Resort środowiska uszczelnia system odpadowy w związku z ubiegłoroczną falą pożarów. Jeden z zapisów znowelizowanej ustawy o odpadach dotyczy monitoringu wizyjnego miejsc gromadzenia odpadów. Przepis miał wejść w życie 22 lutego – nie wszedł. Powód? Nie ma rozporządzenia, które określałoby jak ma to wyglądać.  

Gospodarujący odpadami czekają na rozporządzenie i póki co rozkładają ręce. Nie wiedzą, w jaki sposób zorganizować system wizyjnej kontroli w swoich obiektach. Wytycznych nie ma, choć miała je przynieść znowelizowana ustawa o odpadach z września ubiegłego roku.

Konkretów nadal brak

Nowela miała wyeliminować patologie z polskiego systemu odpadowego. Dokument zawiera zapisy o wprowadzeniu kaucji gwarancyjnej na wypadek likwidacji skutków nielegalnego porzucenia lub podpalenia odpadów. Ustawa dała szersze uprawnienia inspektorom ochrony środowiska, a także zakazała importu do Polski większości kategorii odpadów. Nowością miało być także wprowadzenie obowiązkowego monitoringu w zakładach. System miał działać od 22 lutego.

Póki co informacji na temat zasad jego działania, czy minimalnych wymagań technicznych dla stosowania go przez firmy z branży odpadowej, nie ma. Brakuje przepisów wykonawczych – alarmują eksperci.

– Dwa tygodnie temu pojawiło się pismo z Ministerstwa Środowiska informujące nas o tym, że nie ma przygotowanego rozporządzenia i powinniśmy działać na podstawie ustawy. Prawnicy jednak dostrzegają tu pewien problem natury formalno-prawnej. Ustawa odsyła do rozporządzenia, którego nie ma. O samym systemie monitoringu mówi niewiele, nie są w niej określone zasady – mówi Piotr Szewczyk, przewodniczący Rady Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych.

Cel trudny do zrealizowania

Obowiązkowy monitoring miejsc składowania i gromadzenia odpadów od samego początku spędzał sen z powiek firmom działającym w branży. Przedsiębiorcy w rozwiązaniu widzieli mnożące się koszty związane z zakupem kamer działających w systemie on-line, których obraz mieliby śledzić pracownicy wojewódzkich inspektoratów ochrony środowiska.

Poprzednie projekty wzbudzały sprzeciw branży. – Każdy był trudny do akceptacji przez nas, głównie ze względów technicznych – przyznaje Szewczyk. – Wielu pracodawców wskazywało, że stały monitoring, prowadzony on-line, może zdradzić tajemnice firmy, wypłynąć na zewnątrz. Dodatkowo wątpliwości budziły propozycje, by niemal cały zakład był monitorowany.

Przewodniczący Rady RIPOK uważa, że monitoringiem powinna zostać objęta brama wjazdowa, a także miejsca magazynowania lub składowania odpadów. – Takie dane powinny być następnie przechowywane przez właściciela obiektu, by w razie sytuacji awaryjnej można było je wykorzystać – proponuje Szewczyk.

Branża czeka na przepisy, nie kryjąc obaw przed ich konsekwencjami. Zdaniem znacznej części przedsiębiorców działanie mija się z celem. Obostrzenie nie ograniczy patologii przypisywanej mafii śmieciowej, bo ta działa nielegalnie i nie obejmie monitoringiem miejsc zrzutu odpadów, czy celowego ich podpalania. Tymczasem dla wielu średnich i małych firm koszty wdrożenia systemu mogą oznaczać bankructwo.

Źródło: Polska Press

UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

Skomentuj