Czy zielona akupunktura uzdrowi nasze miasta?
Stoimy przed odwiecznym dylematem, czy miasta powinny być zwarte, czy zielone. Te pozornie przeciwstawne określenia mogą do pewnego stopnia iść ze sobą w parze, zwłaszcza gdy do gry włączymy miejską zieloną akupunkturę.
Warto nakreślić szerszy kontekst tej dychotomii. Obecnie to właśnie miasta zwarte, o dużym zagęszczeniu mieszkańców i funkcji, uważa się za formę najbardziej korzystną w kontekście przeciwdziałania zmianom klimatu. Znaczenie oczywiście ma tutaj ograniczenie codziennych dojazdów, jednak dużo bardziej istotne jest to, że zagęszczając zabudowę na terenach już przekształconych przez człowieka, jednocześnie oszczędzamy krajobraz otwarty.
Rozproszona zabudowa podmiejska – realizacja odwiecznego marzenia o domu z ogrodem – jest najgorszym substytutem miasta zielonego. Niszczy krajobrazowe systemy ekologiczne i generuje ogromne koszty środowiskowe. Wydaje się więc naturalne, by kierować się ku miastu zwartemu. Trzeba jednak zaznaczyć, że tu również nie zawsze jest idealnie zielono. Badania Instytutu Zdrowia Publicznego w Barcelonie pokazały, że choć miasta zwarte mają niższy ślad węglowy, często charakteryzują się gorszą jakością powietrza, mniejszą ilością terenów zieleni i wyższym wskaźnikiem śmiertelności. I tu pojawia się kluczowe pytanie: czy miasto zwarte może być jednocześnie zielone, oddychające i dające możliwość przeżycia podczas susz i fal upałów? Może. Rozwiązaniem jest t...