Obecnie, by dojechać do pracy, po zakupy lub na spotkanie, wystarczy – parafrazując słowa piosenki – wsiąść do autobusu byle jakiego. No, może nie byle jakiego, ale tego właściwego. I jeżeli tylko nie wydarzą się nieprzewidziane okoliczności, na pewno dotrzemy na miejsce w wyznaczonym czasie. A jak było dawniej?

W wielu miastach jest do dyspozycji jeszcze tramwaj, a także inne środki komunikacji miejskiej. A korzystając z nich regularnie, traktujemy je jak coś naturalnego. Bo skoro w miastach są mieszkańcy, którzy muszą się przemieszczać, to muszą być też środki transportu. 

Pierwszy był Paryż

Na początku XVII w. Kraków i Poznań miały po 20 tys. mieszkańców, Warszawa 50 tys., a ich obszar ograniczał się do kilkudziesięciu ciasnych uliczek. 

Dla porównania – w tym samym okresie Londyn miał już 200 tys. mieszkańców, a Paryż aż 400 tys. I zapewne dlatego właśnie w Paryżu podjęta została pierwsza próba zorganizowania miejskiego transportu publicznego. Autorem tego pomysłu był w 1661 r. francuski matematyk i filozof, Blaise Pascal. Na podstawie patentu wyłączności, przyznanego przez króla Ludwika XIV, pierwsza linia uruchomiona została 18 marca 1662 r., a cztery kolejne w następnych miesiącach. Powozy, zbliżone wielkością do dyliżansów, ciągnięte były przez cztery konie i poruszały się po wytyczonych trasach. Odjeżdżały zawsze o ustalonej godzinie i to bez względu na liczbę pasażerów, a zatrzymywały się, kiedy życzyli sobie tego wysiadający lub wsiadający. Zabierały osiem osób, a ich obsługę stanowili woźnica i lokaj, ubrani w niebieskie stroje z herbem królewskim oraz Paryża. Głównym celem tego przedsięwzięcia było zapewnienie uboższym mieszkańcom możliwości przemieszczania się po mieście. I dlatego koszt przejazdu ustalony został na granicy opłacalności i wynosił 5 sou (czyli 1/4 franka), a same powozy nazywane były od tego „Carosses a Cinq Sous”. Przejazdy powozami cieszyły się dużą popularnością, jednak z czasem – z powodów klasowych – pod naciskiem zamożnych mieszkańców wydane zostało zarządzenie zabraniające przewozu służby, żołnierzy czy robotników. 

Było to przyczyną częstego obrzucania powozów kamieniami i odpadkami. Być może to, a także inne powody przyczyniły się do zakończenia działalności przedsiębiorstwa ok. 1678 r. 

Warszawski żurnalier

Kolejna próba podjęta została dopiero 150 lat później – w 1828 r., gdy Paryż miał blisko milion mieszkańców. Tym razem powozy mogły ich przewozić już bez uprzedzeń klasowych i dlatego nazwane zostały omnibusami (z łac. dla wszystkich). I chyba pierwszy raz w historii zdarzyło się, że stolica Francji wyprzedzona została przez Warszawę. Bowiem tutaj już 23 czerwca 1822 r. powstał zalążek komunikacji miejskiej. Wyrażenie „zalążek” należy traktować tutaj dosłownie, gdyż uruchomiona komunikacja składała się tylko z jednego powozu. Zabierał on dwunastu pasażerów, a że kursował codziennie, nazwany został żurnalierem (journalier). Szczególnie popularne były niedzielne wyjazdy do ówczesnych podwarszawskich miejsc wypoczynku, np. Bielan. Koszt przejazdu osoby dorosłej w jedną stronę wynosił 1 zł 10 gr (1 zł = 30 gr), a dziecka połowę tej kwoty1. Niestety, po niecałym roku działalność tę przerwała niespodziewana śmierć przedsiębiorcy.

Tylko w przyzwoitym ubiorze 

Mimo iż mieszkańcy bardzo chwalili tę usługę, podobna uruchomiona została dopiero w maju 1835 r. Tym razem do podwarszawskiej Królikarni, a do przejazdów służyły „(…) powozy dwa, tak zwane omnibusy na model wiedeński i paryzki zbudowane, po 16 osób mieścić mogące, z stosownym do tego ekwipażem i lokaiami (…)”. Koszt przejazdu w jedną stronę wynosił 1 zł, a z powrotem 20 gr.2. Pasażerem ich mógł być w zasadzie każdy, gdyż nie wprowadzono żadnych ograniczeń, prócz jednego: „Osoby niemaiące na sobie przyzwoitego ubioru, miejsca w omnibusach mieć nie mogą”. Powozy te od początku nazwane zostały na modłę francuską omnibusami. Wprawdzie podejmowane były próby spolszczenia jej na wielowozy lub wielojazdy, ale nazwy te nie przyjęły się. Niekiedy określano je także jako „omnibusy królikarskie” lub „omnibusy wilanowskie” – od miejsc, gdzie jeździły najczęściej. Natomiast w zimie, zamiast pojazdów na kołach, używane były wieloosobowe sanki i wówczas mówiono o „omnibusach na sankach”. Nazwa ta funkcjonowała w jeszcze jednym, nietypowym pojeździe, a mianowicie „(…) celem korzystania z pięknej pory roku i dostatecznej wody, dla przyiemnej i bezpiecznej przejazdki przez Wisłę, urządzone omnibusy wodne, przeprawiać będą do portu i na powrót (…) cena od osoby za iedno przypłynienie gr 15, tam i na powrót zł 1 (…)”. Podobne przedsięwzięcie z „powozami dla towarzystwa” dla szukających rozrywki mieszkańców Lwowa uruchomione zostało pod koniec 1835 r. Natomiast Wiedeń przymierzał się do tego dopiero pod koniec 1837 r.

Rozwój omnibusów

Nie bez pewnej dumy wspomniane zostało, że Warszawa kilka lat wcześniej niż Paryż wprowadziła przewozy omnibusem. Niestety, tylko z tego faktu mogli być dumni mieszkańcy, bo z wpływu omnibusów na życie miasta już mniej. Przewozy te miały bowiem charakter głównie rekreacyjny, a ponadto czynna była niewielka liczba powozów i nie było stałych tras. Dla przykładu, paryskie omnibusy w 1831 r. przewiozły blisko 2,9 mln osób, w 1834 r. – ponad 4,2 mln, a w 1837 r. kursowało ich 350. Trasy wytyczono tak, że „(…) zostały zbliżone najodleglejsze części miasta do środka Paryża i tym sposobem stały się dostępniej...