Samorządy mają problem ze znowelizowaną ustawą o wychowaniu w trzeźwości. Wprowadziła ona zakaz picia alkoholu w miejscach publicznych. Radni mogą jednak wyznaczyć miejsca, w których zakaz nie obowiązuje. Zdecydowały się na to dwa duże miasta: Warszawa i Poznań. Teraz mają problem ze śmieciami, hałasem, wandalizmem, pijanymi nastolatkami i zanieczyszczaniem okolicy.

Nowelizacja Ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi weszła w życie 9 marca. Zgodnie z nowymi przepisami obowiązuje zakaz spożywania alkoholu we wszystkich miejscach publicznych, także w parkach, skwerach, nad rzekami. Nowa ustawa dała jednak prawo samorządom do wyznaczenia stref, w których legalnie można pić alkohol.

Wiele rad miast jeszcze zastanawia się nad wyznaczeniem takich stref „wolności”, są też pierwsze samorządy, które już przyjęły odpowiednie uchwały i wyznaczyły miejsca, w których bez obawy o mandat można pić piwo. Ale czy nie będą tego żałować?

CCJ 300 x 250

Nad Wisłą w Warszawie można…

Radni stolicy zdecydowali się pozwolić na picie alkoholu na Bulwarach Wiślanych. Dozwolone jest to na odcinku od Płyty Desantu przez bulwary Flotylli Wiślanej, Grzymały-Siedleckiego, Pattona, Karskiego i Religi aż po żoliborską plażę na Żoliborzu. Radni podkreślają, że te miejsca są chętnie odwiedzane przez warszawiaków.

– Przychodzi tam tak wiele osób, że aby egzekwować zakaz, musielibyśmy chyba wysyłać tam codziennie pułk wojska – powiedziała „Rzeczpospolitej” Aleksandra Sheybal-Rostek, warszawska radna.

Stołeczni radni przyjęli uchwałę wyłączającą bulwary z zakazu i od 20 kwietnia piwa nie trzeba już chować do plecaka. Ponieważ właśnie wtedy zrobiło się ciepło, nad Wisłę poszły tysiące ludzi i od razu pojawił się problem, a raczej wiele problemów.

Śmieci nad Wartą w Poznaniu

Bulwary są po nocnych zabawach wręcz zasypane śmieciami, głównie butelkami i opakowaniami po jedzeniu. W Internecie pojawiły się zdjęcia pokazujące zaśmiecone bulwary o poranku. W pierwszy weekend bez zakazu nad Wisłą zebrano 50 ton śmieci, w tym około 35 ton szkła. Wielu imprezowiczów wracało do domów po pijanemu, często z piwem w ręku, zostawiając po sobie śmieci i nieczystości w całej okolicy.

Mieszkańcy pobliskich domów narzekali na hałas do wczesnych godzin porannych, mówili, że w weekend nie śpią. Skarżyli się na ludzi, którzy załatwiają się pod murami budynków i na trawnikach, zostawiają po sobie śmieci, a także przebiegają przez Wisłostradę w miejscach niedozwolonych, narażając się na potrącenie. Problemem są także tłumy oblegające stacje benzynowe i nocne sklepy w okolicy, bo tam właśnie imprezowicze znad rzeki uzupełniają swoje zapasy alkoholu.

Miasto informuje, że bulwarach przed rozpoczęciem oficjalnego sezonu zostało rozstawionych dodatkowych 126 beczek na śmieci o pojemności 200 litrów każda. Dodatkowo na nabrzeżu Wisły stoi około 200 koszy na śmieci. Władze miasta zapewniają, że monitorują sytuację nad rzeką i interweniują, gdy coś trzeba poprawić, naprawić, wymienić. Jednak nic nie poradzą na to, że posprzątane do okruszka bulwary, są po każdej ciepłej nocy znowu zasypane tonami śmieci…

W Poznaniu nad Wartą też…

Poznań stara się „wrócić nad rzekę”, bo przez kilkadziesiąt lat tereny nadwarciańskie były zapomniane i zaniedbane. Od kilku lat jest dużo lepiej, nad rzeką powstały przystanie i plaże miejskie, są miejsca do grillowania, gry w siatkówkę, zbudowano nowoczesną trasę rowerową „Wartostradę”. Nad Wartą działają też knajpki i bary, a dwa lata temu pozwolono również na picie piwa nad rzeką. Imprezowicze gromadzą się głównie w okolicach Mostu Rocha, blisko kampusu Politechniki Poznańskiej.

Nowelizacja ustawy zmusiła radnych do podjęcia kolejnej decyzji w tej sprawie i po długich debatach Poznań zdecydował się na dopuszczenie picia alkoholu nad rzeką. Precyzyjnie wskazano pięć „stref wolności”, zakazano przy tym picia alkoholu pod mostami: Rocha i Królowej Jadwigi – ze względów porządkowych i bezpieczeństwa.

1
2
UDOSTĘPNIJ

Czytaj więcej

6 Komentarze

  1. Na zachodzie w każdym kraju można pić piwko pod chmurką legalnie, problem mają jak zwykle Polacy którzy lubią być trzymani na smyczy. O porządek dbają służby, które pracują od świtu. W Polsce służby nie pracują.

Skomentuj