Chińskie sądy i administracje budynków walczą z plagą „zabójczych śmieci” – różnych przedmiotów wyrzucanych lub spadających z mieszkań, które trafiają w auta i przechodniów, powodując obrażenia, a nawet śmierć. Ostatnio policja zabezpieczyła kukurydzę, by przeprowadzić na niej badanie DNA. Warzywo spadło wcześniej na kobietę z dzieckiem.

Po kilku dekadach gwałtownego wzrostu gospodarczego i urbanizacji chińskie miasta wypełniły się wysokimi na kilkadziesiąt pięter blokami. Niektórzy ich mieszkańcy wciąż nie przywykli jednak do życia na dużej wysokości.

Arbuz, kukurydza, a nawet… rower i nóż

Chińskie media od lat donoszą o różnorodnych przedmiotach spadających z budynków. Były wśród nich m.in. arbuz, kolba kukurydzy, a nawet rower, wózek dziecięcy i nóż kuchenny. Zagrożenie stwarzały również wypadające z budynków okna.

W wielu takich sprawach nie udaje się określić sprawców, a sądy stosują odpowiedzialność zbiorową i nakazują wspólną wypłatę odszkodowań przez wszystkich mieszkańców danego bloku. Administracje budynków sięgają po kreatywne sposoby przeciwdziałania takim wypadkom i łapania winowajców przy pomocy kamer, a nawet testów DNA.

Latem 2019 roku w mieście Guiyang na południu Chin 10-latek wyrzucił z szóstego piętra gaśnicę, która zabiła właściciela sklepiku na parterze. Jako nieletni nie poniósł za to odpowiedzialności karnej. Miesiąc wcześniej 10-letnia dziewczynka została poważnie ranna przez spadający przedmiot w Nankinie. Policja nie ujawniła, jaki to był przedmiot, ale jako sprawcę wskazała 8-latka.

Okazuje się, że nawet z pozoru niegroźne obiekty mogą być niebezpieczne, jeśli zdążą w locie nabrać dużej prędkości. Również w 2019 roku spadający z wysoka kawałek miękkiego białego tofu rozbił przednią szybę w samochodzie Zhang Hongjuan z miasta Jiamusi na północnym-wschodzie Chin. Winowajcy nie udało się ustalić.

„To drogie osiedle. Ludzie powinni tam mieć nieco więcej klasy” – oceniła w wywiadzie telewizyjnym pani Zhang, która musiała z własnej kieszeni wyłożyć 700 juanów (375 zł) za wymianę rozbitej szyby.

Kara śmierci za wyrzucanie śmieci przez okno

Chińskie prawo karne przewiduje nawet dożywocie lub karę śmierci za umyślne wyrzucanie przedmiotów z wysokości, jeśli spowodują one poważne obrażenia lub zgon. Jednak w większości spraw kończy się jednak na pozwach cywilnych, odszkodowaniach pieniężnych i zwrocie kosztów leczenia.

Od połowy 2016 roku do połowy 2018 roku sądy w Chinach kontynentalnych prowadziły 31 spraw karnych związanych z wyrzucaniem przedmiotów z wysokości, z czego mniej więcej w połowie przypadków zakończyło się to śmiercią. W tym samym okresie było 1,2 tys. takich spraw cywilnych, z czego 30 proc. dotyczyło uszczerbku na zdrowiu – podał portal Inkstone, powołując się na dane Sądu Najwyższego.

Kilka lat temu w mieście Chongqing spadająca z wysokości butelka jogurtu raniła małą dziewczynkę. Sprawcy nie udało się ustalić, więc rodzice dziewczynki pozwali 159 „podejrzanych” rodzin, a po dochodzeniu sąd uwzględnił prawie wszystkich mieszkańców bloku – łącznie 448 rodzin. Ostatecznie każda z nich musiała zapłacić odszkodowanie w wysokości 360 juanów (obecnie ok. 172 zł).

Część osób wyrażała wątpliwości, czy sprawiedliwe jest karanie niewinnych za delikty popełnione przez kogoś innego. Zgodnie z chińskim prawem w takich sprawach to na pozwanych ciąży obowiązek udowodnienia swojej niewinności, jeśli chcą zostać wykluczeni z grupy składającej się na odszkodowanie.

Kantoński prawnik Yu Guojian przekonuje jednak w komentarzu, że nie chodzi tutaj o prawo karne, ale cywilne, i nie o kary, lecz odszkodowania. Porównuje sytuację do ubezpieczenia od wypadków przy pracy, gdzie poszkodowani otrzymują zadośćuczynienie z funduszu opłacanego ze składek wszystkich pracowników.

„Mówiąc pragmatycznie, wspólna wypłata odszkodowania przez grupę ludzi na rzecz osoby poszkodowanej lub zmarłej jest lepsza niż brak odszkodowania” – ocenił z kolei prawnik z Szanghaju Zhang Tao, cytowany przez Inkstone.

By odstraszyć ludzi od takich zachowań i skuteczniej ustalać sprawców, niektóre osiedla w Kantonie wysunęły pomysł zamontowania kamer monitoringu, skierowanych na fasady budynków. Nie zawsze jednak zyskiwał on wymaganą aprobatę mieszkańców. Wiele osób sprzeciwiało się takiemu rozwiązaniu, uzasadniając to obawami o prywatność i kosztami instalacji kamer.

Kreatywnie do podobnej sprawy podeszła administracja jednego z osiedli w prowincji Szantung, gdy w połowie lipca obgryziona kolba kukurydzy spadła tam na kobietę przechadzającą się na spacerze z wnukiem. Winowajca się nie zgłosił, więc zarząd osiedla opublikował komunikat, w którym oświadczył, że policja zabezpieczyła kukurydzę, by przeprowadzić na niej badanie DNA.

Wszyscy mieszkańcy bloku również przejdą testy DNA, a wyryty w ten sposób sprawca zostanie obciążony kosztami badań – napisano w obwieszczeniu. Według chińskich mediów wkrótce po publikacji ostrzeżenia winowajca z własnej inicjatywy przyznał się i przeprosił poszkodowaną.

Czytaj więcej

Skomentuj