Czy leci z nami pilot?
Samorządy potrzebują pieniędzy na gospodarkę odpadami opakowaniowymi. W innych krajach Europy te pieniądze gwarantuje system rozszerzonej odpowiedzialności producenta, jednak my nadal nie możemy doczekać się efektywnego modelu ROP. Tymczasem na horyzoncie majaczą wybory parlamentarne, które mogą zablokować tak dużą i niezwykle potrzebną reformę.
Stanowisko organizacji samorządowych skupiających miasta i gminy z całej Polski jest jednoznaczne: bez pilnego wdrożenia systemu rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP) w formule projektu ustawy o opakowaniach i odpadach opakowaniowych (UC100), system gospodarki odpadami utknie w finansowym klinczu, a opłaty za odbiór i zagospodarowanie śmieci ponownie wzrosną.
Faktem jest też, że samorządy zgłosiły swoje uwagi do projektu UC100, który niewątpliwie wymaga zmian na dalszym etapie legislacyjnym. Ministerstwo Klimatu i Środowiska uwzględniło część wcześniej zgłoszonych uwag w kolejnej wersji projektu, biorąc pod uwagę m.in. specyfikę samorządowego obiegu dokumentów związanych ze składaniem rocznych sprawozdań z gospodarki odpadami komunalnymi.
To jednak nie zmienia istoty sprawy: ROP jest samorządom potrzebny. Tymczasem odnosimy wrażenie, że proces wprowadzania tej reformy spowolnił, a to (w obliczu rosnących strat finansowych dla samorządów po wejściu w życie systemu kaucyjnego) każe postawić pytanie: czy w Polsce jest w ogóle jakiś pomysł na gospodarkę odpadami komunalnymi?
Kaucja zubaża samorządy
Polski system kaucyjny został wdrożony zbyt wcześnie (jeszcze przed wymaganym przepisami terminem i nowym modelem ROP), a dziś drenuje systemy odpadów komunalnych w gminach z tych odpadów, które w łatwy sposób można było wysegregować i następnie sprzedać jako cenny surowiec. Choć butelki PET i puszki aluminiowe stanowiły ok. 2% całej masy zbieranych odpadów komunalnych, to odpowiadały za ponad 50% przychodów instalacji ze sprzedaży surowców. Dotychczas pozwalało to stabilizować ceny przyjęcia i zagospodarowania odpadów, i to w obliczu rosnących kosztów m.in. paliwa, energii i pracy. Dzięki temu w wielu gminach udało się utrzymać stawki opłat pobieranych od mieszkańców na akceptowalnym poziomie.
Dziś przez Polskę przetacza się fala podwyżek tych opłat, a dodatkowo coraz więcej samorządów dokłada do zagospodarowania odpadów z budżetu, choć co do zasady ten proces powinien się bilansować. To pogarsza sytuację finansową samorządów, co zostało bardzo wyraźnie podkreślone w sprawozdaniu Krajowej Rady Regionalnych Izb Obrachunkowych z działalności Regionalnych Izb Obrachunkowych i wykonania budżetu przez jednostki samorządu terytorialnego w 2025 r. Środki finansowe, które mogłyby być przeznaczone na nowe inwestycje, remonty, podnoszenie jakości usług komunalnych i społecznych dla mieszkańców, służą teraz do równoważenia budżetu przeznaczonego na odpady.
Do tego dochodzi brak zmian w ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, które dawałyby gminom realne narzędzia do uszczelniania systemu poboru opłat za odbiór i zagospodarowanie odpadów – to, co możliwe w przypadku bonów energetycznych i w programie „Czyste Powietrze”, ciągle jest niedostępne dla branży gospodarki odpadami – a bez możliwości korzystania z baz danych, będących przecież w zasobach każdej gminy, nie ma możliwości uszczelniania systemu. Związek Miast Polskich wystąpił w ostatnim czasie z pomysłem powiązania bazy PESEL mieszkańców z punktami odbioru odpadów, a w efekcie z obowiązkiem wnoszenia do gminy stosownej, należnej opłaty za ich odbiór i zagospodarowanie. Dla niektórych jest to pomysł kontrowersyjny, ale przecież każdy z nas, już od narodzin, wytwarza odpady, i choć zdarzają się rzecz jasna przypadki, że ktoś odnosi swoje odpady do koszy ulicznych czy wyrzuca je do lasu, to zdarza się to incydentalnie.
Producenci muszą zapłacić
Żeby system gospodarki odpadami komunalnymi funkcjonował prawidłowo, musimy zaangażować w jego finansowanie te podmioty, których działalność prowadzi do powstawania odpadów. Do tej grupy należą producenci opakowań, w których kupujemy potrzebne nam produkty. Choć Ustawa z 13 czerwca 2013 r. o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi nałożyła na producentów obowiązek takiego projektowania i wykonywania opakowań, aby nadawały się do wielokrotnego użycia bądź do recyklingu (a jeśli żadne z nich nie jest możliwe, to do odzysku), to nie przyniosło to realnej zmiany. W tej chwili większość odpadów zbieranych przez mieszkańców w żółtych workach to odpady nienadające się do recyklingu.
Żeby to się zmieniło, używanie nieekologicznych opakowań powinno być obarczone na tyle wysoką opłatą, że bardziej będzie się opłacało wybranie opakowania zdatnego do recyklingu. Co do tego zgodni są chyba wszyscy interesariusze systemu gospodarki odpadami.
Producenci opakowań sprzeciwiają się jednak temu, kto ma ustalać wysokość tej opłaty oraz w jaki sposób będą pokrywane koszty odbioru i zagospodarowania odpadów opakowaniowych, czyli w skrócie – komu przypadnie rola dysponenta środków pochodzących z opłaty opakowaniowej. Strona samorządowa stoi na stanowisku, że „nie można być sędzią we własnej sprawie” i dlatego najlepszym rozwiązaniem jest powierzenie roli operatora ROP-u podmiotowi publicznemu, jakim jest Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Po stronie producenckiej dominuje przekaz, że lepszym rozwiązaniem będzie pozostawienie dotychczasowego rozwiązania, w którym systemem zarządzają organizacje odzysku odpadów opakowaniowych, powiązane z samymi producentami.
Różnica między tymi modelami jest jednak zasadnicza. NFOŚiGW nie działa dla zysku, a jego akcjonariuszami nie są producenci opakowań. Choć wiele organizacji odzysku deklaruje działanie na zasadach „non profit” i przeznaczają one nadwyżki finansowe na cele statutowe czy edukację, prawnie pozostają nastawionymi na zysk przedsiębiorstwami.
Opór nie dziwi, bo dziś system odbioru i zagospodarowania odpadów opakowaniowych kosztuje ok. 5 mld zł rocznie. Producenci pokrywają nieco ponad 1/5 z tej kwoty, rozliczając się za pośrednictwem organizacji odzysku odpadów opakowaniowych na starych zasadach. Prawie 4 mld zł rocznie to wciąż kwota, jaką producenci oszczędzają, a mieszkańcy pokrywają z własnej kieszeni, by można było zagospodarować odpady.
Sprawiedliwy projekt
UC100 to najbardziej prośrodowiskowy, ale też społecznie sprawiedliwy projekt, jaki pojawił się na przestrzeni trwających już ponad 10 lat prac legislacyjnych. Jego celem nadrzędnym jest zmniejszenie ilości odpadów opakowaniowych; stworzenie konsumentom wyboru pomiędzy produktem w droższym opakowaniu, które nie będzie zdatne do recyklingu, a produktem bez opakowania lub w opakowaniu, które będzie można ponownie wykorzystać lub w łatwy sposób przetworzyć. Co więcej, w takim modelu za gospodarkę odpadami opakowaniowymi będą płacić ci, którzy wytwarzają opakowania i odpady. Z kolei dziś za całą gospodarkę odpadami płacą mieszkańcy w opłacie pobieranej przez gminy, niezależnie od tego, jak wiele odpadów opakowaniowych wytwarzają.
Możliwe, że tak będzie nadal, jeśli ustawa wdrażająca rozszerzoną odpowiedzialność producenta nie wejdzie w życie jeszcze w tym roku kalendarzowym. Kolejny będzie już rokiem wyborczym, w którym o wiele trudniej jest przeforsować gruntowne, lecz bardzo potrzebne reformy. Najgorszy scenariusz może być taki, że tej nie zobaczymy przez kolejnych kilka lat.
Impas, jaki obecnie obserwujemy wokół tematu ROP-u, jest przejawem braku pomysłu na polską gospodarkę odpadami komunalnymi. Bez niego łatwo o uleganie manipulacjom i wpływom środowisk, które niezaprzeczalnie mają swój interes w tym, by podobne ustawy blokować; wszak działają w celu osiągnięcia zysku. Niepokojące jest zwłaszcza to, jakie głosy dochodzą do nas z resortu rolnictwa oraz środowiska producentów żywności. Straszenie wzrostem cen produktów, wycofaniem niektórych nich z oferty sprzedażowej oraz upadkiem wybranych gałęzi produkcji – takie zapowiedzi powinny być poprzedzone rzetelną analizą, a nie estymacją opartą na badaniach ankietowych.
Musimy przecież pamiętać, że za zwłokę płacą mieszkańcy, ponosząc koszy systemu kaucyjnego oraz rosnących kosztów zagospodarowania odpadów opakowaniowych nienadających się do recyklingu. Może jednak już czas na sprawiedliwe podzielenie się tymi kosztami? W kolejce czeka przecież ROP na tekstylia, kolejną trudną do zagospodarowania frakcję odpadów, a czas i pieniądze mieszkańców uciekają bezpowrotnie…
Małgorzata Izdebska
Związek Miast Polskich