Rynek przetwarzania zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego (ZSEE) w Polsce, mimo kilkunastu lat funkcjonowania i radykalnych zmian, czekają kolejne wyzwania. Szara strefa z roku na rok maleje, ale potrzebne są stabilne prawo i jasna strategia. Pomóc mogą także przepisy o rozszerzonej odpowiedzialności producentów.

Pozwolę sobie w niniejszej analizie skupić się na małej, acz istotnej części rynku odpadów, czyli zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym (ZSEE). Gdy  budowaliśmy ten sektor 17 lat temu, staraliśmy się pozyskać wiedzę od bardziej doświadczonej części komunalnej. Jak się później okazało, popełniliśmy wszelkie możliwe błędy, jednak to my wykreowaliśmy drogę dla rozwoju nowego stylu zbiórki i przetwarzania. Piszę nieskromnie w liczbie mnogiej, jednak to polscy przetwarzający i recyklerzy pokazali, jak selektywnie zbierać i odzyskiwać setki tysięcy ton odpadów tej kategorii. A przeszkód w międzyczasie było niezmiernie dużo. 

Na drodze stał przede wszystkim stary system, oparty na punktach skupu złomu przyjmujących pół legalnie zużyte AGD i RTV. Było to gniazdo szarej strefy, która żywiła się także mnożonymi i dodrukowanymi „kwitami” oraz powszechnie zmieniającymi się kodami odpadów. Ta gangrena rozszerzająca się stopniowo na cały rynek ustępowała bardzo powoli, mimo że przynosiliśmy do Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska oraz sejmowych komisji gotowe materiały pokazujące rozmiar i schematy nieprawidłowości. Jest to przestroga pierwsza i najważniejsza, która może pomóc rządzącym oraz przedsiębiorcom w rozwoju uczciwego rynku odpadów.

Istotnym elementem całej układanki jest zaangażowanie kluczowych podmiotów rynkowych. W szczególności chodzi tu o stworzenie mechanizmów finansujących cały obrót odpadami. Można, oczywiście, wrzucić wszystko w tryby wolnego rynku, jednak ten sposób nie sprawdza się w przypadku frakcji kosztownych w przetwarzaniu lub logistyce. Nie wszystkie odpady zawierają bowiem cenne i łatwe w pozyskaniu surowce. W większości przypadków mamy do czynienia ze żmudnym procesem odzysku, który wymaga dofinansowania. Mądre głowy wymyśliły zatem, że to producenci sprzętu elektrycznego powinni wziąć na swoje barki obowiązek organizowania i finansowania całego systemu. Pamiętam, jak sam przekonywałem rząd, aby nie nakładał na wprowadzających AGD/RTV żadnych skwantyfikowanych celów i kar, obiecując, że zajmą się oni tym procesem bez zbędnych dodatkowych „motywatorów”. Byłem przekonany, że producenci zachowają się podobnie jak w krajach zachodnich. Niestety, system jednak nie zaczął działać. 

Nie z powodu opieszałości koncernów, a ze względu na wymienioną powyżej szarą strefę oraz drapieżną konkurencję między samymi producentami, kierującymi się minimalizacją kosztów. Wprowadzono wyśrubowane cele i drakońskie kary (opłaty produktowe) za ich nieosiągnięcie. Tak narodził się pierwszy chyba w Polsce system oparty na rozszerzonej odpowiedzialności producentów. 

Problemy z danymi i przepisami

Jedną z głównych zmian, jaka dokonała się na rynku odpadó...