Samorządy mogą zaoszczędzić miliony kontrolując proces „rozlewania” się miast – mówi Olha Zadorozhna z Akademii Leona Koźmińskiego, współautorka metody wyznaczania granic miast za pomocą świateł nocnych.

PAP: Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej rozpoczęło właśnie prace nad Koncepcja Rozwoju Kraju 2050, która ma uwzględniać zarówno aspekty gospodarcze, środowiskowe jak i urbanistyczne. Czy opracowana przez Panią metoda może w jakiejś mierze być pomocna przy projektowaniu długookresowej wizji rozwoju Polski?

Olha Zadorozhna: Metoda wyznaczania granic miast za pomocą świateł nocnych jest ważną informacją dla jednostek odpowiedzialnych za planowanie przestrzenne, czyli m.in. samorządów czy urzędów centralnych. Jeżeli miasto się rozrasta, a mieszkańcy „uciekają” na przedmieścia, potrzebna jest rozbudowa infrastruktury podmiejskiej, w tym zwiększenie liczby sklepów spożywczych, zakładów usługowych, infrastruktury usług publicznych (gaz, prąd, woda, wywóz śmieci) oraz instytucji oświatowych (szkół, przedszkoli oraz żłobków). Takie procesy wiążą się z dużymi kosztami dla samorządów, więc lepiej je planować i kontrolować.

Ponadto, jeżeli zakładamy, że ludzie przeprowadzają się na przedmieścia, ale wciąż pracują blisko centrum miasta, zwiększa się czas dojazdów do pracy, co powoduje nie tylko znaczne straty czasu na dojazd, ale również negatywne konsekwencje środowiskowe związane ze zwiększeniem natężenia ruchu drogowego oraz zanieczyszczeniem powietrza. Natomiast w przypadku, gdy w gminie wyludniają się centra miast, powoduje to zmniejszenie zapotrzebowania na usługi publiczne oraz infrastrukturę mieszkaniową.

Jeżeli samorządy nie zareagują na takie procesy odpowiednio wcześniej, spowoduje to duże straty dla budżetów lokalnych oraz dla społeczeństwa ogółem. Mając odpowiednią informację na podstawie zaproponowanej przez nasz zespół metody wyznaczania granic miast i zarządzania ich rozwojem za pomocą satelitów, instytucje rządowe mogłyby skutecznie zaplanować odpowiednią infrastrukturę oświatową, rozbudowę dróg czy zwiększenie ilości transportu publicznego do tego, żeby przyciągnąć mieszkańców do dzielnicy wyludniającej się.

PAP: W jaki sposób samorządy mogą sterować zagęszczaniem się swoich terenów?

O.Z.: W przypadku zmniejszenia gęstości zaludnienia centralnych obszarów, które wiąże się z dużymi kosztami, można kontrolować nadmierne „rozlewanie” się miast. Da się to zrobić ograniczając wydawanie zezwoleń na budowę, zmieniając przeznaczenie terenu czy opodatkowania gruntów rolnych oraz leśnych, co pomoże zmniejszyć atrakcyjność ich przekształcania w mieszkaniowe. Alternatywą może być „przerzucenie” części kosztów rozbudowy infrastrukturalnej na deweloperów, albo zwiększenie cen za użytkowanie dróg, parkingów i zwiększenie cen paliw.

PAP: Dlaczego kontrolowanie rozrastania się aglomeracji jest takie ważne, np. w kontekście strategii zrównoważonego rozwoju i przygotowywanej obecnie Koncepcji Rozwoju Kraju 2050?

O.Z.: Informacja na temat procesów urbanizacyjnych jest bardzo ważna zarówno w kontekście strategii zrównoważonego rozwoju jak i Koncepcji Rozwoju Kraju 2050. Głównie dlatego, że procesy urbanizacyjne mają wpływ na wiele aspektów społeczno-ekonomicznych, środowiskowych, równościowych oraz finansowych, z związku z czym muszą być rzetelnie badane na potrzeby przygotowania możliwych scenariuszy rozwojowych miast oraz gmin.

Po pierwsze, rozrastanie się aglomeracji miejskich wiąże się z dużymi kosztami rozbudowy infrastruktury mieszkaniowej, usługowej oraz drogowo-transportowej. Po drugie, może mieć duży, negatywny wpływ na środowisko, m.in. w postaci zmiany terenów dzikich na miejskie, co powoduje zmniejszenie populacji roślinnej oraz zwierzęcej, a także zanieczyszczenia powietrza. A co za tym idzie – pociągnie to za sobą konsekwencje zdrowotne dla mieszkańców oraz niekorzystne zmiany klimatyczne. Po trzecie, nadmiernie „rozlewanie” się miast może powodować tzw. segregację przestrzenną. Wówczas dochodzi do dużej koncentracji mieszkańców o pewnym kapitale ekonomicznym w konkretnych dzielnicach, co może powodować kumulację w nich problemów społecznych. Na przykład w Bełchatowie w centrum miasta skoncentrowane są osiedla komunalne, a na przedmieściach mieszkają bardziej zamożne osoby.

PAP: Kto takie badanie może przeprowadzić i czy w praktyce wiązałoby się dla samorządu z dużym wydatkiem?

O.Z.: Do przeprowadzenia badania procesów urbanizacyjnych za pomocą świateł nocnych potrzebny jest doświadczony w analizie danych ilościowych zespół wyposażony w wiedzę ekspercka, a także narzędzia statystyczne oraz ekonometryczne. Takie badanie może być przeprowadzone raz na parę lat dla wszystkich gmin jednocześnie na poziomie centralnym, np. z inicjatywy Ministerstwa Rozwoju i Technologii. Po uzyskaniu zaktualizowanych wyników i porównaniu ich z danymi historycznymi dostępnymi np. w GUS, odpowiednie jednostki ministerstwa mogą rozsyłać zalecenia do poszczególnych gmin, jeżeli będzie potrzeba zareagowania na niepokojące zmiany.

PAP: Czy podobne metody są już stosowane na świecie i jakie są tego efekty?

O.Z.: Nasze podejście obejmuje różne metody szacowania rozmiaru aglomeracji miejskich, bazując na podstawie danych historycznych dotyczących świateł nocnych, dojazdów do pracy, gęstości zaludnienia itd. Wcześniej, elementy naszej metodologii były już wykorzystywane w innych badaniach. Na przykład w 2015 roku greccy badacze (D. Stathakis, V. Tselios i I. Faraslis) wykorzystali analizę oświetlenia terenu nocą, żeby na tej podstawie określić trendy urbanizacyjne w Europie. Wynikami swoich badań autorzy potwierdzają, że dane dotyczące nocnego oświetlenia pozwalają na wyjątkowo trafne odwzorowanie kierunków i zakresów urbanizacji w całej Europie.

Dane dotyczące dojazdów do pracy stanowią także podstawę metodologii u J. Roki Cladery i innych na przykładzie Barcelony, a także A.K. Andersena na przykładzie Danii. Nasz projekt różni się jednak od tych powyżej wymienionych, ponieważ jest pierwszym takim badaniem w Polsce i obejmuje różne podejścia statystyczne, które nawzajem potwierdzają swoje wyniki.

Czytaj więcej

Skomentuj