmy trawniki” czy „Powstrzymajmy dewastacje”. Z kolei za tworzeniem nowych parków i terenów rekreacyjnych przemawiają zwykle inwestycje mieszkaniowe i argumenty, że wzrost liczby mieszkańców nie przekłada się na dostęp do terenów zieleni. Na obszarze wspomnianego już szczecińskiego osiedla w ostatnich latach powstało ok. tysiąca domów, ale o park musieli zadbać sami mieszkańcy, „wyszarpując” go z budżetu partycypacyjnego. Podobnie było we Wrocławiu, gdzie ludzie w ramach konsultacji wskazywali, że lada dzień na osiedlu Tarnogaj zostanie oddanych 648 nowych mieszkań, a jedynym terenem zieleni są niedostępne zamknięte ogródki działkowe. Zgłoszenie inicjatywy do budżetu partycypacyjnego zapewniło 150 tys. zł na uporządkowanie terenu.

Zielona Łódź?

Szczególnie imponująco, zarówno pod względem wartości, jak i ilości projektów dotyczących zieleni miejskiej prezentuje się budżet obywatelski w Łodzi. Oprócz kilku wielomilionowych inwestycji w parki czy 2,5 mln zł na łódzkie zoo (w tym nowe alejki i nasadzenia), mieszkańcy postarali się, by z miejskiej kasy sfinansować zielone dachy na remontowanych kamienicach, zrewitalizować kilka mniejszych parków i posadzić przyuliczne drzewa. Zainicjowali także woonerfy, czyli ulice, przeprojektowane tak, aby zwiększyć bezpieczeństwo oraz uspokoić ruch, zachowując miejsca parkingowe i funkcje komunikacyjne (od. red.: więcej na temat woonerfów w „Zieleni Miejskiej” 12/2015). Jednak w opinii aktywistów, „zieloność” łódzkiego budżetu partycypacyjnego wcale nie świadczy o tym, że władze miejskie przywiązują do przyrody w mieście odpowiednią wagę. – Wręcz przeciwnie. To, że te projekty są w Łodzi tak popularne, wynika z wieloletniego niedofinansowania zieleni w budżecie ogólnomiejskim. Widoczne są przecież fatalny stan zieleni przyulicznej, rozjeżdżane trawniki, zaniedbane parki, codziennie wycinane drzewa. Wiemy, że budżet obywatelski to dla nas okazja, by uszczknąć coś z kasy miasta na zieleń. Jeśli bowiem tego nie zrobimy, to po prostu pieniędzy nie będzie – wyjaśnia Marta Karbowiak, działaczka miejska, edukatorka w Ośrodku Działań Ekologicznych „Źródła”. – I nic się w tym zakresie nie zmienia, mimo że od lat łodzianie gremialnie wskazują na potrzebę większej dbałości o zieleń – dodaje.

Magistratowi mówimy NIE

Przykład Łodzi dowodzi, że projekty poparte w ogólnomiejskich głosowaniach są często sposobem na zmianę niekorzystnych dla terenów zieleni decyzji, tak jak w przypadku Ogrodów Karskiego. To czasem też prztyczek w nos urzędników, bo tak w lokalnych mediach odebrano poparcie dla projektu „Szkolenia dla urzędników ZDiT z zakresu metod ochrony i sadzenia drzew w Strefie Wielkomiejskiej”, które za 5 tys. zł postanowili zafundować swoim „rzeźnikom” Łodzianie. Szczecinianom natomiast nie spodobała się zafundowana przez magistrat za 8 mln zł przebudowa al. Kwiatowej. Urzędowi nie udało się przekonać mieszkańców, że nowa, pozbawiona pawilonów z kwiatami ulica jest atrakcyjnym miejscem. Petycja obywateli w tej sprawie została zlekceważona, ale gdy okazało się, że autor inicjatywy przekonał do niej 1181 głosujących w budżecie obywatelskim, urząd nie miał wyjścia i musiał rozpocząć przymiarki do budowy kwiaciarskich sklepików i realizacji nasadzeń za 930 tys. zł.

Miejscy innowatorzy

Twórcy woonerfów w Łodzi to nie jedyni innowatorzy, którzy dzięki budżetom obywatelskim zaproponowali nowe, niestosowane dotąd rozwiązania dotyczące zieleni w miastach. Nad Wartą poparcie zyskał projekt „Winnice Poznania”. Jego autorzy chcą obsadzić zbocza wałów przeciwpowodziowych południowego cypla Ostrowa Tumskiego na odcinku 1 km wieloma odmianami najlepszych winorośli. Winogrona mają być darmowe dla wszystkich, a ideą projektu jest założenie ogrodu społecznego przez mieszkańców dla mieszkańców, a efekty ich pracy będą „całoroczne, długoterminowe i ogólnodostępne.” Miejscy urzędnicy podczas procesu weryfikacji uznali, że projekt jest profesjonalnie przygotowany, ale zaopiniowali go negatywnie, ze względu na wysokie koszty utrzymania i ochronę wałów przeciwpowodziowych. Niezrażeni autorzy udowodnili, że są w kontakcie w instytucjami odpowiedzialnymi za zabezpieczenia przeciwpowodziowe i zdobyli alternatywne środki na próbne posadzenie 100 pierwszych krzewów, co otworzyło im drogę do uzyskania docelowego dofinansowania „Winnicom” w 2016 r. Do oryginalnych pomysłów można zaliczyć też inicjatywę mieszkańca Wrocławia, który dzięki budżetowi obywatelskiemu zdobył środki (50 tys. zł) na usunięcie nowoczesną metodą jemioły ze 100 starych drzew na osiedlu Borek. W opisie projektu podkreślono, że chodzi tylko o: nowoczesną metodę ucięcia jemioły przy konarze/gałęzi i zalepienie tego miejsca taśmą światłoszczelną, zamiast usuwania całych zainfekowanych konarów.

1
2
UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj